Trzej przyjaciele z drugiej połowy

Po piorunującym finiszu Cracovia pokonała Ruch Chorzów, 2:1. Klub podpisał też kontrakt z nowym-starym stoperem, Markiem Wasilukiem.

Pierwsze zwycięstwo w T-Mobile Ekstraklasie załatwił krakowianom tercet dublerów: Saidi NtibazonkizaDawid NowakEdgar Bernhardt. Dwaj pierwsi już po raz trzeci weszli na boisko po przerwie i za każdym razem korzystnie wpłynęli na postawę swojej drużyny (tamte spotkania opisywaliśmy TUTAJ i TUTAJ). Dzisiaj, przy stanie 0:1, kiedy – jak to określił trener gości, Jacek Zieliński – „długimi okresami nic nie zapowiadało, że cokolwiek może się zdarzyć”, w 81. minucie Saidi szarpnął lewą stroną, nawinął obrońcę w prawo i uderzył. Krzysztof Kamiński sparował piłkę przed siebie, a Nowak spokojnie dobił ją do siatki. Po chwili prawą flanką popędził Benhardt, dośrodkował, Nowak przyjął tyłem do bramki, ale nie mógł ustawić się w pozycji strzeleckiej, więc oddał do Sebastiana Stebleckiego, który kopnął mocno i precyzyjnie. Kamiński i Nowak skopiowali swoje poprzednie zachowania. 2:1.
Ntibazonkiza miał później jeszcze cztery okazje: najlepszą, gdy Bernhardt wypuścił go sam na sam, lecz przegrał pojedynek z golkiperem Ruchu, potem jeszcze Burundyjczyk dał się złapać na spalonym, „zakiwał się” w walce z dwoma rywalami w polu karnym, a także został zablokowany w ostatniej chwili przez Piotra Stawarczyka.
Nieskuteczność o mało się nie zemściła na miejscowych, bo Łukasz Janoszka główkował z bliska, nieznacznie nad poprzeczką.

– Każdy mecz to osobna strategia, a tylko trener, który prowadzi zajęcia, wie, czy ktoś się nadaje na występ od początku, czy na zmianę – Wojciech Stawowy odpowiada na pytanie, czy Saidi i Dawid zdobyli miejsce w podstawowym składzie. – To się jeszcze okaże, po tym jak będą pracować w najbliższym czasie, czy uda im się wyeliminować zaległości motoryczne.
Krakowski szkoleniowiec po ostatnim gwizdku tłumaczył decyzje personalne i założenia. Jego podopieczni długo forsowali taktykę wielu podań, która rzadko im wychodziła (Zieliński: „Ustawieniem zneutralizowaliśmy typowy dla Cracovii sposób wyprowadzania piłki„), ku irytacji kibiców, kwitujących niektóre ich bezsilne próby gwizdami.
– Mamy swoją grę poukładaną i to realizujemy, a konsekwencja – tak jak dzisiaj – zwykle powinna przynieść powodzenie – „Staw” odpierając zarzuty wygłosił swoje credo. – To trudne, jest też ryzyko wielu potknięć i porażek? Nie lubię łatwych zadań, a boję się tylko tego, że się starzeję. Natomiast nie będę zmieniał stylu z chwili na chwilę, kiedy coś nie idzie. Styl może się zmienić tylko wtedy, kiedy mnie już nie będzie w Cracovii. Futbol jaki preferujemy jest nowoczesny i nas cieszy. A wykopywanie piłki spod bramki na oślep w żargonie określa się grą „w beki”. A ja w beki grać nie chcę!

