Tacy sami, a piłka między nami

Wywiad ukazał się w „Tempie” z 2 października 2003 r.

Są jak dwie połówki jednego jabłka. Piotr Brożek urodził się pięć minut przed Pawłem, później całą piłkarską drogę przemierzali razem. Treningowe ćwiczenia w parze, posiłki przy jednym stoliku, wspólny pokój, mieszkanie. Dzisiaj mają swoje pięć minut w Wiśle. Wszyscy jednak wierzą, że w nieodległej przyszłości staną się siłą napędową krakowskiej drużyny, a potem także reprezentacji.

– Gazem panowie, bo spieszę się do szkoły, żeby ustalić datę egzaminu – popędza Paweł. – Kończymy liceum, jeszcze fizykę musimy zaliczyć.
– Proza życia.
– No, niestety.
– Prezes Parafialnego Klubu Sportowego Polonia Białogon, ksiądz Andrzej Drapała – któremu pozostał w pamięci wasz obraz wyglądających jak charty w pogoni za kotem – zwierza się, że gdyby was spotkał, pewnie znowu by was nie rozróżnił.
Paweł: – Dawniej byliśmy bardziej podobni. Dzisiaj ktoś, kto na co dzień żyje z nami, wie który jest który. Trener, koledzy, nie mają problemów.
– Takie podobieństwo stwarza spore możliwości w szkole?
Piotr: – W szkole nie robiliśmy żadnych numerów. Uczyliśmy się dobrze, więc nawet tego nie potrzebowaliśmy.
– Przez sześć lat byliście ministrantami. Trudno sobie wyobrazić, że tak spokojnie stoicie przy ołtarzu.
Paweł: – Przy ołtarzu zawsze staliśmy grzecznie.
Piotr: – Ciągle chodzimy do kościoła, ale stoimy dalej od ołtarza (śmiech).
– Na boisku chyba nie dało się być ministrantem?
Paweł: – Wtedy zawsze emocje biorą górę. Człowiek powie „K…, sp…” To normalna rzecz, przecież te wyrazy są w słowniku języka polskiego. Byliśmy klubem parafialnym, przeciwnicy przyjeżdżając na mecze śmiali się: „No co, będziecie się teraz modlić?”, a potem dostawali dziesięć, piętnaście do zera.
– Kolega z kadry makroregionu wspomina: „Cisi, spokojni, po treningu siedzieli w pokoju”. Co tam robiliście?
Paweł: – A co mogliśmy robić? Spaliśmy albo oglądaliśmy telewizję. Gdy miałem trzynaście-czternaście lat, nie wiedziałem, co to jest piwo, czy dyskoteka.
– Po sierpniowej sprawie Kamila Kuzery podniosło się wiele głosów, że młodzież w Wiśle nie radzi sobie najlepiej w dorosłym życiu.
Paweł: – Młodość rządzi się swoimi prawami. Przydarzył im się wypadek, ale myślę, że zrozumieli co zrobili. Teraz Kamilowi dobrze idzie w Koronie i wydaje mi się, że cały czas ma szansę, żeby być dobrym zawodnikiem.
– Wy nie braliście udziału w podobnych zabawach?
Piotr: – Nie, w żadnym razie.
Paweł:
– Z policją nigdy nie miałem problemów, nie licząc jednego mandatu. Na skrzyżowaniu był nakaz skrętu w prawo, a ja pojechałem prosto.
– Wasz kolega z kadry makroregionu opowiadał, że na treningu byliście we dwójkę sam na sam z bramkarzem. Jeden nie podał, zmarnował sytuację – pobiliście się. Wymachiwanie pięściami przerwał dopiero trener.
Paweł: – Słyszałeś to, słyszałeś!? (śmiech)
Piotr: – Nie, czegoś takiego nie było. Biliśmy się, gdy byliśmy dziećmi.
– O co?
Piotr: – O nic, z głupoty.
Paweł: – Teraz nie ma za co go bić.
– Wasze kłótnie są legendarne.
Piotr: – Dawniej często to nam się zdarzało, trzeba przyznać, ale pracowaliśmy nad tym i już się nie kłócimy.
– Z domu na stadion mieliście cztery kilometry przez pola. Dawni koledzy żartują, ze od tego „hasania” wyrobiliście sobie wytrzymałość.
Paweł: – Nie przez pola, ale przez las.
Piotr: – Jeździliśmy na rowerach albo mama nas podwoziła. „Na butach” nigdy nie chodziliśmy.
– Potem trener kupił zdezelowanego malucha i was woził.
Paweł: – Tak, pan Edward Guzy, świetny człowiek.
Piotr: – Wręcz święty – nie pali, nie pije. Nic!
Paweł: – Wszystkiego nas nauczył od podstaw.
Mieliście świadomość: „Ale jesteśmy dobrzy!”?
