Szósta strefa siatkarskiej inteligencji

Sześciuset kibiców w wielickiej hali nie zobaczyło pucharowego awansu, za to najbardziej pasjonujący mecz w sezonie, w którym lider I ligi, ŁKS Commercecon Łódź pokonał po tie-breaku występujące klasę niżej siatkarki Solnej.
U źródeł walki i emocji były jednak pospolite nerwy, które kazały obu drużynom popełniać sporo błędów, psuć nawet proste serwisy. 0:1, 2:1, 2:4, 4:6, 7:6, 7:8, 10:10, 12:12, 12:14, 13:16. Przy 16:17 Katarzyna Sielicka ścięła ze skrzydła, a potem Agnieszka Wołoszyn od linii bocznej wystawiła dyszlem za plecy, Agata Oleksy zaś uderzyła z drugiej linii. 16:19, a przy 17:19 poszła rozstrzygająca seria: kiwka Wołoszyn, dobitka i blok Katariny Osadchuk oraz instynktowna obrona Katarzyny Nadziałek barkiem, po której piłka wpadła w boisko zaskoczonych gospodyń. 17:23, 18:25.

ŁKS dwie dotychczasowe rundy Pucharu Polski – w Nowym Dworze Mazowieckim i Gliwicach – przeszedł zwyciężając również w tie-breakach. W żadnej nie wystąpiła Sielicka, za to dzisiaj pojawiła się w podstawowym składzie, co świadczy, jak poważnie łódzki klub potraktował tę konfrontację. – Wcześniej miała kłopoty z kręgosłupem, troszkę gorszy okres, ale teraz wystawiłem ją, bo spodziewałem się, że może tu być ciężko i że Kasia nam pomoże – tłumaczy trener Maciej Bartodziejski, którego zespół przyjechał do Wieliczki już dzień przed meczem.
I mistrzyni oraz reprezentantka kraju przez trzy partie dawała popis, a jej ataki z trudnych pozycji ze skrzydła (po najdłuższej przekątnej, w martwe pola obrony), czy z szóstej strefy, nierzadko przy wystawach bez tempa, kiedy seryjnie radziła sobie z podwójnym lub potrójnym blokiem – były przekonującym dowodem na istnienie wyższej siatkarskiej inteligencji. W drugiej odsłonie przyłożyła pieczątkę na prawie każdym zrywie ekipy gości – 2:5, 4:7, 6:10, 10:14, 19:21, 20:22.
Miejscowe jednak umieściły kilka sprytnych kiwek w środku boiska, stałe zagrożenie stanowiła Aleksandra Król, a kiedy rozruszała się na skrzydle Paulina Stojek – wychodziły na 16:15, 17:16 albo remisowały 19:19 i 22:22. Dwa pipe’y Sielickiej, kiwka Magdy Żochowskiej i zbicie Oleksy uzupełniły zapis. 23:25.

Od drugiej partii akcjami Solnej kierowała Adrianna Budzoń, potem udanie zameldowała się na placu inna świeżo zakontraktowana zawodniczka, Judyta Gawlak. Coraz więcej zmian robił również Bartodziejski, wpuszczając w trzeciej odsłonie Izabelę Wasiak, Monikę Smitalovą, a w końcówce Katarzynę Brydę. Wszystkie poza Wasiak pozostały na parkiecie już na stałe, a łodzianki miały szansę wygrać 3:0, wszak prowadziły 4:2, 7:4, a od 18:17 do 22:21 zawsze przy swoim podaniu były o punkt z przodu. Coraz skuteczniej poczynała sobie jednak „Żosia”, wyrównująca trzykrotnie na finiszu. Dalej pałeczkę przejęła od niej Magdalena Tyrańska, ścinając na 23:22 i 24:23, aż wreszcie po jej serwisie Król zamknęła sprawę dobitką – 25:23.
Od 8:8 w czwartym secie istniała tylko miejscowa drużyna, a na jej czele Tyrańska, która zaliczyła m.in. trzy asy z rzędu, każdy inny. – Nie było nas na boisku – komentuje Bartodziejski, który brał przerwy przy 11:8 i 14:8.
– Nasza zagrywka była byle jaka, ale odkąd podjęłyśmy ryzyko, zaczęło się nam powodzić – dodaje Katarzyna Wąsowska. Jej team zapalał wtedy na tablicy 17:10, 19:11, 21:12, 24:15 i, po paru pomyłkach, 25:18.

Kłopoty w ataku miała dzisiaj druga najbardziej rutynowana z łodzianek, Wołoszyn. Starała się to rekompensować mądrością przy sytuacyjnych piłkach, zaangażowaniem, mobilizując koleżanki i siebie. Były momenty, kiedy starcia nad siatką z podobnie zadziorną Stojek okraszały kąśliwym słowem rzucanym przeciwniczce. – Agnieszka to typowy walczak, serducho drużyny – charakteryzuje szkoleniowiec. – Dlatego pozbyć się jej za kilka błędów może nie tyle nie wypada, co jest bardzo trudną decyzją. I dlatego wpuściłem ją znowu na tie-breaka.
W nim, gdy po kiwce Sielickiej i „czapie” Osadchuk zrobiło się 6:9, nastąpiła jedna z najdłuższych dzisiaj wymian, w której Weronika Olipra obroniła cios ze skrzydła w trzeci metr, a po drugiej stronie dwukrotnie ratowała partnerki Wołoszyn. Zderzyła się przy tym z Brydą z takim impetem, że jedna już do końca utykała, a druga co rusz masowała szczękę. W następnej akcji jednak Agnieszka podbiła kiwkę, a Kaśka skontrowała z II linii. 6:11, po asie Nadziałek – 7:13 i niedługo 9:15.

– Trochę szkoda, liczyłam, że świetna postawa w czwartym secie przełoży się na piątego – uśmiecha się Wąsowska. – Ale właściwie nie mogę na nic narzekać, bo dziewczyny pokazały naprawdę dobrą siatkówkę. No a gdybyśmy dzisiaj pokonali lidera I ligi, to jakie jeszcze moglibyśmy mieć cele?…
Najbliższym celem jej podopiecznych jest SMS II Szczyrk. Podejmą go w „Solnym Mieście” w sobotę, 12 grudnia, o g. 19.30. Natomiast ŁKS w zaplanowanym na luty następnym etapie Pucharu Polski zmierzy się z rywalem wylosowanym wśród zespołów, które po pierwszej rundzie Orlen Ligi zajęły miejsca 7-12.
PAWEŁ FLESZAR

SOLNA Wieliczka – ŁKS COMMERCECON Łódź 2:3 (18:25, 23:25, 25:23, 25:18, 9:15)
Sędziowali: Grzegorz Kaczmarzyk i Paweł Kapica (Częstochowa). Widzów: 600.
SOLNA: Urbanik, Stojek, Świerczyńska, Żochowska, Świeży, Król oraz Olipra (l), Tyrańska, Budzoń, Gawlak, Cieżyńska. Trener: Katarzyna Wąsowska.
ŁKS: Nadziałek, Sielicka, Osadchuk, Wołoszyn, Oleksy, Leszek oraz Szyjka (l), Pawłowska (l), Kucharczyk, Wasiak, Smitalova, Bryda, Tomczyk. Trener: Maciej Bartodziejski.

Komentowanie zablokowane.