Tulipany ciągle niezwiędnięte

Po kapitalnym środowym zwycięstwie w Nowosybirsku siatkarze Asseco Resovii szybko zmobilizowali się na Plus Ligę i w pierwszym meczu półfinałowym pokonali dzisiaj w Rzeszowie Jastrzębski Węgiel, 3:0.

Po powrocie z Syberii zachorował obłożnie Fabian Drzyzga, którego zastąpił Lukas Tichacek. Ze względu na przepisy dotyczące cudzoziemców z czterech bohaterów konfrontacji z Lokomotiwem – Marko Ivovicia, Russela Holmesa, Jochena Schoepsa i Nikołaja Penczewa – trener rzeszowian, Andrzej Kowal mógł wystawić tylko dwóch i zdecydował się na dwóch ostatnich. Dodatkowo za Bułgara wszedł w trzeciej partii Paul Lotman, co wzbudziło żarty, że półfinały to faza, w której Amerykanin zawsze zjawia się na parkiecie.
– Paul zachowuje się bardzo pozytywnie; mimo że dawniej, zdobywając mistrzostwo, grał w szóstce, to teraz, zostając na ławce, jest zawsze gotowy do walki – podkreśla Kowal. – Na dobrą sprawę rezerwowi wygrali nam dzisiaj mecz. Paul, Lukas, Rafał Buszek, Dawid Dryja – wszyscy zaprezentowali się bardzo dobrze. No i Jochen, jak zwykle. Był w świetnej formie na początku sezonu i ciągle jest, to aż niewiarygodne – chwali niemieckiego atakującego, który zdobył w niedzielne popołudnie 23 punkty i odebrał tort w nagrodę dla MVP spotkania.

Schoeps zaczął jazdę od pierwszego gwizdka, a jego zespół funkcjonował jak maszyna z myślącymi podzespołami: w jednej sytuacji serwis rywali przetoczył się po taśmie, podbił go Tichacek, w wyskoku z II linii wystawił palcami Krzysztof Ignaczak, a Niemiec przyłożył po skosie. Prowadzili 6:2 (serwisy Rafała Buszka), 9:4, goście zbliżyli się dzięki obronom i kontrom finalizowanym przez Krzysztofa Gierczyńskiego – 9:6, 10:8, 15:13. Nie mogli jednak nic zdziałać na dłuższą metę, bo gospodarze zupełnie zneutralizowali Guillaume Quesque i Michała Łasko, którzy w sumie zdobyli w tej części 1 „oczko”. 17:13, 21:15, a ten drugi dostał też trzy „czapy”, w tym na 25:16, tak srogą, że oberwał piłką po grzbiecie.
Jastrzębian to nie zdeprymowało, w następnej partii wystartowali od 1:3 i trzymali się blisko niezależnie od wyniku – 2:4, 6:4, 8:9, 10:9, 11:12, 13:12, 16:14, 16:17, 19:18, 19:20. Poprawili zagrywkę (m.in. 2 asy) i blok (o cztery więcej, niż w poprzedniej odsłonie), a dzięki tej pierwszej chwilami stawiali nawet trzyosobową ścianę. Kiedy Buszek dostał w takiej sytuacji piłką po głowie, na tablicy zaświeciło się 20:22, antenka Schoepsa i 21:23, ścięcie Gierczyńskiego – 21:24. Zapis zamknął, zawijając po prostej lewą ręką przez prawe ramię, Mateusz Malinowski, który wraz z Dmytro Filippowem wszedł na udaną podwójną zmianę.

Miejscowi wzięli się do roboty w następnej partii – 2:1, 5:2, 7:3, 9:4, 11:6, 14:9, stracili kontrolę tylko po serii podań Malinowskiego, „czapie” Grzegorza Kosoka i ataku Quesque po długiej wymianie – 14:12, 16:15. Sprawę wyprostował jednak serwisem Schoeps – 21:16 – on też zbijał na 22:17 i 25:20. Bardzo dobrze prezentował się w tym okresie Dawid Dryja: zdobył pięć punktów, a po trzech setach miał 100-procentową skuteczność przy atakach w pierwsze tempo (9 na 9).
Rzeszowianie długo nie byli chyba pewni sukcesu, o czym może świadczyć eksplozja emocji po bardzo długiej akcji na 4:2. Była tu i obrona Ignaczaka na uderzającym przy „czystej” siatce Łasce i piorunująca kontra Schoepsa, a opanowany zazwyczaj Kowal aż wszedł na boisko ze wzniesionymi pięściami. Przy 8:6 niemiecki skrzydłowy został zatrzymany przez Łaskę, ale na 11:9 to on „zglebował” Quesque, dając sygnał do odjazdu gospodarzy. 12:9, 16:12, a po dobitce Lotmana – 18:13. Piotr Nowakowski dwukrotnie zameldował się na przesuniętej krótkiej (21:16 i 22:18), a sprytna wrzutka Dawida Konarskiego przyniosła pierwszego z trzech meczboli – 24:19. Drugiego oddalił asem Malinowski, lecz kolejną piłkę posłał w aut – 25:21, a obecne przy Podpromiu panie mogły pójść do domu, aby wstawić do wody tulipany, jakie z okazji swojego święta otrzymywały w hali.

– Będziemy walczyć u nas i liczę, że przedłużymy serię; kto nie ryzykuje ten nie wygrywa – z uśmiechem odgrażał się Michał Łasko.
– Zaczynając ćwierćfinał z Cuprum Lubin też początkowo byliśmy pod kreską i odbiliśmy się później. Liczę, że teraz wyjdzie z tego prawidłowość – wtórował mu Krzysztof Gierczyński.
Dla rzeszowian, którzy odnieśli piętnaste zwycięstwo z rzędu (łącznie w Plus Lidze i Lidze Mistrzów, od ostatniej porażki, 10 stycznia w Olsztynie) druga konfrontacja z JW to melodia dalszej przyszłości. Oni muszą się resetować co trzy-cztery dni i ze świeżą głową oraz ciałem przystępować do kolejnej próby. W najbliższą środę, o g. 20.30 w Rzeszowie, czeka ich rewanż z Lokomotiwem Nowosybirsk.
– Chwilami wkrada się zmęczenie, jednak mam nadzieję, że dzisiaj część chłopaków trochę odpoczęła. Nie możemy wyciągać zbyt daleko idących wniosków ze spotkania w Nowosybirsku. W środę czeka nas najważniejszy mecz w tym sezonie – powtarzał kilkakrotnie Andrzej Kowal.
PAWEŁ FLESZAR

ASSECO RESOVIA – JASTRZĘBSKI WĘGIEL 3:1 (25:16, 22:25, 25:20, 25:21)
Sędziowali: Maciej Twardowski (Radom) i Paweł Burkiewicz (Kraków). Widzów: 4400.
RESOVIA: Tichacek, Penczew 7 pkt, Dryja 11, Schoeps 23, Buszek 17, Nowakowski 11 oraz Ignaczak (l), Konarski 1, Lotman 6. Trener: Andrzej Kowal.
JASTRZĘBIE: Masny 2, Quesque 10, Kosok 4, Łasko 15, Gierczyński 15, Pajenk 8 oraz Wojtaszek (l), Filippow, Malinowski 3, Kańczok. Trener: Roberto Piazza.

Komentowanie zablokowane.