Stal porysowana, nie pęknięta

Blisko urwania co najmniej jednego punktu liderowi I ligi byli siatkarze Wandy Instal Kraków. Ostatecznie ulegli AZS PWSZ Nysa 1:3 (22:25, 25:22, 18:25, 26:28).
– No czemu ta piłka nie poleciała pół metra w lewo; rozegralibyśmy kontrę i byłby tie-break… – powtarzał kilkakrotnie, kręcąc głową, trener gospodarzy, Grzegorz Silczuk. Feralna akcja zdarzyła się przy stanie 25:24 dla krakowian w 4. partii. Z prawego skrzydła zaatakował po skosie Łukasz Karpiewski, dobrze ustawiony Krzysztof Ferek podbił piłkę, ale Mariusz Syguła nie zdołał jej sięgnąć i uderzyła w antenkę. To był już drugi setbol dla Wandy, obroniony przez Karpiewskiego, który na 24:24 wyrównał, obtłukując blok. Później, po błędach miejscowych, to nysanie mieli dwa meczbole. Pierwszego oddalił Ferek (zresztą to po jego ścięciach i serwisach krakowianie na dłużej przejęli inicjatywę w tej partii – od 14:15 do 17:15, a przy skutecznej postawie Bartłomieja Soroki – 18:16, 21:19, 23:21), drugiego nieodwołalnie skończył Karpiewski.

Zaczęło się od chłodnej i wyrachowanej gry przyjezdnych, którzy nie przejmowali się niedokładnościami w przyjęciu, czy innymi potknięciami; minimalizowali błędy, a w każdej dogodnej chwili wyprowadzali kontry („Takiej właśnie, spokojnej siatkówki powinniśmy się uczyć” – wzdychał po meczu Silczuk). Najbardziej zimnokrwisty w ich szeregach był Kamil Kacprzak, który wychodząc w górę do ataku – najczęściej z lewej flanki – zawsze widział blok gospodarzy i ich ustawienie w polu. Przez półtora seta zatrzymali go tylko raz. Było to w końcówce pierwszego, dość spokojnie kontrolowanego przez ekipę z Nysy (9:7, 13:9, 16:12, 19:13, 21:16, 24:19), kiedy Wanda odrobiła część strat (22:24), lecz złudzenia skończyły się na zepsutym podaniu Ferka.

W drugiej odsłonie krakowianie utrudniła zagrywkę, była solidniejsza, zdarzały się też zagrania indywidualne – jak blok Adama Łukasika na bijącym z bardzo wysokiego pułapu Karpiewskim, czy sprytne „włożenie” piłki przez Łukasza Szablewskiego. „Szabla” po raz drugi w sezonie wyszedł w podstawowym składzie – poprzednio też w meczu z AZS PWSZ, w Nysie – i przez całe spotkanie nieźle uzupełniał się z Sygułą (ten drugi, za wyjątkiem kiepskiego finiszu, pociągnął zespół w czwartym secie).
Po wspomnianych akcjach Wanda prowadziła 16:12, później rywale solidarnie obdzielili się kiksami (16:15 i 20:16), a kolejną ofensywę gości (21:20) przerwał dwoma atakami Ferek (23:21), który w podobny sposób zamknął też seta. 25:22 i Silczuk wraz z podopiecznymi cieszyli się na środku parkietu jak ze zwycięstwa.

Nyska drużyna, jeszcze pod szyldem Stali, ma duże tradycje ekstraklasowe, teraz występuje w niższej lidze, lecz zdecydowanie w niej lideruje. W trzeciej odsłonie pokazała dlaczego – wrzuciła takie obroty, że miejscowi nie umieli jej dotrzymać kroku. Karpiewski zafundował im trzy asy oraz kontrę, zrobiło się 6:12 i różnica nie uległa już zmianie (8:14, 10:16, 12:19, 15:21). Tym bardziej że rozkręcił się wtedy dynamicznie ścinający ze skrzydła Dawid Bułkowski – syn trenera Janusza Bułkowskiego, ongiś znakomitego zawodnika – który wygląda jakby tacie wypadł z oka (nawet fryzurę ma podobną).
 To był nasz bardzo dobry występ na tle takiego przeciwnika; szkoda tylko, że nie ma z tego punktów, bo potrzebujemy ich jak wody – podsumowywał niepocieszony szkoleniowiec Wandy. – Mam nadzieję, że nie braknie nam ich później…
PAWEŁ FLESZAR

WANDA INSTAL Kraków – AZS PWSZ Nysa 1:3 (22:25, 25:22, 18:25, 26:28)
Sędziowali: Rafał Pośpiech (Częstochowa) i Benedykt Cieślik (Sosnowiec). Widzów: 300.
WANDA: Szablewski, Łukasik, Nowik, Ferek, Soroka, Domonik oraz Mrozowski (l), Syguła, Tepling, Pić, Dzierwa. Trener: Grzegorz Silczuk.
AZS PWSZ: Fijałek, Łuka, Stancelewski, Karpiewski, Kacprzak, Pizuński oraz Andrzejewski (l), Kęsicki, D. Bułkowski. Trener: Janusz Bułkowski.

Przebieg meczu – I set: 0:3, 2:3, 2:4, 4:4, 6:6, 7:7, 7:9, 9:11, 9:13, 11:13, 11:15, 13:16, 13:19, 15:20, 17:22, 19:24, 22:24; II set: 0:1, 2:1, 4:2, 4:4, 6:6, 8:8, 10:8, 12:9, 14:10, 16:12, 16:15, 17:16, 20:16, 20:18, 21:18, 21:20, 22:20, 23:21, 23:22; III set: 1:0, 1:3, 3:3, 3:5, 5:5, 5:7, 6:7, 6:12, 8:12, 8:14, 10:16, 12:17, 12:19, 14:20, 16:21, 16:23, 17:24; IV set: 0:1, 1:2, 4:5, 6:5, 6:7, 7:8, 9:8, 10:9, 10:11, 11:12, 13:12, 14:13, 14:15, 17:15, 18:16, 20:18, 21:19, 22:20, 23:21, 23:23, 24:23, 25:24, 25:26, 26:27.

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*