Trener

Najlepsze filmy o sporcie oparte są na faktach. Potwierdza tę prawidłowość również koszykarska opowieść z parszywego kalifornijskiego miasta, Richmond.

Nie boimy się, że nie sprostamy oczekiwaniom. Boimy się, że możemy wszystko (…) Światło nie jest dla wybranych, światło jest w każdym z nas” – słowa Nelsona Mandeli, deklamowane przez jednego z bohaterów jak wyznanie wiary, są w pewien sposób streszczeniem fabuły. Oto do kiepściutkiej drużyny ze szkoły średniej, która w poprzednim sezonie wygrała zaledwie cztery mecze, przychodzi nowy trener, Ken Carter. Ćwierć wieku wcześniej był gwiazdą tego ogólniaka, ale na współczesnej młodzieży oczywiście nie robi to najmniejszego wrażenia. Socjotechniczne sztuczki – mówi do nastolatków per „pan” („Macie mój szacunek póki go nie nadużyjecie”) – nie w każdym przypadku przynoszą efekt. Czasem po prostu kończy się na rękoczynach.
Daje im do podpisania kontrakty, w których zobowiązują się, że będą chodzić na lekcje, siedzieć w pierwszej ławce, w dzień meczu mają się ubierać w marynarki i krawaty, a przede wszystkim – uzyskają średnią ocen 2,3 (coś jak trójka z plusem). Jaka zapłata? „Zostaniecie zwycięzcami!” – obiecuje.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

I zwyciężają, co można zobaczyć w efektownych ujęciach pełnego dynamiki i polotu basketu. Do tego obrazki z życia w miejscu, gdzie więcej chłopaków po szkole trafia do więzienia niż na studia. Jeden diluje „marychę” dla swojego kuzyna, dziewczyna innego zaszła w ciążę, a wyobrażenia na wspólną przyszłość mają odmienne.
Jest tu kilka godnych zapamiętania sentencji („Koszykówka jest przywilejem. Jeśli chcecie z niego korzystać musicie spełnić te proste zasady”) i parę poruszających scen. Choćby ta pokazująca istotę team spirit, ducha zespołowości. Warto zobaczyć „Trenera” na dvd, bo tam w dziale „usunięte” znalazł się przykład, jak trafić do podopiecznych, rozniecając w nich marzenia.

Wspomniany progres nie byłby jednak wystarczającym tytułem do ogólnoamerykańskiej sławy (a o Carterze w 1999 r. pisały gazety). Takiej historii nie wymyśliłby scenarzysta. Po tym, jak jego zespół wygrał 16 spotkań z rzędu, zaczął ponosić porażki walkowerem, bo… szkoleniowiec zamknął salę i zagonił zawodników do nauki. Samuel L. Jackson jest w tej bezkompromisowej roli świetny, twardy i wrażliwy. Warto zobaczyć, co zyskał, a co stracił po tamtej decyzji.
Natomiast Ken Carter kilka lat później został trenerem ekipy slamballa – Rumble. Można to (i jego zobaczyć) na filmiku pod tekstem. Ciekawe, czy nowym podopiecznym też ordynował setki pompek i nawrotów w hali, polegających na przebiegnięciu części jej długości, dotknięciu ręką podłoża, przebiegnięciu z powrotem, dotknięciu, przebiegnięciu dłuższego odcinka, dotknięciu, powrocie, dotknięciu, przebiegnięciu całej, itd. Tyleż obrazowo, co celnie, te przebieżki nazywają się suicides.
PAWEŁ FLESZAR

TRENER. Tytuł oryginału: Coach Carter. Produkcja: USA, Niemcy. Rok: 2005. Reżyseria: Thomas Carter. Scenariusz: John Gatins, Mark Schwahn. Muzyka: Trevor Rabin. Zdjęcia: Sharon Meir. Obsada: Samuel L. Jackson, Rob Brown, Robert Ri’chard, Rick Gonzalez, Nana Gbewonyo, Antwon Tanner, Channning Tatum, Ashanti, Texas Battle, Denise Dowse.
* stopka na podstawie filmweb.pl

Mecz slamballa

Komentowanie zablokowane.