„Szewcu” w dużych butach chodzi

Po raz drugi koszykarze AZS AGH Alstom musieli walczyć w dogrywce i znowu przez cały mecz fatalnie egzekwowali „osobiste”. Tym razem jednak w Krakowie, w dramatycznych okolicznościach, pokonali  Handlopex Politechnikę Rzeszów, 74:67.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Zwycięstwo wyrywali już nie z gardła, ale z trzewi przeciwników, a najgłębiej rękę włożył i złapał co trzeba ich rozgrywający, Michał Szewczyk. Kiedy startowała ostatnia minuta czwartej kwarty, było 59:62, a gospodarze odpalili dwa rzuty za trzy, dwukrotnie zbierali po nich piłkę, wreszcie sfaulowany został Przemysław Ostrowski, który trafił jednego wolnego na 23,5 sekundy przed końcem.
60:62, faul taktyczny Szewczyka, Rafał Glapiński dokłada punkt i 60:63, ale na 12 sekund przed syreną już 63:63, bo „Szewcu” w trudnej pozycji ładuje „trójkę”! A kiedy goście zaczynają od połowy… szybko odbiera im piłkę i podaje do Grzegorza Dudzika, który pędzi na kosz, jest faulowany i egzekwuje wolne na 2 sekundy przed końcem. Chybia oba, dogrywka.

Tę zaczyna Glapiński (63:65), ale Łukasz Warmuz sprytnie dobija do kosza rzeszowian, a Szewczyk w jednej akcji zbiera piłkę pod własną tablicą i znajduje Fabiana Mroza pod przeciwną. Reszta to zacięte próby rehabilitacji Dudzika, któremu udaje się to nieźle (zbiórki pod obiema „dziurami” i trafiony 1 osobisty), lepiej (rzut z półdystansu w ostatniej sekundzie dozwolonego czasu akcji), gorzej (spudłowane oba wolne) i ostatecznie – dobrze (2 punkty z bliska, na 73:67, po podaniu Ostrowskiego). AZS AGH Alstom był już tak zdeterminowany, że nie wypuścił wygranej z rąk, choć za 5 przewinień zeszli z boiska obaj liderzy, najpierw Marek Hajduk, a potem Szewczyk. – Nie można być zadowolonym z postawy zespołu, ale mam nadzieję, że dzięki wynikowi poprawi się atmosfera i motywacja, które „klapnęły” trochę po inauguracyjnej porażce, przed tygodniem w Radomiu – analizował potem szkoleniowiec miejscowych, Wojciech Bychawski.

Od początku jego podopiecznym szło jak po grudzie, nie radzili sobie zwłaszcza z rutynowanym Glapińskim, który przez wiele sezonów występował w czołowych zespołach I ligi (m.in. Sokole Łańcut i Rosie Radom). To dzięki jego 6 „oczkom” rzeszowianie objęli po 7 minutach prowadzenie 16:10, a w drugiej kwarcie – po „wjeździe” i „trójce” Rafała – 29:21. Krakowianom brakowało zimnej krwi, zgubili parę piłek w różnych fazach konstruowania akcji, a przede wszystkim – jak natchnieni pudłowali osobiste. Już w Radomiu zeszli w nich poniżej 50% skuteczności, a dzisiaj mieli 41,2%… – Proszę mnie nie pytać, bo nie wiem, skąd się to bierze – kręcił głową Bychawski (można poczytać o nim także TUTAJ). – Ostatnio po każdym treningu rzucali setki wolnych, biegali do linii za karę – kiedy zepsuli, robiliśmy testy na poziom koncentracji, a dzisiaj było jeszcze gorzej. Mam nadzieję tylko, że teraz zejdzie z nich ciśnienie.

Najlepszy okres gospodarze mieli w 3. kwarcie, kiedy aktywniej bronili i rozważniej kontrowali, z 32:39 wychodząc na 45:39. Mogli nawet rozstrzygnąć wtedy spotkanie na swoją korzyść, lecz kilka piłek po ich rzutach zakręciło się na obręczy i wyszło na zewnątrz. Potem znowu włączył się na obwodzie – najskuteczniejszy obok Glapińskiego – Szymon Skop, zaś wysocy i doświadczeni Piotr Miś i Zbigniew Doliński ryglowali chwilami obie tablice.
A sam „Glapa” nabrał przeciwników i sędziów na kilka numerów. – To był najlepszy przechwyt pośladkami, jaki kiedykolwiek widziałem, a pan to zepsuł gwizdkiem! – krzyknął do arbitra jeden z widzów, szydząc ze wskazania faulu Przemysława Gworka, który był… tyłem do Glapińskiego, gdy ten ruszył na niego, wpadł, przewrócił się teatralnie i upuścił piłkę.
Bardziej kuriozalna była jednak decyzja w sytuacji, kiedy Warmuz dostał uderzenie w ręce wychodząc już z piłką do góry po dwutakcie, a sędziowie odgwizdali faul, ale bez rzutów, tylko z wybiciem piłki z boku. A potem wszystko usunęła w niepamięć opisywana końcówka.

W środę, o godz. 21, akademicy zmierzą się przy Piastowskiej z MCKiS Thermo-Rex Jaworzno. To mecz w ramach I rundy Intermarche Basket Cup (pucharu PZKosz), pierwotnie w roli gospodarza obsadzeni byli jaworznianie, ale nie dysponowali w tym terminie halą.
Natomiast już we wtorek, o godz. 19.30 przy Reymonta, inny krakowski II-ligowiec, Wisła podejmie w ramach IBC pierwszoligowy UMKS Kielce.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH ALSTOM Kraków – HANDLOPEX POLITECHNIKA Rzeszów 74:67 pd. (17:21, 15:16, 17:12, 14:14, d. 11:4)
Sędziowali: Jacek Chrząszcz i Paweł Berdyczko. Widzów: 250.
AGH: Warmuz 16 (3×3), Hajduk 12, Szewczyk 11 (3×3), Dudzik 8 (1×3) i 9 zb., Ostrowski 3 oraz Mróz 10, Gworek 6, Potraski 4 (1×3), Kalinowski 2, Pawlak 2, Kolber 0, Stecko 0. Trener: Wojciech Bychawski.
POLTECHNIKA: Glapiński 21 (2×3), Skop 15 (1×3), Biela 6, Doliński 5 i 10 zb., Sowa 0 oraz Jagoda 9 (1×3), Banyś 5 (1×3), Mróz 3 i 11 zb., Kielar 2, Bielecki 1, Dworak 0. Trener: Mariusz Michalczyk.

Komentowanie zablokowane.