Szarża pod okiem mistrzyni Europy

Koszykarze Sokoła utrzymali się w finale I ligi, pokonując dzisiaj BM Slam Stal Ostrów Wlkp., 71:60. Rywale prowadzą 2-1, a czwarta konfrontacja odbędzie się jutro, również w Łańcucie.

Dzisiejsze spotkanie „trójką” przywitał Wojciech Pisarczyk, w ten sam sposób odpowiedział Szymon Rduch, więc następną akcję trzeba było przerwać, żeby pozamiatać confetti, którym miejscowi fani fetowali pierwsze powodzenie.
Duża i głośna grupa przyjechała także z Wielkopolski, więc zgiełku na trybunach było co niemiara, a na parkiecie zaczynał się pokaz siły gospodarzy. Podanie Dawida Bręka kozłem, ucieczka Rafała Kulikowskiego centralnym korytarzem i potężny wsad. Za chwilę ten duet zaprezentuje równie klasyczną, a jeszcze bardziej finezyjną kombinację playmaker-center: Dawid rzuca piłkę jednorącz, wykorzystując parkiet, a kilkanaście metrów dalej Rafał pod samą tablicą dokonuje egzekucji. Potem Wojciech Żurawski wyskakuje na obwód, aby przechwycić podanie, bezskutecznie, a Kulikowski kozłuje jak rozgrywacz i pakuje po dwutakcie.
Goście pudłują, popełniają błąd kroków, gospodarze zaliczają kilka przechwytów. Kiedy po jednym z nich Tomasz Fortuna obsługuje Macieja Klimę, a ten podręcznikową „windą” wysyła w powietrze obrońcę i spokojnie trafia z bliska, zapis wynosi 16:6, a po dobitce kapitana Sokoła – 18:10.
– Po przebiegu weekendu Ostrowie najbardziej zależało mi, żeby dobrze wejść w mecz. I była agresja, była koncentracja! Było wszystko to, o co chodziło! – cieszy się trener łańcucian, Dariusz Kaszowski, nawiązując do wydarzeń opisywanych przez nas TUTAJ i TUTAJ.

Pod koniec pierwszej kwarty część strat zniwelował Adrian Mroczek-Truskowski (18:14), a w drugiej ciężar wziął na siebie Tomasz Ochońko. Wynik w 17. minucie brzmiał 27:21, ale lider Stali miał już na koncie trzy przewinienia.
Nikt nie pozostawiał taryfy ulgowej, nieco wcześniej przyjezdnych przydusili łańcuccy rezerwiści (24:16, 27:18), a tuż przed przerwą na tablicy świeciło się 34:21, podczas gdy Rduch huśtał się powieszony na obręczy, świętując wsad po kontrze, wieńczący udaną passę jego i drużyny.
Efektowne zagrania oklaskiwało rodzeństwo „Podolczyków”. Anna Miros, która wychowała się w pobliskiej Soninie, a do wielkiej kariery startowała w MKS Łańcut, bywa tu incydentalnie, wszak sezon siatkarski na ogół pokrywa się z koszykarskim. Tym razem jednak Sokół występuje dłużej niż zwykle, więc mistrzyni Europy mogła pojawić się na jego meczu po zakończeniu swojego finału – Orlen Ligi. Jej dwa lata starszy brat, Paweł Podolec zasiada na widowni częściej, a w ubiegłej dekadzie był jednym z najwaleczniejszych zawodników łańcuckiego teamu. – Szesnaście punktów w sumie? Świetnie gość gra, naprawdę – kręcił z podziwem głową komplementując Marcina Pławuckiego, który w trzeciej kwarcie trzykrotnie przełamywał pościgi ostrowian, inicjowane przez Adriana Sulińskiego (m.in. dwukrotnie wcelował z obwodu) i Mroczka-Truskowskiego.
Po pivotach w „trumnie” na jednej nodze niewysoki rozgrywający trafił na 38:24, z przymierzył dystansu na 41:29, a osobistymi podyktowanymi za grzechy „Mroka” – na 45:33 i 47:35.

