Trudno osuszyć wszystkie Żubry

– Mega walka! Brudna walka! Ale za to kochamy koszykówkę – uśmiechał się po pierwszym dniu turnieju finałowego o awans do II ligi trener białostoczan, Jakub Jakubiec, a przypływ jego uczuć wzmogło zwycięstwo nad gospodarzami, AZS Politechniką Krakowską, 73:65.

Ani on, ani szkoleniowiec „Inżynierów”, Jerzy Dybała, nie chcieli ryzykować tezy, że właśnie zmierzyły się dwa najsilniejsze zespoły imprezy odbywającej się w hali przy ul. Kamiennej. Z pewnością natomiast mecz stał na bardzo dobrym, jak na III ligę poziomie, a rywale – trochę nietypowo jak na takich rutyniarzy – kilka razy tracili kontrolę nad przebiegiem wydarzeń.
Zaczęło się od 0:7 po pieczołowicie ustawionych i wykończonych („trójką”, lewym hakiem i z półdystansu) akcjach gości. Stopniowo rozkręcał się Michał Szewczyk, sporo ożywienia wniósł Konrad Mamcarczyk (licytacja punktowa z Andrzejem Misiewiczem od 5:9 do 10:13). Po rzucie za trzy „Szewca” zrobiło się 13:14, a po sprytnym rozegraniu autu i egzekucji spod samej „dziury” Karola Siwaka miejscowi objęli pierwsze dzisiaj prowadzenie, 17:16.

Tomasz Kujawa dał przyjezdnym nieco oddecu na koniec pierwszej kwarty (17:19), na starcie następnej nabrali głębiej powietrza (17:22), lecz wkrótce krakowianie znowu zaczęli ich dusić. Pierwszy ręce na gardle zacisnął Jakub Dwernicki, strzelając z dystansu i wjeżdżając efektownie, z piłką na wyciągniętej daleko przed siebie ręce. Mamcarczyk z Łukaszem Pająkiem pokazali podręcznikowego pick’n’rolla, odsłaniając ogromną połać pustego placu. Ten drugi ograniczył poczynania Marcina Monacha, Przemysław Stecko to samo zrobił z silnym i zwrotnym Misiewiczem, a na tablicy – po runie 11:0 – zaświeciło się 34:25.
Gospodarzom kilka razy udały się ucieczki za plecy i ścięcia w „trumnę”. Wydawało się, że będzie to ich mordercza broń, ale później przestali je stosować. – To oni nas zablokowali i uniemożliwili takie akcje. Generalnie, to falowanie brało się z koncentracji w danym okresie i fizyczności, zwłaszcza w obronie. Obie drużyny bardzo dobrze prezentowały się w tym elemencie, a szczególnie starały się, gdy wynik im uciekał – analizuje Dybała.

Przed przerwą znowu 42-letni Kujawa, trzecią ze swoich sześciu piątkowych „trójek”, zmniejszył różnicę do 36:30. Potem „Polibuda” miała jeszcze kontrolę do stanu 43:35, kiedy wajchę przekręcili Monach z biegającym do kontr Michałem Bombrychem. Po jego finezyjnym dryblingu pomiędzy dwoma przeciwnikami i trafieniu zrobiło się 43:46. Trener PK wziął czas, ale po nim jeszcze dołożył swoje z półdystansu Krzysztof Łotowski, który bardzo wzmocnił w tamtym czasie siłę Żubrów pod obiema „deskami”.
43:48, 45:53, 48:55, a po pauzie znowu inicjatywa przeszła na stronę Politechniki. – Każda drużyna mogła wygrać i każda bardzo chciała. Dlatego po gorszych momentach następowała maksymalna mobilizacja – wyjaśnienia Jakubca miały podobny sens, co kolegi po fachu. Wówczas Łopatowski zaliczył kuriozalną interwencję – wygrał pojedynek o zbiórkę, lecz tak pechowo uderzył piłkę, że ta wpadła do jego kosza. Punkty zaliczono Stecce, który później dorzucił już coś samemu, tak jak Dwernicki i Mamcarczyk, a sprawa znowu zaczęła się od nowa – 57:57.

Pająk i Monach toczyli kilkurundową walkę zapaśniczą, raz po raz znajdując się w parterze. Dwa strzały z obwodu Szewczyka roznieciły nadzieję w licznej publiczności (63:57), jednak Kujawa i Misiewicz od razu dodali ducha grupce swoich fanów (63:63). A od 65:65 była ona coraz głośniejsza.
Uhonorowany potem nagrodę MVP spotkania Krzysztof Kalinowski bacznie pilnuje „Szewca”. Trafiają Monach i Kujawa, razem z kolegami przytrzymują miejscowych przez 24 sekundy, a później niezmordowany (ani na moment nie usiadł na ławce) Misiewicz urywa się i pakuje oburącz z góry.
65:73, „Inżynierowie” nie wykorzystują czterech osobistych w ciągu kilku sekund, a w dwóch następnych akcjach oddają jeden niecelny rzut, więc tamten rezultat utrzymuje się do syreny.

„Pokazaliście taki charakter! Taką werwę! Jestem tak z was dumny!… Re-we-la-cja!!” – rozemocjonowany i zachrypnięty Jakub Jakubiec krzyczał do swoich podopiecznych zebranych w środkowym kółku boiska. – Bo pokazali! Bardzo trudny mecz, wielki szacunek dla przeciwnika – zwierzał się po chwili odrobinę spokojniej. – Chyba w końcówce trochę zabrakło im sił, a my wytrzymaliśmy.
Adrenalina odpływała powoli. Jerzy Dybała prosił komisarza, żeby sprawdził na nagraniu, czy jeden z białostoczan nie kopnął jego zawodnika (do ostatniej wymiany „uprzejmości” doszło jeszcze po ostatnim gwizdku). – Szkoda porażki, bo zostawiliśmy tu kupę zdrowia – kręcił głową. – Ale to nie dzisiejsze zwycięstwo było naszym celem, tylko uplasowanie się w czołowej dwójce i awans. I na to ciągle mamy wszelkie szanse.
W pierwszej konfrontacji turnieju SSK Rzeszów pokonał Bombardiera Szczecin, 69:60. Program na dwa kolejne dni można znaleźć w naszym kalendarzyku, TUTAJ. – Nic na razie nie jest ustawione. Rok temu odpadliśmy w półfinale, jako najgorsza z trzech drużyn mających po dwie wygrane, więc najlepiej wiem, że niczego nie można prognozować – przekonuje Jakubiec. – Musimy zapomnieć i jutro od nowa mega koncentracja.
PAWEŁ FLESZAR

AZS POLITECHNIKA KRAKOWSKA – ŻUBRY Białystok 65:73 (17:19, 19:11, 12:25, 17:18)
Sędziowali: Wojciech Majcherowicz i Rafał Bogdan. Widzów: 150.
PK: Szewczyk 14 (4×3, 7 as.), Pająk 12 (11 zb.), Dwernicki 9 (1×3, 4 as.), Stecko 4 (9 zb., 4 prz., 4 as.), Szczytyński 4 oraz Mamcarczyk 15 (3×3, 4 as.), Boczarski 3 (1×3), Siwak 2, Wieczorek 2. Trener: Jerzy Dybała.
ŻUBRY: Kujawa 19 (6×3, 2 prz.), Misiewicz 15 (15 zb., 6 as.), Monach 15 (10 zb.), Bombrych 13 (1×3, 4 zb.), Kalinowski 3 (10 as.) oraz Łotowski 6 (3 bl.), Milewski 2, Czubek, Niewiński. Trener: Jakub Jakubiec.

Komentowanie zablokowane.