Szarlotka w nagrodę za 14 perełek

Developres SkyRes Rzeszów uległ na własnym parkiecie Budowlanym Łódź, 1:3, a największego dzieła zniszczenia dokonały środkowe przyjezdnej drużyny.

Dla gospodyń ten mecz miał dodatkową wagę. Po pierwszej kolejce w tabeli Orlen Ligi zapisano im 3 punkty, ale otrzymały je za walkowera (zresztą Tauron MKS jeszcze się odwołuje), a na boisku w Dąbrowie Górniczej uległy 0:3. Dzisiaj powinny pokazać, że nie potrzebują prezentów wynikających z zawiłości proceduralnych.
Nie układało im się jednak od początku, ataki nie miały tempa, w miarę wychodziły tylko te z szóstej strefy, w wykonaniu Kremeny Kamenovej i – raz – Adeli Helić. Od 13:13 rozmontowała je serwisem Sylwia Pycia. Zanotowała m.in. asa po przerwie na żądanie, upolowała Klaudię Kaczorowską i narobiła problemów zmieniającej ją Ewie Śliwińskiej. Dalej przerzuciła się na libero, zaliczyła asa na Lucynie Borek, a kiedy weszła za nią Joanna Nickowska – podzieliła wrażenia koleżanki. 13:21, 17:25.
W drugiej partii dojrzale prezentowała się – nomen omen – „Śliwka”. Radziła sobie w przyjęciu, którego ciężar rywalki złożyły na jej barki, zanotowała asa, oraz trudną i cenną obronę. Na siatce skuteczna była Helić, więc miejscowe prowadziły 15:11, 17:12, 21:17, a gdy Budowlane zbliżyły się na 21:20, znowu przerwała im Śliwińska. Niedługo jednak przeciekła jej przez palce zagrywka Pyci, więc przy 22:22 powędrowała do boksu. Mogło być dzisiaj 0:3, lecz w tamtym momencie łodzianki zrobiły rzecz niewytłumaczalną; zrezygnowały z taktyki dającej im dotąd sukcesy – rażenia skrzydłowych (najczęściej w linii ataku) – a wszystkie pozostałe podania w końcówce posłały na Borek, która miała akurat dobry okres. Blok Katarzyny Żabińskiej i kontra Helić zamknęły sprawę na 26:24.
– Same nie wiemy, czemu tak wtedy zrobiłyśmy – mówi środkowa ekipy gości, Gabriela Polańska. – Zresztą podczas dziesięciominutowej przerwy trener w szatni powiedział nam, że przegrana w tym secie to tylko i wyłącznie nasza wina, a odtąd mamy trzymać się założeń.

Jeszcze trudniej zracjonalizować znaczny fragment trzeciej odsłony. Wszak po „czapach” Pyci na trzech różnych rywalkach, uderzających z innych pozycji (Kaczorowska – lewe, Helić – prawe, Kamenowa – II linia, środek), zrobiło się 6:10, lecz po krótkiej Sylwii w aut oraz podobnym festiwalu Magdaleny Hawryły było już 10:10, a potem z 10:13 – 14:13. W decydującym momencie powodzenie łodziankom przyniósł jednak znowu ostrzał zza linii końcowej: najpierw wybranej MVP meczu Pyci (14:17), a potem Kai Grobelnej (15:19). 16:21, 17:23, 21:25.
Mocno zapachniało tie-breakiem, gdy w czwartej części gospodynie wyszły na 9:3, a Błażej Krzyształowicz brał czas. Wkrótce jednak to Jacek Skrok uruchamiał sygnalizator przy stanie 9:6 i 9:9…
– Coś zawiodło, może koncentracja? – zastanawia się Katarzyna Mróz, kapitan Developresu. – Na gorąco trudno mi to ocenić. Powiem tak: nie jesteśmy juniorkami czy zawodniczkami, które przyjechały nie wiadomo skąd. Występowałyśmy w dobrych klubach i po prostu nie powinnyśmy tak grać.
Skąd się wziął ten brak koncentracji? Niedzielne popołudnie to raczej pora rosołu, albo drzemki po jego zjedzeniu?
– Nie, nie. Każda z nas powinna sobie obejrzeć ten mecz po siedem razy…
– Za karę?
– Przede wszystkim, aby zobaczyć błędy. Czasem wystarczyłby „fokus” na jedną-dwie akcje, rozstrzygnięcie ich na naszą korzyść i to pozwoliłoby pociągnąć rezultat.

