Stój, bo Mamuśki strzelają

W sumie mają blisko 100 medali rozmaitych turniejów, 74 lata – w tym 24 lata stażu małżeńskiego – pięcioro dzieci, a tylko dwóch mężów (ale za to pierwszych). Magdalena Michoń-Szczytowicz i Michalina Tokarska są najciekawszą parą rozpoczętych dzisiaj przy Bulwarowej mistrzostw Polski w siatkówce plażowej.

Szczęśliwy jest powrót do miasta, z którym bardzo długo były związane i gdzie na trybuny przyszło je zobaczyć wielu znajomych, dla Magdaleny Rapacz-Matras i Sandry Szychowskiej. Obie od pewnego czasu żyją w Niemczech, ale wcześniej przez 9 lat studiowały, pracowały i grały w siatkówkę w Krakowie. Dzisiaj przebiły się do czołowej szóstki, a mają dosyć dogodną drogę nawet dalej. Otworzyło ją zwycięstwo z kandydatkami do medali, Magdaleną Saad i Agatą Wawrzyńczyk, które w siedmiu turniejach eliminacyjnych uzbierały aż 1352 punkty, bo we wszystkich stawały na podium, a w czterech na najwyższym jego stopniu. W piątkowe południe jednak, w pełnym słońcu, większość wymian rozstrzygała się w ciężkiej walce. W pierwszym secie zrazu inicjatywę miały Rapacz-Matras i Szychowska (10:8, 17:15), potem rywalki, które prowadziły nawet 20:18. Piłki setowe posłały jednak w aut i w taśmę, przy 21:21 zaś Sandra obroniła padem tuż za siatką i z leżenia skoczyła do skutecznego ataku, a później zablokowała. 23:21.
W drugiej partii Saad i Wawrzyńczyk uciekały od 16:16; „czapa” i kontra tej pierwszej zmieniły zapis na 20:17, a zagranie drugiej mogłoby wziąć udział w nieistniejącym plebiscycie na najefektowniejszą akcję turnieju. Uderzyła drugą piłkę tyłem, w wyskoku, ustalając zapis na 21:17.
W tie-breaku już rzadziej udawało im się zatrzymać natarcie „krakowskiego” duetu – 5:2, 8:4, 8:8, 10:8, a po serii bloków – 14:9 i 15:10.

W Karlsruhe stworzył on małą kolonię rodzinno-biznesową. Magda, która niegdyś była księgową w Lufthansie, teraz pełni funkcję project managera w firmie bukmacherskiej Tipico, w której mąż Sandry, Michał Szychowski jest specjalistą od IT. Mąż Magdy, Zenon Matras będzie szkoleniowcem zespołów męskich i żeńskich w miejscowym klubie Beiertheim, gdzie wystąpi też Sandra, łącząc to z reprezentowaniem rodzimego MKS SAN-Pajda Jarosław. A niezależnie, jak dużo miałyby zajęć zawsze znajdują czas dla siatkówki. Rzadziej w tym sezonie mogły przyjeżdżać na turnieje do Polski, więc grały w Niemczech, triumfując w sierpniu w mistrzostwach landu Badenia-Wirtembergia.
Natomiast w drugiej rundzie czempionatu przy Bulwarowej zmierzyły się z Natalią Gruszczyńską i Agnieszką Adamek. Wyglądało, jakby słońce przytępiło ich refleks i werwę, za to kompletnie nie dotykało wszędobylskiej Agnieszki. To ona z koleżanką przeważała nawet 10:13, kiedy ostudziła je zbiciami Sandra. Zrobiło się 18:16, 20:18, a sprawę zamknęła uderzeniem po skosie Magda. Przyjeżdżając przed dekadą na studia na Uniwersytecie Jagiellońskim poznała Zenka Matrasa, który był tam nauczycielem w Studium WF i Sportu. Zanim został jej mężem, nauczył ją siatkówki plażowej, jest również trenerem pary. Po spotkaniu komplementował podopieczne za elastyczną taktykę serwisu, a przede wszystkim jego wykonanie w drugiej odsłonie, kiedy posyłały podania pomiędzy rywalki. Tamte nie dogrywały dokładnie do siatki, co przyniosło Magdzie i Sandrze obrony, kontry i rezultat 21:17.

Szychowska to świeżo upieczona mama, więc jej osiągnięcia odnotowuje facebook’owy fanpage „Mama Mia”, prowadzony przez Michalinę Tokarską. 35-letnia Miśka kiedyś występowała z Justyną Tylutki pod szyldem „Mamuśki”, a w tym sezonie założyła z 39-letnią Magdą Michoń-Szczytowicz duet jeszcze bogatszy w potomstwo. Dość powiedzieć, że uczestniczki krakowskich mistrzostw mają w sumie dziewięcioro dzieci, z czego piątka należy do nich. Cztery lata temu Michalina po meczu o awans do II ligi w barwach Krótkiej Mysiadło, stwierdziła, że ta halowa drużyna powstała po to, by jej zawodniczkom za bardzo nie urosły tyłki. Obecne motywacje przedstawia poważniejszym tonem: – Chcemy pokazać i udowodnić kobietom, że nie trzeba się zamykać w domu, aby zajmować się rodziną, ale można to łączyć z robieniem tego, co się kocha.
Obrusza się też nieco na prowokacyjne pytanie, czy nie wstyd im ubiegłotygodniowego startu w mistrzostwach kraju oldbojek, skoro są na dobrą sprawę siatkarkami wyczynowymi. – To moje pierwsze „złoto” w życiu, więc się cieszę, a nie wstydzę – przekonuje. – Turniej dla oldbojek zorganizowano po raz drugi; mam nadzieję, że zyska popularność, a może i my damy jakiś przykład, że nie trzeba rezygnować w siatkówki w żadnym wieku. Im człowiek starszy, tym więcej powinien się ruszać…
One ruszają się bardzo żwawo; strzały Miśki niekiedy przełamują ręce przeciwniczek, a minięcia Magdy przypominają, że przez wiele lat była jedną z najlepszych plażowiczek w Polsce (Tokarska: „To dla mnie przyjemność i zaszczyt, że mogę z nią grać”). Tak odwróciły wynik konfrontacji z Aleksandrą Zdon i Pauliną Biranowską z 7:9 na 11:9, dalej 16:12, aż do 21:17. W drugiej partii rywalki zbliżały się na 9:8 (z 6:3 i 9:6) oraz 13:12 i 16:15 (z 13:8), lecz kontry „Mamusiek” były zabójcze – 20:15, 21:17.