W pierwszej połowie nowoczesny futbol jednak funkcjonował tylko w teorii („Byliśmy bezsilni, bojaźliwi, nie chcę już czegoś takiego oglądać” – zwierzał się potem Stawowy), a chorzowianie dziarsko zabrali się za budowanie wyniku. Niewiele brakło im już w 3. (niecelna główka) i 7. minucie (Krzysztof Pilarz obronił wolej Grzegorza Kuświka, który znalazł się przed nim po błędzie obrońców w wyprowadzaniu piłki), a w 13. stworzyli popisową kontrę. Dwoma podaniami przenieśli się sprzed własnego pola karnego na głębokie skrzydło „Craxy”; Pavel Sultes zacentrował z prawej, a Marek Zieńczuk zbiegł z pozycji lewego pomocnika na środek ataku i bez emocji trafił w długi róg.
Szanse gospodarzy były mało wyraziste, może z wyjątkiem Stebleckiego, który raz uderzył źle (w boczną siatkę), a raz ładnie (Kamiński zażegnał niebezpieczeństwo paradą) oraz Bartłomieja Dudzica. Tu jednak ciekawsza była sama akcja (Krzysztof Danielewicz, markując przyjęcie piłki przed „szesnastką”, podniósł nogę, czym zmylił rywali i podanie trafiło do kolegi) niż jej finalizacja (Dudzic z ostrego kąta strzelił przed siebie i bramkarz sparował).
W II połowie zszedł z boiska Szeliga, a rolę defensywnego pomocnika pełnił Danielewicz. Gdy krakowianie byli przy piłce, rozgrywał ją nierzadko z pozycji stopera, z kolei Mateusz Żytko wybiegał „na desant” jako ktoś w rodzaju drugiego napastnika. Do 81. minuty tylko raz udało się z tego wszystkiego wykreować ciekawą sytuację: Adam Marciniak dośrodkował, Vladimir Boljević nie sięgnął głową, a zamykający za prawym słupkiem Żytko strzelił niecelnie.
Tylko jedną okazję mieli również przyjezdni. Łukasz Surma i Bartłomiej Babiarz przez 60 metrów wykonywali instruktażową, dwójkową kontrę, jednak ten drugi skończył ją podaniem nie w tempo do wbiegającego kolegi (gdyby nie dał mu za plecy, prawdopodobnie z kilku metrów udałoby mu się podwyższyć rezultat). – Pretensje możemy mieć tylko do siebie, bo kompletnie odpuściliśmy ofensywę i podarowaliśmy zwycięstwo Cracovii – ubolewał Jacek Zieliński.

Klub z ul. Kałuży ogłosił dzisiaj zakontraktowanie Marka Wasiluka, środkowego obrońcy, który występował już w nim w latach 2008-11, a dwa ostatnie sezony spędził w Śląsku Wrocław. Umowa jest roczna, z opcją przedłużenia na kolejny rok. – Marek to dobry zawodnik, musi się tylko wkomponować w drużynę – ocenia Wojciech Stawowy, dodając, że to nie ostatnie posunięcie transferowe. – Chcemy przede wszystkim pozyskać jeszcze kogoś do defensywy, ale może też uzupełnimy przednią formację. Chodzi o to, żeby móc spokojnie grać, żeby kontuzje i kartki nie powodowały zbyt dużych problemów.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – RUCH Chorzów 2:1 (0:1)
Bramki: Nowak 81, 83 – Zieńczuk 13. Sędziował: Jarosław Rynkiewicz (Gorzów Wlkp.). Żółte kartki: Danielewicz – Szyndrowski, Biabiarz, Konczkowski. Widzów: 9153.
CRACOVIA: Pilarz – Kuś, Żytko, Kosanović, Marciniak – Szeliga (46. Bernhardt) – Steblecki, Danielewicz, Straus, Dudzic (46 Ntibazonkiza) – Boljević (58. Nowak). Trener: Wojciech Stawowy.
RUCH: Kamiński – Gieraga, Szyndrowski, Stawarczyk, Konczkowski – Surma, Malinowski – Sultes (67. Kowalski), Babiarz, Zieńczuk (78. Janoszka) – Kuświk (62. Jankowski). Trener: Jacek Zieliński.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.