Tymczasem nad siatką szalała mierząca 200 centymetrów Polańska, bądź kasująca usiłowania przeciwniczek, bądź karcąca je obejściami. Przy stanie 10:15 miała na koncie siedem bloków, przy 17:23 dołożyła ósmy.
– To chyba nie rekord. Wydaje mi się, że w przeszłości miałam więcej, dziewięć albo dziesięć – szuka w pamięci. – Jaki jest sekret takiej passy? Moim sekretem jest trener. Przez nerwy i emocje chwilami zapomina się o niektórych kwestiach rozpisanych na kartkach, jakie dostajemy przed meczem, ale on zawsze podpowie, przypomni. Bardzo ufamy Błażejowi.
– W trakcie akcji chyba nie podpowiada?
– Nie, wtedy już trzeba się opierać na własnej intuicji, doświadczeniu.
– Dużo daje znajomość rozgrywającej przeciwnej drużyny? Z Anną Kaczmar byłyście chyba razem w Bielsku?
– Tak, przez sezon, ale bardzo intensywny. Mnóstwo pięknych wspomnień się z tym wiąże. Czy ja wiem, może to trochę pomaga? Osobiście nie zawsze jestem zadowolona ze swoich akcji na siatce, bo nawet kiedy mam piłkę na rękach, to przez braki techniczne – „zabieram” się z nią i spada po naszej stronie. Ale generalnie bloki już w ubiegłym sezonie były naszą bronią: napędzały nas do gry, były to takie nasze perełki.
Takich perełek Budowlane wyłowiły dzisiaj 14 (Pycia 4), do tego 12 asów (Pycia 5). A jeśli jesteśmy przy kosztownościach, to Julia Twardowska miała w ich szeregach złote ręce. Dotykała piłkę tylko kilka razy. Już za pierwszym zaliczyła asa, a na finiszu weszła za świetną wcześniej, ale wówczas nieco „rozproszoną”, Martynę Grajber. Developres właśnie odrobił straty z 18:24 na 22:24, jednak Julia odebrała serwis Kaczmar i ścięła po prostej. 22:25.

Tym samym nie udał się Kasi Mróz uroczysty powrót nad Wisłok. Zagrała w Rzeszowie w barwach rzeszowskiego zespołu po raz pierwszy od wiosny 2001 roku, kiedy reprezentowała nieistniejący Zelmer. – Nie pamiętam, z kim był tamten mecz. A skład? Pamiętam, ale nie cały… Wie pan, to było pół życia temu – uśmiecha się. – Niektóre kontakty się pourywały, niektóre teraz odnowiłam. Podczas turnieju w Kobyłce spotkałam naszą rozgrywającą Monikę Bartnicką, która tam mieszka i pracuje z młodzieżą. Większość dziewczyn nie gra już w siatkę, ale zajmują się nią w inny sposób. Kasia Walawender jest na przykład trenerką i odnosi sukcesy.
Część zdarzeń z przeszłości zapętla się z teraźniejszością. Tamtym przeciwnikiem sprzed ponad 15 lat jest Muszynianka, która wtedy zdobyła awans do Serii B, do dzisiaj występuje w ekstraklasie i w najbliższy piątek podejmie Developres w Muszynie. Nie żyje już siatkarski wizjoner Jan Strzelczyk, dla którego Zelmer był ostatnim klubem w karierze (pisaliśmy o nim TUTAJ), ale jego imię nosi hala Podpromie, w której obecnie występuje Katarzyna.
– Sporo mnie nauczył – wspomina Mróz. – To w ogóle był szczególny czas: pierwsze pieniądze, pierwsze zderzenie z poważną siatkówką. Cieszę się, że znowu tutaj trafiłam.
Była to sentymentalna konfrontacja również dla Polańskiej, rodowitej rzeszowianki, od trzynastu lat grającej poza domem. – Każdy przyjazd tutaj to niezwykłe przeżycie. Wiadomo, że są mama i tato, najwierniejsi kibice, ale w Rzeszowie przychodzi także babcia – opowiada Gabrysia. – Przyniosła ciasto, które zaraz na pewno zjemy z dziewczynami w autokarze. Jakie? Najlepsze – szarlotkę!
PAWEŁ FLESZAR

DEVELOPRES SKYRES Rzeszów – BUDOWLANI Łódź 1:3 (17:25, 26:24, 21:25, 22:25)
Sędziowali: Andrzej Kileński i Sławomir Jażdżewski (Olsztyn). Widzów: 550.
DEVELOPRES: Kaczmar 3 pkt, Kamenova 10, Mróz 10, Helić 16, Kaczorowska 6, Hawryła 6 oraz Borek (l), Nickowska (l), Śliwińska 7, Żabińska 3, Szczygieł, Flakus. Trener: Jacek Skrok.
BUDOWLANI: Vincourova 2, Grajber 13, Pycia 13, Grobelna 21, Beier 10, Polańska 15 oraz Maj-Erwardt (l), Twardowska 2, Tobiasz. Trener: Błażej Krzyształowicz.

Pozostałe wyniki i tabelę Orlen Ligi można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.