Tu wszyscy są u siebie

Derby Krakowa na stadionie przy ul. Kałuży zakończyły się remisem 1:1. To efekt determinacji piłkarzy Cracovii, ale też błędu taktycznego, jaki w drugiej połowie popełniła Wisła.

Gospodarze w swoim stylu starali się od początku nadawać ton operując piłką, najaktywniejszy był jedyny rodowity krakowianin na boisku – Sebastian Steblecki – lecz wymiernym efektem ich wysiłków pozostał lekki strzał z dystansu Bartłomieja Dudzica, bez problemu złapany przez Michała Miśkiewicza. Po drugiej stronie ciekawą szarżę i niecelne kopnięcie w długi róg pokazał Patryk Małecki.
Po pół godzinie spotkania Ostoja Stjepanović odebrał futbolówkę rywalowi, wymienił podania z Łukaszem Burligą i znalazł w polu karnym Pawła Brożka. Ten ruszył z nią do tyłu, ściągając dwóch obrońców i zaadresował powrotnie do Michała Chrapka, który z lewej strony bramki uderzył precyzyjnie prawą nogą, pod pachą Krzysztofa Pilarza. Odebrało to koncept „Pasom” na dobre 10 minut, a Brożek mierzył jeszcze zza „szesnastki” (złapał golkiper), Małecki zaś znowu szarpnął skrzydłem, jednak nikt nie zdążył dołożyć nogi do jego centry.
– Jesteśmy w Krakowie, więc staramy się grać jak u siebie – Chrapek w telewizyjnym komentarzu podczas przerwy celnie i dowcipnie spuentował pierwszą połowę.

A potem wiślacy przestali się do tego stosować. Nie tylko nie starali się dłużej utrzymywać przy piłce, ale nawet niezbyt chętnie kontrowali. Może zresztą obawiali się, że nie dotrzymają tempa rywalom, którzy biegali jak nakręceni i narzucili jeszcze wyższe niż wcześniej tempo. Coraz częściej też strzelali, ale Miśkiewicz wychodził obronną ręką z opresji, a raz pomogło mu szczęście – wszak po dośrodkowaniu Saidiego Ntibazonkizy spod linii bocznej, główka Dawida Nowaka po koźle była minimalnie niecelna. Zaraz też można było zobaczyć poziom adrenaliny buzującej u zawodników, bo dwaj bardzo spokojni na co dzień ludzie – Nowak i Arkadiusz Głowacki – omal się nie pobili.
W 74. minucie Dawid wyprowadził już cios i to podbródkowy – Ntibazonkiza podał ze strefy środkowej między stoperów, a napastnik Cracovii trafił w sytuacji sam na sam.

Potem jeszcze trzykrotnie próbował z wolnych Milos Kosanović, ale Miśkiewicz miał z nim coraz mniejsze kłopoty: najpierw odbił z trudem, potem złapał, a za trzecim razem tylko odprowadził wzrokiem.
Wreszcie w doliczonym czasie Burundyjczyk uciekł wszystkim, lecz kiedy znalazł się przed golkiperem – wywrócił naciskany przez Gordana Bunozę. O karnym raczej nie mogło być mowy, co najlepiej pokazała reakcja Saidiego, który usiadł i z uśmiechem kręcił głową.
Remis kosztował obie drużyny wiele sił, a bardzo szybko będą im potrzebne. Wisła (w które na dodatek wypadają ze składu za kartki Bunoza i Stjepanović, a niepewny jest występ kontuzjowanego dzisiaj Marko Jovanovicia) już w najbliższy wtorek, 24 września, o g. 20.30, podejmie w bardzo ciekawej konfrontacji Lechię Gdańsk. Natomiast Cracovia wyjeżdża do Wrocławia, gdzie następnego dnia, o g. 18, zmierzy się ze Śląskiem.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – WISŁA Kraków 1:1 (0:1)
Bramki: Nowak 74 – Chrapek 31. Sędziował: Szymon Marciniak (Płock). Żółte kartki: Żytko – Chrapek, Bunoza, Stjepanović. Widzów: 14 125.
CRACOVIA: Pilarz – Kuś, Żytko, Kosanović, Marciniak – Dąbrowski – Dudzic, Zejdler (58. Budziński), Danielewicz (76. Boljević), Steblecki (58. Ntibazonkiza) – Nowak. Trener: Wojciech Stawowy.
WISŁA: Miśkiewicz – Burliga, Głowacki, Jovanović (66. Nalepa), Bunoza – Stjepanović – Boguski, Chrapek (84. Sarki), Garguła, Małecki (73. Guerrier) – Brożek. Trener: Franciszek Smuda.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.