Stargardzianka z Krakowa

– Ale dlaczego ze mną chce pan rozmawiać, przecież ja nie grałam? – śmiała się po środkowym meczu Muszynianki z Fenerbahce skrzydłowa zespołu z Muszyny, Dominika Sieradzan. I z uśmiechu, i z widowiskowej postawy na parkiecie jest pamiętana choćby za występy w Wiśle Kraków, na początku minionej dekady.

– Właśnie chciałem spytać, jak to jest być w takiej drużynie jak Muszynianka, gdzie ma się określoną, ograniczoną rolę? Wiadomo, że niezbyt często pojawi się pani na boisku.
– Czasami jest ciężko tak do końca się zmotywować, dać z siebie sto procent na treningu, żeby pomóc koleżankom. Mecze wyglądają tak, a nie inaczej, zmiany też. Każdy ma jakieś zadania, ja staram się wypełniać swoje jak najlepiej i nie mam pretensji, że to tak wygląda. Gdyby nie było sukcesu, to każdy by analizował, przeliczał minuty na parkiecie. Patrząc w kalendarz – nie jestem młoda, więc trochę zdrowia może przyoszczędzę mniej grając, a za to na treningu dam z siebie wszystko. Ale jest dobrze, więc po co narzekać. No i to miłe, że ktoś się interesuje (śmiech).
– A propos zainteresowania – dziesięć lat temu zrobiłem z panią wywiad, gdzie dość mocno lansowałem tezę, że nie rozwija się pani tak jak koleżanki z SMS: Aśka Staniucha, Ola Przybysz (teraz Jagieło), Kaśka Biel (teraz Gajgał-Anioł), Iza Bełcik. Nawet jeśli trochę racji w tym było, to fakt, że tak długo utrzymuje się pani na poziomie ekstraklasy – świadczy na pani korzyść.
– Właśnie mówiłam do znajomego, że pierwszy złoty medal z Muszynie – Sieradzan była; zapis do historii siatkówki, awans do finału Pucharu CEV, siedem lat później – Sieradzan jest. Do tego medale w Pile i w Miluzie. Oby jeszcze Puchar CEV był. Nie wiem, czy indywidualnie mogło powodzić mi si lepiej, gdybym poszła inną drogą, wybierała inne kluby. Nie narzekam, sukcesów trochę się uzbierało.
– A plany na przyszłość?
– Tego nikt nie wie. Póki jest zdrowie można grać. Jak choćby Madzia Śliwa, która ciągle jest w fajnej formie i wiele drużyn chciałoby ją mieć u siebie.
– Pani chciałaby iść jej śladem?
– No nie, ja jestem w takim miejscu, że chciałabym najbardziej dziecko urodzić. Że znowu wspomnę o tym kalendarzu moim… Wtedy już ciężko mi będzie wrócić – a zwłaszcza na obecny poziom, do ekstraklasy, do zespołu z góry tabeli. Tak mi się wydaje
– Gdzie w kalendarzu ma pani zaznaczony ten dzień urodzin dziecka? To plany na najbliższy czas?
– Nie mówię, że jutro (śmiech).
– Tak szybko to nie idzie…
– No właśnie, fajnie by było, no nie? (śmiech). Zobaczymy. W następnym sezonie jeszcze bym chciała pograć.
– Dorobić na ten mały domek z ogródkiem, z marzeń, o którym mówiła pani przed laty w jakiejś ankiecie?
– Mały biały domek! No jest, jest dalej marzeniem. Chociaż mam mieszkanie, jestem zadowolona ze swojego majątku (śmiech). Tak czy owak, nie ma czasu, żeby zająć się tym. Dopiero znalazła się odpowiednia osoba na założenie rodziny.
– Gdzie ten domek miałby stanąć, jeśli już?
– Moje miejsce to Francja. Dwa lata tam byłam, ktoś – że tak powiem – złapał moje serce. To Polak, ale zasiedziały we Francji, ponad dwadzieścia lat. W przerwach między sezonami tam wracam. Zobaczymy, może zostaniemy tam, może wrócimy do Polski.
