Taki duży taki mały może wygrać mecz

W derbach Podkarpacia, których przebieg dorównał elektryzującej otoczce koszykarze Sokoła Łańcut pokonali lidera I ligi, Miasto Szkła Krosno, 67:64.

Pieprzu było tu mnóstwo: naturalne przy lokalnej rywalizacji ambicje, transferowe realia panujące między klubami (niezamożnym łańcuckim i majętniejszym krośnieńskim), ścisła czołówka, w której obydwa się rozpychają przy znikomej dzielącej ich różnicy, presja stwarzana przed nadkomplet kibiców, z czego ponad setka siedziała na schodach lub stała przy barierkach na galerii, podobnie jak kilkudziesięciu przyjezdnych fanów. A przede wszystkim – spotkanie w pierwszej rundzie, kiedy łańcucianie przeważali nawet 28 punktami, a przegrali jednym po „trójce” Dariusza Oczkowicza w ostatnich sekundach.
A dzisiaj tamten scenariusz omal się powtórzył, z różnicą w diabelskich szczegółach. Dzięki fantastycznej walce w obronie, na minutę i 10 sekund przed końcem gospodarze objęli najwyższe w tej konfrontacji prowadzenie; 63:53 – po dzikim rzucie Tomasza Pisarczyka oddanym metr od linii trzypunktowej, bokiem do kosza, pod którym zresztą sam niedługo wcześniej zebrał piłkę. – Nie zdążyliśmy ustawić zagrywki, nawet nie widziałem, gdzie stoję – zwierzał się później Tomek, który zaliczył w sumie trzy „trójki” przy 50-procentowej skuteczności. Jako że Marcin Pławucki czterokrotnie pewnie egzekwował osobiste (65:56 i 67:60), wydało się, że miejscowi mają wynik pod kontrolą. Tymczasem trafienie z pola i 4 wolne Michała Barana (w tym dwa podyktowane za kontrowersyjny faul, który był raczej czystym blokiem Rafała Kulikowskiego), strata na własnej połowie miejscowych, uwieńczony wsadem dwutakt nie niepokojonego Andrzeja Misiewicza i dwa pudła z osobistych Pławuckiego, sprawiły, że goście przy stanie 67:64 mieli kilkanaście sekund na ostatnią akcję. Podanie powędrowało do Oczkowicza, ten rzucił przy bojącym się go faulować obrońcy, ale tym razem piłka odbiła się od obręczy w pole.
– Krzyczeliśmy, żeby wcześniej przerwać to faulem, ale zawiodła komunikacja przy tym hałasie. Historia mogła się powtórzyć i znowu sami to sobie zrobiliśmy – kręcił głową zachrypnięty trener Sokoła, Dariusz Kaszowski. – Strasznie się cieszę ze zwycięstwa i z tego, że zyskaliśmy korzystniejszy bezpośredni bilans z Krosnem. Może na koniec sezonu jeszcze się nam to przyda…


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Dość długo zanosiło się, że Sokół zejdzie dzisiaj z parkietu nie z poprawionym bilansem, ale z drugą porażką z Miastem Szkła. – Mieliśmy ostatnio dwa słabe mecze i mimo że teraz bardzo się mobilizowaliśmy, to trudno było złapać właściwy rytm w ataku – tłumaczy „Pisar”. – Liczę, że ten sukces da nam przełamanie.
Na początku rządził Oczkowicz, po jego zagraniu 2+1 zrobiło się 3:9 i choć miejscowi wyrównali, a Karol Szpyrka z półdystansu wyprowadził ich na 15:14, to rywale co rusz odskakiwali, a Michał Musijowski płaskim rzutem za trzy, równo z syreną, zaświecił na tablicy 15:20.
W drugiej kwarcie było podobnie – 18:20, 18:22, 21:22, 23:24, 24:30, 28:30, 28:33, 31:33 – zwłaszcza że włączył się Damian Pieloch, który przez dwa minione lata, będąc zawodnikiem Sokoła, spędził w tutejszej hali mnóstwo pozatreningowego czasu, mierząc z różnych odległości do obu koszy.
Gospodarzom ciągle nie układało się w ofensywie, pudłowali z otwartych pozycji w półdystansie i dystansie, co jednak zrekompensowali zwiększeniem nacisku na przeciwników. Dzięki zbiórkom i przechwytom na ich połowie, sporo akcji mogli ponawiać (ładnie pokazał się wówczas Przemysław Wrona), a przede wszystkim naparli w swojej strefie. – W drugiej i trzeciej kwarcie obrona była wręcz perfekcyjna, 13 i 12 straconych punktów! – skwitował Kaszowski.

