Sztos żółtobrodych dżentelmenów

Hit nie tyle kolejki, co rundy Plus Ligi sprostał oczekiwaniom, natomiast Asseco Resovia uległa Skrze Bełchatów, 2:3, mimo że Bartosz Kurek zdobył aż 38 punktów.

Na ponad kwadrans przed rozpoczęciem nie dało się zaparkować nie łamiąc przepisów po żadnej stronie mostu obok hali na Podpromiu. W środku nadkomplet stworzyli kibice na wszelkich możliwych miejscach stojących oraz krzesełkach z ograniczoną widocznością w wielu rzędach za liniami końcowymi. Sektorówka rozpościerająca się na 3/4 trybuny naprzeciwko ławek rezerwowych oraz doping, w drugim, czwartym i piątym secie przechodzący w grzmot – złożyły się na atmosferę wielkiego spektaklu.
Sportowo realizowała go zacięta walka od pierwszego gwizdka, przy czym nieco częściej inicjatywę mieli goście (6:8, od 10:12 do 14:16). Prowadzenie wróciło do Resovii po serwisie Dmytro Paszyckiego i dobitce Thomasa Jaeschke (18:17), do stanu 21:20 utrzymał je Kurek. Wówczas jednak Nicolas Uriarte po wirtuozersku wystawił jednorącz na skrzydło do Facundo Conte, Srecko Lisinac podaniami wyrzucał Olega Achrema za linię boczną, bardzo ważną piłkę obronił też nogą, a koledzy kontrowali. Andrzej Kowal brał przerwy przy 21:22 i 21:23, lecz szybko zrobiło się 21:24 i 22:25. Była to najwyższa dzisiaj finalna przewaga w partii.

A najwyższą przewagę w trakcie partii mieliśmy w kolejnej, gdy gospodarze wyszli na 20:14. Kurek monotonię bardzo skutecznego ataku (ponad 70%) urozmaicał asami i blokami – w drugiej części uzyskał 15 punktów! Bełchatowianie zaimponowali wówczas opanowaniem i konsekwencją. Robert Milczarek poprawił przyjęcie wchodząc za Kacpra Piechockiego, partnerzy odrabiali część strat w każdym ustawieniu (20:17, 21:19, 22:21). Miejscowym już wcześniej co jakiś czas przytrafiał się banalny błąd, a od 23:21 do 29:29 zepsuli pięć serwisów (w tym cztery przy setbolach). Za to Andrzej Wrona, Nicolas Marechal i Uriarte zaliczyli 3 asy – ten ostatni na 29:31.
– Siatkówka tak naprawdę zaczyna się po dwudziestym punkcie, a my wtedy mieliśmy największe problemy – analizował później Kowal. – Trzy razy dzisiaj podawaliśmy rękę rywalom.
Jego podopieczni błysnęli cechami wolicjonalnymi, bo nie poddali się, a dwie wyrwane odsłony mogą zaprocentować w przyszłości. Choć mogło nie być żadnej, bo kiedy Mariusz Wlazły wyrównał w trzeciej asem na 17:17, wydawało się, że los znowu się odwraca. Jego drużyna pomyliła się jednak dwukrotnie, dostała też dwie żółte kartki. 19:17, dalej wyniku pilnowali Kurek i Nikołaj Penczew. I choć na chwilę go zgubili (24:24), to zaraz odzyskali – 26:24.
– Gra bardzo dzisiaj falowała. Zwycięstwo mogło być nawet po drugiej stronie, ale też my mogliśmy wcześniej skończyć mecz – spuentował Wrona.

On i Conte wystąpili dzisiaj z brodami pofarbowanymi na jasnożółto („Obiecaliśmy przed drużyną, że zrobimy to jeśli zdobędziemy Puchar Polski, a że dżentelmeni powinni dotrzymywać słowa, po przyjeździe do Rzeszowa brody zmieniły kolor„). Wyróżniali się także postawą na parkiecie, ale cichym bohaterem czwartej części stał się Russel Holmes. Głównie dzięki jego blokom (4) i wyblokom mistrzowie Polski udanie gonili przeciwników. Wyrównali z 10:13 na 13:13, wyszli na 15:14, Amerykanin uderzył też z krótkiej na 24:23. Przyjezdni próbowali różnymi sztuczkami opóźniać grę, za co zostali ukarani czerwoną kartką (18:16).
Ostatnią akcję (25:23) zepsuł Wlazły, prezentujący się w 3. i 4. secie przeciętnie. Za to w tie-breaku pokazał, na czym polega rola kapitana i lidera. Dał swojej drużynie aż sześć „oczek”, w tym ścięciami na 8:11, 10:13 i 13:15, a potem odebrał nagrodę MVP. Z kolei świetny wcześniej Kurek pierwszy atak w tie-breaku skończył dopiero przy 7:9.

– Skra jest w sztosie – kwituje Achrem.
– Prowadzimy, tracimy, wygrywamy, przegrywamy, a na koniec jesteśmy lepsi. Jeśli będziemy to kontynuowali, to i’m fine – dowcipkuje Miguel Angel Falasca, nawiązując również do finału Pucharu Polski. W czwartek rano leci wraz z zespołem samolotem z Rzeszowa do Gdańska. Po środowym sukcesie zwiększyli przewagę w tabeli nad Resovią, która jednak swej determinacji zawdzięcza, że wzrosła ona do trzech, a nie pięciu punktów.
– Musimy pracować nad systematycznością gry, bo jesteśmy strasznie nierówni. Nie spuszczamy głów, jesteśmy sportowcami, a co przyniesie sezon – nie wiem. W każdym razie w dwumeczu jesteśmy lepsi od Skry – dodaje Kowal z szelmowskim uśmieszkiem.
– A następny nasz mecz będzie w Final Four Ligi Mistrzów – z refleksem odparowuje Falasca.
PAWEŁ FLESZAR

ASSECO RESOVIA – PGE SKRA Bełchatów 2:3 (22:25, 29:31, 26:24, 25:23, 13:15)
Sędziowali: Wojciech Maroszek (Żory) i Andrzej Kuchna (Katowice). Widzów: 4500.
RESOVIA: Drzyzga 1 pkt, Jaeschke 11, Holmes 12, Kurek 38, Achrem 4, Paszycki 2 oraz Ignaczak (l), Witczak, Dryja 6, Lyneel 1, Penczew 6, Śliwka. Trener: Andrzej Kowal.
SKRA: Uriarte 3, Conte 21, Wrona 10, Wlazły 21, Marechal 12, Lisinac 9 oraz Piechocki (l), Milczarek (l), Kłos, Marcyniak, Gromadowski 1, Janusz, Stanković. Trener: Miguel Angel Falasca.

Komentowanie zablokowane.