Magda mieszka w Dąbrowie Górniczej, Michalina w Warszawie, co dodatkowo komplikuje funkcjonowanie teamu. Często szermują pojęciem „logistyka rodzinna”, co brzmi jak nazwa poważnego przedmiotu na wyższej uczelni. A gdyby nim rzeczywiście była, pewnie cieszyłaby się zainteresowaniem studentów i została wyceniona na sporo punktów ECTS. Wyliczają na wyścigi, co robi pan Szczytowicz, który jest ich trenerem, co pan Tokarski, co jedna teściowa, co druga. Magda uśmiecha się porozumiewawczo na sugestię, że plażówka poza wszystkimi obciążeniami i radościami pozwala też na oderwanie od młynu codziennych obowiązków, ale Miśka podnosi inną kwestię: – Nieważne, ile wysiłku by wszystko kosztowało, to widok dumy w oczach twojego dziecka jest bezcenny!
– Albo łez, bo mamy takich rodzinnych wrażliwców, jak jej córeczka Iga i mój syn Maksio, którzy płaczą po zwycięstwach i porażkach – dodaje Magda.
Dzisiaj mogły dostarczyć swoim pociechom nielimitowany ładunek wzruszeń, gdyż były bliskie sensacyjnego pokonania reprezentantek kraju, Aleksandry Gromadowskiej i Jagody Gruszczyńskiej. Siatkarki, które przez cały rok ćwiczą na piasku, często na zagranicznych zgrupowaniach, omal nie uległy siatkarkom, które przez cały rok pracują zawodowo i wychowują gromadkę dzieci! – No i je rodzą – śmieje się Magda, kołysząc wózkiem z niemowlakiem, Marysią.
Pierwszy set padł łupem kadrowiczek, ale w drugim „Mamuśki” przeważały nawet sześcioma punktami (12:6), a w końcówce jeszcze 20:17. Później jednak musiały bronić trzy meczbole, aż wreszcie minięcie Magdy i pudło jednej z rywalek ustaliły zapis na 26:24. W tie-breaku wyszły na 7:4, a kiedy arbiter pokazał autowy atak reprezentantek – nawet 10:7! Wówczas jednak skonsultował swą decyzję z drugim sędzią i uznał, iż uderzenie było po palcach, zmieniając rezultat na 9:8. Od tego momentu Gromadowska była nie do przejścia na siatce, a do skrótów jej koleżanki Magda i Miśka nie zdołały nawet wyjść z bloków. 11:15.
Ponowną szansę na awans do ścisłej czołówki otrzymają jednak jutro, po prawej stronie drabinki. – Jeszcze napsujemy innym sporo krwi, bo zamierzamy grać także w przyszłym roku, a w olbojkach to ze dwadzieścia lat – śmieją się. Ich obecność na turniejach będzie tym cenniejsza, że nikt nie zna tylu plotek ze światka polskiej plażówki, co one.

Jedyną rodowitą krakowianką przy Bulwarowej (a przy tym debiutantką w MP) jest Olga Klocek, występująca w duecie z Justyną Tomalą. Były bohaterkami dramatycznych pojedynków, po których odpadły z turnieju, choć mogły pokonać oba zespoły. Najpierw walczyły z Adamek i Gruszczyńską. W pierwszej odsłonie odrabiały straty od 12:16, a od 17:19 przekręciły wynik na 21:19. W drugiej często były o kroczek z przodu, ale na finiszu zgubiły rytm – 18:21. W tie-breaku prowadziły 8:5, potem 11:10, kiedy wpadło im w pole niedokładne, przechodzące przyjęcie Natalii (ich trener, Tomasz Klocek nazywa takie zagranie „cielaczkiem”). Wyraźnie je to zdeprymowało, inaczej niż Gruszczyńską, która załatwiła resztę ciosami z wysokiego pułapu. 13:15.
Po prawej stronie studentki krakowskiej AWF spotkały się z Saad i Wawrzyńczyk. Od początku dominowały (16:10, 18:12, 18:15, 20:15), potem się zacięły (20:19), ale usunęły usterkę (21:19). W drugim secie z 8:13 i 12:16 wyciągnęły na 17:17 i 18:18, lecz w końcówce skuteczniejsza była Magda Saad. 18:21.
W tie-breaku Olga i Justyna miały trzy meczbole, ale tamte obroniły je atakami, a przy 16:16, po długiej wymianie, Wawrzyńczyk zgasiła nad taśmą przechodzącą piłkę, natomiast Saad podbiła skrót i skontrowała. 16:18.
Najbardziej piorunujący i zaskakujący zwrot akcji zdarzył się jednak gdzie indziej. Olimpijka z Rio de Janeiro, Monika Brzostek, wraz z Anetą Kaczmarek, prowadziły w tie-breaku 13:9, ale kolejne sześć „oczek” zdobyły Kinga Legieta i Aleksandra Wachowicz. Wszystkie wyniki pierwszego dnia mistrzostw można znaleźć TUTAJ.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.