Środkowy napastnik zginie o…

Dla urozmaicenia po lekturze biografii gwiazd piłkarskich warto sięgnąć po książkę, która jest fikcją nie udającą autentyzmu, a osadzoną w realiach Barcelony. Kryminałem rozgrywającym się częściowo w jednym z najpopularniejszych klubów świata.
To tam przychodzą anonimy podsumowane tytułową groźbą – „Środkowy napastnik zginie o zmierzchu” – co staje siępowodem zatrudnienia prywatnego detektywa, Pepe Carvalho. Nie jest on „Latino Marlowe”, a autor, Manuel Vazquez Montalban, nie naśladuje Raymonda Chandlera, jednak bohaterowie mają pewne wspólne cechy. Akcja hiszpańskiej powieści jest znacznie wolniejsza, za to z każdego akapitu wyziera sarkastyczny humor. Chwilami nawet nie można być pewnym, czy autor akurat nie kpi ze zjawisk obcych czytelnikowi, charakterystycznych dla tamtego miasta, jego rzeczywistości i obyczajowości.
Za to łatwo rozpoznawalny jest pokaźny zbiór obscenów, nie tylko językowych.

„Środkowy napastnik zginie o zmierzchu” to 14. z 23 części cyklu o Carvalho, trwającego 32 lata. Powstała po półmetku, w 1989 roku, trzy lata później pisarz znowu sięgnął po sportową tematykę, tworząc „Sabotaż olimpijski”. Zresztą wątek igrzysk, do których przygotowuje się Barcelona pojawia się już w „Środkowym napastniku…”. A najzabawniej po upływie ćwierć wieku brzmi fragment:
– To na pewno Arabowie, szefie.
– Jacy Arabowie?
– Szejkowie arabscy. Wywożą wszystkich dobrych piłkarzy do tych miast na pustyni, żeby tworzyć niezwyciężone drużyny na zamówienie.”
Wówczas było to zmyślenie, dzisiaj zadziwia profetycznym przesłaniem. Z drobnymi korektami. W miastach na pustyni powstają stadiony przed mistrzostwami 2022, a niezwyciężone drużyny szejkowie tworzą w Europie – w tym roku mistrzostwo zdobyły Manchester City i Paris Saint Germain.

Montalban szydzi z piłkarzy, działaczy, dziennikarzy. Szydzi też z rzeczy, o które sam walczył. W swojej publicystyce politycznej poruszał tematykę suwerenności Katalonii, flirtował z komunizmem, krytykował reżim generała Franco. W wieku 50 lat widzi już niuanse i cienie, a prezesa „Barcy” ośmiesza wkładając mu w usta patetyczny opis jego drużyny: „symbolicznej i nieuzbrojonej armii Katalonii”.
Ładnie komponuje się to z hasłem „Więcej niż klub”, powtarzanym od lat, aż ustaliło się jako komercyjny slogan reklamowy. I już mniejsza o to, że większe prawa do niego ma Athletic Bilbao, istniejący 116 lat, a od 102 lat nie zatrudniający piłkarzy nie mających baskijskiego pochodzenia. A przy tym będący jednym z trzech – obok Realu Madryt i Barcelony – które nigdy nie spadły z Primera Division od jej założenia w 1928 r.

Co nie znaczy, że to hasło nie wiąże się również z tradycją „Blaugrany”; ciekawe tylko, ilu spośród fanów powtarzających jak papugi „Mes que un club” – te związki widzi i rozumie. Jednym z takich łączników jest Manuel Vazquez Montalban, innym, jeszcze mocniejszym, Lluis Llach, który w wielu kręgach stał się sławny jeszcze zanim jego piosenka zabrzmiała z głośników podczas pożegnania Pepa Guardioli. Kiedy 27 lat wcześniej Llach dał koncert na Camp Nou, na stadion weszło 103 tysiące ludzi. Można to zobaczyć pod tekstem: niepozorny, natchniony facet z gitarą, skromny akompaniament i cudowna, poruszająca atmosfera. A poniżej aranżacje zespołu, który rozpropagował jego twórczość w Polsce. Jeśli kojarzycie te głosy z dziennikiem telewizyjnym i przygodami Tolka Banana, to bynajmniej nie macie omamów słuchowych…
PAWEŁ FLESZAR

Manuel Vazquez Montalban, ŚRODKOWY NAPASTNIK ZGINIE O ZMIERZCHU. Tytuł oryginału: El delantero centro fue asesinado al atardecer. Tłumaczenie: Maria Raczkiewicz. Oficyna literacka „Noir sur Blanc”, Warszawa 2005

Lluis Llach „L’estaca”

Lluis Llach „Abril 74”

Zespół Reprezentacyjny „Kwiecień 74”

Zespół Reprezentacyjny „Mur”

Komentowanie zablokowane.