W ostatnich sekundach trzeciej odsłony Klima rozbujał Łukasza Olejnika „jeden na jeden”, a gdy go minął ściągając na siebie innych defensorów – oddał do Przemysława Wrony, który wbiegając prawym skrzydłem włożył z rozmachem. – Dawał bardzo dobre zmiany: skupiony w obronie, pobudzony w ataku. Zresztą wszyscy dublerzy robili wspaniałą robotę! – podkreśla Kaszowski, a Przemek w czwartej części dowartościował oceny zamaszystym blokiem, na podobieństwo siatkarskiej ścinki.
W innej nieszablonowej akcji Szymek Rduch wybił piłkę przeciwnikowi, gonił ją zrazu na czworakach, potem nurkując, wreszcie Pławucki zagarnął ją z parkietu prawie nie zwalniając biegu, a po mrugnięciu oczami finiszował wjazdem pod tablicą przyjezdnych.
51:37 i wydawało się, że Stal będzie oszczędzać siły na niedzielną konfrontację. Nic bardziej mylnego, bo najstarsi jej koszykarze dali z siebie wówczas najwięcej. Żurawski, Ochońko, Wojtek Pisarczyk i Mroczek-Truskowski bijąc się w tyłach i szarpiąc w ofensywie na sześć minut przed końcem zmienili rezultat na 51:45. – Trudno, żebyśmy się wtedy położyli. Sokół jest zespołem z charakterem, ale i my mamy swój charakter. Nie kalkulowaliśmy, tylko walczyliśmy o zwycięstwo – dowodzi szkoleniowiec ostrowian, Mikołaj Czaja. Przyznaje za to, że na cztery minuty przed syreną ściągnął Ochońkę, aby nie szafować już jego siłami. – Najdłużej był do tamtego momentu na boisku i najbardziej jest mi potrzebny w niedzielę – uzasadnia.

Fragment od 51:45 do zejścia Ochońki miejscowi, ciągnięci przez Fortunę i Bręka, wygrali 10:1. Później przyjezdni trzykrotnie zbliżali się na odległość 9 „oczek”, ale tej granicy nie przełamali, a frustrujący okres pudłowanych przez kolegów wolnych Tomasz Pisarczyk zrekompensował sprytną zbiórką w ataku i dobitką. 71:60, koniec. – Generalnie mieliśmy kontrolę, niepotrzebnie tylko dopuściliśmy ich parę razy do zdobywania łatwych punktów – uważa Dariusz Kaszowski.
– 40 procent za dwa i 22 procent za trzy? Przy takiej skuteczności nie można liczyć na sukces – nie owija w bawełnę Mikołaj Czaja. – To chyba między innymi efekt tego, że im dłużej trwa się finał, tym lepiej się znamy i łatwiej nam wykluczyć atuty przeciwnika.
Rywalizacja toczy się do trzech zwycięstw, Stal prowadzi 2-1, czwarty mecz odbędzie się w niedzielę, o g. 17.30 w Łańcucie. Jeśli ponownie lepszy będzie Sokół, dojdzie do piątego spotkania, 20 maja, w Ostrowie Wielkopolskim.
Przy nawarstwiającym się zmęczeniu coraz większą rolę może mieć kondycja. – Wcześniejsze przygotowanie ma duże znaczenie. Ze względu na kontuzje nie możemy stosować takiej rotacji, jakbyśmy chcieli, ale jeśli utrzymamy koncentrację na pewno nie ustąpimy i jutro znowu postaramy się o zwycięstwo – deklaruje opiekun Stali.
– Niezależnie od ich strategii, my musimy wygrywać – przypomina Kaszowski. – I musimy realizować założenia, począwszy od dobrego wejścia w mecz.
PAWEŁ FLESZAR

Galerie z meczu można obejrzeć TUTAJ i TUTAJ.

SOKÓŁ Łańcut – BM SLAM STAL Ostrów Wlkp. 71:60 (18:14, 16:7, 15:16, 22:23)
Sędziowali: Adam Krasuski, Marek Czernek i Bartłomiej Kucharski. Widzów: 900.
SOKÓŁ: Rduch 12 (1×3, 4 as., 4 prz.), Fortuna 9 (1×3, 5 zb., 2 bl.), Klima 7 (10 zb., 2 prz.), Kulikowski 8 (5 zb., 2 bl.), Bręk 6 (1×3, 8 as., 5 zb.) oraz Pławucki 16 (1×3, 2 prz.), T. Pisarczyk 7 (1×3, 7 zb.), Wrona 4 (4 zb.), Balawender 2, Czerwonka. Trener: Dariusz Kaszowski.
STAL: Mroczek-Truskowski 14 (4 prz.), Ochońko 10, Żurawski 8 (10 zb.), W. Pisarczyk 8 (1×3, 9 zb., 3 prz.), Zębski 7 (1×3, 4 zb., 2 prz.) oraz Suliński 8 (2×3), Olejnik 3 (1×3), Sirijatowicz 2, Adamczewski, Milczyński. Trener: Mikołaj Czaja.

Komentowanie zablokowane.