– Francja to przyjemny kraj do życia.
– Trochę się popsuł w porównaniu z wcześniejszymi latami. To już nie ta Francja-elegancja…
– Wróćmy do Polski i cofnijmy się do przeszłości. Grała pani w Wiśle Kraków w ostatnim jej okresie w ekstraklasie, z dwoma degradacjami, w 2001 i 2003 roku. Ma pani jakąś refleksję z dystansu – czemu się nie powiodło, przecież była tam grupa dobrych siatkarek?
– Trudno powiedzieć. Może tak było pisane, bo przecież już później Wisełka do ekstraklasy nie wróciła?
– A jak wspomina pani tamte cztery lata? Pierwszy etap dorosłego życia po wyjściu z „klasztoru” – SMS Sosnowiec.
– No, fajnie było. Mam tam mieszkanie do dzisiaj. Wprawdzie urodziłam się w Stargardzie Szczecińskim, ale jak ktoś pyta, skąd jestem, to mówię, że jestem z Krakowa. Czuję się jak krakuska, gdybym miała później osiedlić się w Polsce, to zastanawiałabym się właśnie nad Krakowem. Mam do niego duży sentyment, miło wspominam. I studia mi tu fajnie przeleciały.
– Bardzo sprawnie zrobiła pani dyplom na Akademii Wychowania Fizycznego. Jak na wyczynowego sportowca, występującego w ekstraklasie, to osiągnięcie budzące szacunek.
– Miałam indywidualny tok studiów, co sporo mi ułatwiło. Wprawdzie nic mi nie podarowano, na każdych zajęciach musiałam być, albo odrabiać, ale mogłam pójść na inną grupę, ktoś mi przełożył termin… Takie ułatwienia pomogły. Poza tym w klubie nie zawsze były ranne treningi, co też uprościło sprawę.
– Co poza tym co wyniosła pani z AWF?
– Mam specjalizację siatkarską, uprawnienia trenera drugiej klasy. Ale mam też kurs instruktora koszykówki, piłki nożnej, gimnastyki. Nazbierałam tych papierów dużo (śmiech).
– Człowiek orkiestra. A co by pani chciała robić w przyszłości?
– Co ja bym chciała robić? Ciężko chyba będzie pójść gdzieś do pracy na etat. Raczej swój biznes. Tylko, co zrobić, żeby otworzyć i poszło? Trzeba coś wymyślić, ale nie zastanawiałam się na razie konkretnie: co, kiedy i w jakiej dziedzinie.
– Anna Świętońska, obecnie Nowakowska – druga z dziewczyn ze Stargardu, która zrobiła karierę siatkarską – znalazła ciekawą posadę.
– Siedziałyśmy w jednej ławce, a w drużynie ona wystawiała, ja atakowałam. Trochę potem drogi rozeszły, kontakt mamy sporadyczny, ale jednak – te fejsbuki działają (śmiech).
– Została menedżerem Impelu Wrocław, więc jakby co można skorzystać znajomości przy poszukiwaniu nowego klubu?
– Myślę, że jest dobra w tej roli, bo poza wiedzą, ma też doświadczenie ze świata boiskowego. Ale liczę, że nie będę musiała korzystać z protekcji, szukając pracy na przyszły sezon (śmiech).
– Skończmy wywiad przewidywaniem najbliższej przyszłości. Sobotnie późne popołudnie w Stambule i „Witamy w piekle”?
– No, trybuny są tam specyficzne, ale myślę, że mamy na tyle doświadczone zawodniczki, że powyłączają się i skoncentrują na żółto-niebieskim punkcie, czyli piłce. Na pewno będzie bardzo ciężko, ale nawet jeśli przegramy mecz, to w złotym secie wszystko może się zdarzyć.
Rozmawiał PAWEŁ FLESZAR

Dane z kariery Dominiki Sieradzan można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.