Turniej z dzieckiem na ręku

– Chcemy pokazać, że można coś tu zrobić. Wiadomo jaki Kraków jest ligowo w naszej dyscyplinie. Odstaje… – uważa Adam Kot, organizujący z grupą kolegów IV Mistrzostwa Polski Sędziów Siatkarskich. – Nie sposób jednak tylko narzekać. Lepiej pochwalić się tym, co mamy.
Impreza jaka odbędzie się w Solnym Mieście w Wieliczce będzie towarzysko-sportową, ale niezależnie od wyniku rywalizacji powinna szerzej uzmysłowić coś, co arbitrzy z Krakowa i Małopolski już wiedzą – jak poważnie liczą się w kraju.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Turniej zwieńczą wybory przewodniczącego Wydziału Sędziowskiego Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Stanie do nich urzędujący szef, krakowianin Andrzej Lemek i będzie faworytem. Ma bardzo silną pozycję w środowisku, które ceni go za reformy wprowadzone podczas mijającej, czteroletniej kadencji. We władzach Wydziału Sędziowskiego jest też pochodzący stąd Zdzisław Śpiewla, który odpowiada za obsadę kwalifikatorów meczowych, nadto przewodniczy Wydziałowi Sędziowskiemu Małopolskiego ZPS. W skład specjalnego zespołu ds. przepisów gry i ich interpretacji wchodzi natomiast Paweł Burkiewicz, który ma uprawnienia do sędziowania meczów Plus Ligi. W ekstraklasie kobiet i I lidze jest kilku kolejnych, a w II lidze – już kilkunastu reprezentantów Krakowa i Małopolski. – Jeden kolega policzył kiedyś, że plasujemy się na czwartym miejscu w Polsce pod względem ilości sędziów „szczeblowych”. A w ilości sędziów w ogóle już prowadzimy – opowiada Adam Kot, który w MZPS należy do komisji szkolenia sędziowskiego.

Przed elekcją arbitrów czekają jednak dwa dni niezłej zabawy, nie tylko na parkiecie… – Rzadko zdarzają się drużyny, którym tak zależy na wygranej, że wieczorem idą spać i nie śpiewają przy gitarze do czwartej nad ranem – śmieje się Mariusz Ferenczak. Piętnaście lat temu razem z Kotem zapisali się na kurs sędziowski, przyjaźnią się do dzisiaj, łączy ich też praca zawodowa w tej samej firmie. – Postanowiliśmy zrobić to w gronie zapaleńców; ludzi, którzy jeździli na poprzednie turnieje: Rafał Pawłowski, Piotrek Kasprzyk, przy promocji pomaga Marcin Skrobot, a Andrzej Nowakowski będzie sędzią głównym turnieju – wylicza Adam.
Sędziowanie turnieju z takimi zawodnikami jawi się jako niecodzienne wyzwanie… – Trudno, żeby nie było kłótni, skoro na boisku jest dwunastu znawców przepisów, ale zwykle traktuje się to humorystycznie – zaznacza Mariusz. – Na pierwszych mistrzostwach, w Żorach, sędziowaliśmy sobie sami, ale nie byliśmy z tego zadowoleni. Na następnych, w Głuchołazach, byli starsi arbitrzy, ale to też nie zdało egzaminu, bo uważali, że wszystko wiedzą najlepiej… A w ubiegłym roku, w Ostrowcu Świętokrzyskim sędziowały młode dziewczyny i to wypaliło – u nas będzie tak samo.

Organizatorzy starają się przyciągnąć jak najwięcej pań. O połowę obniżyli dla nich opłatę pobytową, jest też obowiązek by w każdej drużynie znajdowała się co najmniej jedna kobieta i jedna była cały czas na parkiecie. Małopolska ma w składzie etatową uczestniczkę, Gabrielę Ferenczak, żonę Mariusza, która w pierwszym turnieju wystąpiła niemal z dzieckiem na ręku – poza meczami karmiąc malutkiego synka. Teraz spodziewa się córeczki… – Za miesiąc rozwiązanie, Gabrysia nawet nie bierze pod uwagę ewentualności, że miałaby nie zagrać w czerwcu – opowiada mąż.

Na mistrzostwach króluje stara, dobra siatkówka sprzed lat, bez ortodoksyjnego przypisania zawodników do pozycji 😉 Zawodnicy gorąco bronią poziomu sportowego. – Są panowie z brzuszkami, jasne, ale każdy coś tam odbijał i pojęcie ma – z rozbawieniem tłumaczy Adam Kot. – Już nie mówię o Bogusiu Pieruckim, naszym pierwszoligowym arbitrze, który jeździ na wszystkie mistrzostwa, a wcześniej grał już chyba wszędzie. Tylko należy zaznaczyć, że on nie pochodzi z Krakowa tylko z Nowej Huty – pokpiwa z kolegi.
Bywało, że niektóre zespoły wprowadzały do składu zawodników ligowych, którzy dopiero co zdobyli uprawnienia, a nie zdążyli jeszcze posędziować w żadnym meczu. Dlatego w najbliższej imprezie – obok wspomnianego obowiązkowego udziału kobiet – będzie kilka nowych obostrzeń, choćby konieczność wystawienia co najmniej dwóch arbitrów „szczeblowych” (z lig państwowych – od drugiej wzwyż), a także minimalny staż sędziowski co najmniej od 2009 roku.

Sędziowie znaleźli sojuszników w osobach burmistrza Wieliczki i prezesa spółki Solne Miasto, administrującego pięknym nowiutkim obiektem, który otrzymają w wyłączne używanie na niemal trzy dni. Gmina i spółka pokryją też część kosztów turnieju. – W Wieliczce łatwiej niż w Krakowie spotkać ludzi, którym na czymś zależy, których łatwiej przekonać do jakiejś idei – uważa Adam Kot. – Liczę, że taka impreza ociepli wizerunek sędziów, zintegruje nasze środowisko, pozwoli bliżej się poznać, bo dawniej bywało tak, że przyjeżdżało się na przedsezonowe szkolenie i kilkadziesiąt twarzy było kompletnie nieznajomych.
PAWEŁ FLESZAR

Skomentuj