Tuż przed przerwą Kulikowski dobił w powietrzu „niedolota” Tomasza Fortuny, a że został przy tym sfaulowany, to osobistym ustalił zapis na 34:33.
Od trzeciej kwarty na czele defensywy Sokoła stanął Pisarczyk, „czapujący”, zbierający, bijący się. Zdarzały się sekwencje kilku akcji, kiedy krośnianie nie oddali rzutu; to przetrzymani przez 24 sekundy, to podający niecelnie pod presją, to gubiący piłkę. Tomkowi sekundowali koledzy, zwłaszcza niższy o prawie trzydzieści centymetrów Pławucki, któremu zdarzyło się nawet wypchnąć kozłującego Barana z powrotem na jego połowę!
Po tym jak Marcin wcelował z dystansu zrobiło się 47:38, lecz przewagę niwelował Dariusz Wyka – skuteczny na obwodzie i finalizujący podania Pielocha pod tablicą.
Dopiero w czwartej kwarcie „Pisar” sprytnie ukradł im piłkę przy kolejnej próbie alley oop’a, a nieco wcześniej – gdy na tablicy pojawiło się zaskakujące 50:50 – zaksięgował kolejną „trójkę”. Przy stanie 55:53 zameldował się w półdystansie, na 60:53 podwyższył rezultat Pławucki. Szkoleniowiec gospodarzy, któremu w tym tygodniu tak poważnie dolegał kręgosłup, że nie mógł uczestniczyć we wszystkich zajęciach i stawiał go na nogi fizjoteraputa, wyskoczył z radości w górę machając pięściami, a potem doszło do opisywanego na wstępie finału.

Z kilku co najmniej bohaterów – zwłaszcza dużego Tomka i małego Marcina – Dariusz Kaszowski wyróżnił Karola Szpyrkę, dziękując mu za hart ducha i poświęcenie. „Szpyra” idzie w tym sezonie drogą Frankensteina. Nie może rozstać się z maską na twarz, bo po tym jak jesienią złamali mu nos rywale, niedawno na treningu zrobili to koledzy, od dawna poważnie dolega mu biodro, ma też pewne problemy z kolanem, a na domiar złego ostatnio przyplątała się infekcja. Mimo że przechodzi kurację antybiotykową, wytrzymał na placu 23 minuty, wnosząc sporo spokoju w poczynania drużyny.
Wkrótce wsparciem powinien być Dawid Bręk, który tuż przed Sylwestrem dostał zgodę lekarza, a od Nowego Roku ćwiczy w Łańcucie. – Dzisiaj właściwie był gotowy do gry, ale trochę bałem się, żeby po długiej kontuzji nie zaszkodziło mu wejście w takim meczu. Powinien zadebiutować w następnym – twierdzi opiekun Sokoła.
PAWEŁ FLESZAR

SOKÓŁ Łańcut – MIASTO SZKŁA Krosno 67:64 (15:20, 19:13, 16:12, 17:19)
Sędziowali: Janusz Kiełbiński, Bartłomiej Kucharski i Grzegorz Szeremeta. Widzów: 850.
SOKÓŁ: Rduch 14 (1×3), Pławucki 13 (1×3), Kulikowski 11 (8 zb.), Klima 6 (11 zb., 2 prz.), Fortuna 2 (6 zb., 5 as., 2 prz.) oraz Pisarczyk 11 (3×3, 7 zb., 2 prz., 2 bl.), Szpyrka 5 (1×3), Wrona 5 (5 zb.), Balawender. Trener: Dariusz Kaszowski.
MIASTO SZKŁA: Parzych 13 (3×3, 6 zb.), Baran 10 (2 prz.), Oczkowicz 7 (2 prz.), Misiewicz 7 (6 zb., 2 prz., 2 bl.), Salamonik 3 (1×3, 9 zb., 3 bl.) oraz Wyka 10 (2×3, 7 zb.), Pieloch 9 (1×3, 4 zb.), Musijowski 5 (1×3), Małgorzaciak. Trener: Michał Baran.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.