Paweł: – Gdy zaczęliśmy jeździć na zgrupowania kadry makroregionu, a potem poszliśmy do Szkoły Mistrzostwa Sportowego i stamtąd wzięli nas do Wisły – wtedy poczuliśmy, ze możemy zrobić karierę.
– A tata mówił: „Piłka to na razie zabawa, szkołę macie skończyć”?
Piotr: – To mama ciągle tak powtarzała. Rodzice zresztą bardzo dużo nam pomogli. Gdy poszliśmy do SMS, mama jeździła z nami co tydzień na egzamin i badania. Teraz musimy skończyć tę szkołę dla niej.
– Kto jest wiodącą postacią w duecie? Dzisiaj przeważnie Paweł odpowiada na pytania.
Paweł: – Oczywiście, że ja! (śmiech)
Piotr: – Nie ma podziału.
Paweł: – Sam muszę wszystko załatwiać i to jest dramat. (śmiech) Nie, żartuję.
– A decyzje podejmujecie wspólnie? Jak było, gdy dostaliście ofertę z Wisły?
Paweł: – Decydujemy zawsze razem. I razem cieszyliśmy się, gdy zaproponowano nam przeniesienie się do Krakowa, bo dla nas, chłopaków z tak małego klubu, było to wielkie wyróżnienie.
– Ciężko żyje się z etykietą utalentowanego zawodnika?
Paweł: – Wiadomo, piłkarz utalentowany bardziej zwraca uwagę. Przekonałem się o tym, gdy byłem mistrzem Europy i każdy myślał, że Brożek wejdzie do składu i będzie strzelał bramki. A ja miałem dopiero osiemnaście lat, przed sobą sporo nauki i zbierania doświadczeń.
– Były momenty, gdy po jednym dobrym występie mówiono, że nadchodzi wasz czas. Potem gdzieś się to rozmywało, a wy znów czekaliście na swoją szansę. Teraz – kiedy zdobywaliście bramki w meczach na szczycie, z Legią i Groclinem – będzie inaczej?
Paweł: – Mam nadzieję, że to będzie właśnie ten okres, w którym się wybijemy i pokażemy, na co nas stać.
Piotr: – Treningi z takimi zawodnikami jak Żurawski, Szymkowiak, na pewno pomagają, można się przy nich wiele nauczyć. Zobaczymy, jak się zaprezentujemy w kolejnych dwóch-trzech meczach. Jeśli, oczywiście, dostaniemy szansę.
– Uważacie, że wcześniej byliście niewykorzystywani, nie dostawaliście okazji występów?
Paweł: – Trudno powiedzieć, bo w tamtym roku na mojej pozycji grało w Wiśle dwóch najlepszych polskich napastników. Trudno było wygrać z nimi rywalizację.
– A na lewej stronie był Kosowski…
Piotr: – Właśnie, nie było w ogóle szans go przeskoczyć.
– Kosa był waszym idolem?
Paweł: – Może nie idolem, ale dużo nam pomógł. Naprawdę wiele mu zawdzięczamy.
– Co konkretnie?
Paweł: – Udzielał nam sporo rad.
Piotr: – Można powiedzieć, że nas wprowadził w dorosłe życie.
– Sformułowania „Kosa” i „dorosłe życie” kojarzą się z takimi rzeczami jak dyskoteki, kasyna…
Paweł: – Kasyna to nie, nigdy w żadnym nie byłem. Do hazardu mnie nie ciągnie. Ale dyskoteki? Jak najbardziej.
– Podajcie przykład rad Kamila.
Paweł: – Żadnych przykładów. (śmiech)
– Pokazał wam drogę do salonu tatuażu?
Paweł: – Zrobienie tatuażu to był akurat nasz pomysł.
– Jak wyglądają stosunki w drużynie? Kiedyś jeden ze starszych zawodników stwierdził, że teraz młodzi nie mają już takiego szacunku, jak dawniej, sprzętu nie noszą.
Piotr: – Oj, mamy bardzo duży szacunek dla starszych piłkarzy. Nie odzywamy się, nie komentujemy, kiedy na boisku ktoś na nas krzyknie. Wiemy, że chce nam pomóc. Sprzęt też nosimy.
Paweł: – Kiedy instruuje mnie Mirek Szymkowiak, który ma dwieście występów w lidze, to na pewno mówi rozsądnie i z sensem. I trzeba go słuchać.
– Planujecie swoją karierę? Wierzycie, że uda wam się zawsze grać razem?
Piotr: – Na razie w ogóle o tym nie myślimy. Gramy w Wiśle i na tym się koncentrujemy.
Paweł: – Zdajemy sobie sprawę, że kiedyś być może będziemy występować w innych klubach, ale póki co nie zastanawiamy się nad tym.
– Nie macie obaw, że tylko jeden z was osiągnie sukces?
Paweł: – To wtedy będzie oddawał bratu „kasiorkę”.
Rozmawiali PAWEŁ FLESZAR i PRZEMYSŁAW FRANCZAK

Komentowanie zablokowane.