Spóźnieni kochankowie z Podpromia

Siatkarze Asseco Resovii awansowali do 1/8 Pucharu CEV, po raz drugi bez kłopotu pokonując Perungan Pojat Rovaniemi, a ciekawsze od samej gry były kwestie okołomeczowe.

Po ogłoszeniu zestawienia dwóch pierwszych rund fazy głównej Pucharu CEV cały w skowronkach chodził skrzydłowy rzeszowian, Elviss Krastins. Okazało się, że najpierw odwiedzi starą parafię; miasto, do którego przeniósł się z rodzicami z Łotwy i gdzie uzyskał fińskie obywatelstwo. Na dodatek miał rywalizować z klubem, w którym uczył się siatkarskiego abecadła. W 1/8 natomiast mógł zmierzyć się z Barkomem Lwów, trenowanym przez jego ojca, Ugisa Krastinsa. Los bywa jednak kobietą, która uśmiechając się zachęcająco, już planuje jak dać ci kopniaka. W Rovaniemi Elviss złapał zatrucie pokarmowe i zamiast z drużyną w hali i hotelu, spędził czas u mamy w domu. Zespół taty z kolei uległ na własnym parkiecie Vojvodinie Nowy Sad, 0:3, i najprawdopodobniej pożegna się z pucharem (rewanż odbędzie się jutro).
Drobnym ersatzem dla Krastinsa juniora miał być dzisiejszy występ przeciwko Perungan. Tyle że jego ziomkowie z miasta św. Mikołaja zrobili wiele, aby mu wtorkowy wieczór obrzydzić. W pierwszym secie, do stanu 16:18, kiedy opuścił parkiet, skierowali na niego 9 serwisów (ponad połowę), dwukrotnie złapali go też blokiem i ewidentnie bardziej cieszyli się z punktów zdobytych na nim, niż z innych.
Odważnie poczynali sobie na siatce i w polu serwisowym, prowadzili 4:1, 8:3, 15:12, 19:17. Dopiero od 21:21 gospodarzy pociągnął ścięciem i blokiem Jochen Schoeps, a dzieła dokończył Thibault Rossard, sprytnie smyrając piłkę palcami po dłoniach przeciwników.
– To pokazuje, że mimo naszej wyjazdowej wygranej 3:0 nie wszystko było przesądzone. Oni nie mieli nic do stracenia, więc ryzykowali. Gdyby nam powinęła się noga, a im wychodziło wszystko, mogli nawet odrobić straty – analizuje środkowy gospodarzy, Dawid Dryja. W drugiej partii te słowa ciągle były aktualne. Wprawdzie na ogół jego team wysoko przeważał (4:0, 9:3, 13:5, 16:9, 21:14, 23:15), ale przybysze znad koła podbiegunowego zrywali się nagle, by zmniejszyć straty do 17:12 i 23:19. Dwa ostatnie ataki wystrzelił jednak w aut nieźle spisujący się dotąd Casey Schouten.

I była to kwintesencja dzisiejszego spotkania, zwłaszcza dwóch wstępnych jego odsłon. W pierwszej obie drużyny zrobiły po 9 błędów, w drugiej Resovia 9, a goście 8. – Dekoncentracja? Może gdzieś z tyłu głowy tkwiło, że awans jest blisko, a przeciwnik trochę słabszy – zastawia się Dryja.
– Trochę bardziej niż trochę.
– Wolę mówić „trochę”, żeby nie zabrzmiało to nieelegancko. Generalnie, to sami ten mecz wygraliśmy, ale mogliśmy też sami go przegrać, bo zdobywaliśmy punkty seriami i tak samo traciliśmy, przez błędy.
Pomyłki były najróżniejsze. W pewnym momencie sędzia odgwizdał podwójne odbicie rozgrywającemu Perungat, a w następnej wymianie tenże Joshua McKay, wykonując pełny przerzut na lewą flankę, umieścił piłkę po drugiej stronie siatki, za linią boczną. Skomponowało się to z najniższą chyba frekwencją, jaką ta hala oglądała na oficjalnym meczu Resovii.
W tym wszystkim jednak zdarzały się akcje przywodzące skojarzenie z zespołem „Ich Troje” śpiewającym piosenkę wg „Spóźnionych kochanków” Williama Whartona, poetyckiej opowieści o miłości, jednej z najbardziej oryginalnych, jakie napisano w XX w. Hołd oddawany sztuce przez chałturę. Parę błyskawicznych wejść środkiem, w tym kilkumetrowy suw Dryi, a przede wszystkim podwójna krótka na skrzydle, z Dawidem skaczącym przed twarzą Lukasa Tichacka oraz wbiegającym za nim i uderzającym Aleksandrem Śliwką.
To tzw. jedynka z repertuaru najefektowniejszej drużyny w dziejach volleyballa, Resovii z lat 70. Miała trzy takie rozwiązania ataku na krótkim wycinku siatki, a wybrany numer drugi z wchodzących krzyczał już w trakcie akcji, po przyjęciu. Trwała ona około sekundy, co czyniło ją niezwykle trudną do wykonania, prawie niemożliwą do zatrzymania i nieskończenie widowiskową.

W trzeciej części miks fińsko-kanadyjsko-amerykański trzymał się dzielnie do 16:16, kiedy utemperował go Schoeps, a przede wszystkim – najskuteczniejszy dzisiaj Śliwka, który to walił mocno, to bezczelnie wpychał piłkę palcami. 21:16, na 23:18 gwoździa wbił Dryja, przy 24:19 zaś jego serwis z wyskoku wyekspediował rywali pod lewą antenkę, lecz ostatecznie nikt nie wyskoczył do podrzuconej przez rozgrywającego piłki. Dawid zaliczył drugi okazalszy występ w bieżącym sezonie (obok tego w Plus Lidze, w Lubinie, gdzie zaliczył 9 pkt), a po raz pierwszy znalazł się w podstawowym składzie. – Kiedy poprzednio wyszedłem w szóstce? To było tak dawno, że już nie pamiętam – uśmiecha się. – W poprzednim sezonie. Nawet w okresie przygotowawczym, w sparingach, mi się to nie zdarzyło, bo przyplątała się kontuzja barku. Cieszę się, że dzisiaj mogłem zagrać dłużej. To taka nagroda za trenowanie. Choć nie do końca jestem zadowolony, bo chwilami za bardzo chciałem, przez co przeszkodziłem sam sobie w zdobyciu punktów.
Przed Świętami rzeszowian czeka jeszcze jedna konfrontacja. 23 grudnia, o g. 17, podejmą na Podpromiu MKS Będzin.
PAWEŁ FLESZAR

ASSECO RESOVIA – PERUNGAN POJAT Rovaniemi 3:0 (25:22, 25:20, 25:19)
Sędziowali: Frant MacIntyre i Elisabeth Wurtenberger. Widzów: 1500.
RESOVIA: Tichacek 2 pkt, Śliwka 17, Możdżonek 4, Schoeps 16, Krastins 3, Dryja 6 oraz Rusek (l), Rossard 2, Kędzierski, Depowski 1. Trener: Andrzej Kowal.
PERUNGAN: McKay 2, Lemola 1, Grant 4, Schouten 11, Palokangas 7, Walsh 7 oraz Domecus (l), Maekinen 2, Korhonen, Hautala 3, Koskela. Trener: Henri Tuomi.

Komentowanie zablokowane.