Tutaj prąd płynie tak, jak Mario zechce

Paradoksalnie, w jednym ze swych najlepszych występów w tym sezonie piłkarze Wisły zanotowali pierwszy bezbramkowy remis. Punkt z Krakowa wywiozła Jagiellonia Białystok.

– Nastawienie zawodników oceniam na „dziesiątkę”, zabrakło tylko wykończenia – przekonuje trener gospodarzy, Kiko Ramirez, który dokonał trzech zmian w zwyczajowym składzie. Od początku wyszli Paweł Brożek i Rafał Boguski, a Tomasza Cywkę zastąpił na prawej obronie Zoran Arsenić.
Pierwsze skrzypce grał jak zwykle Carlitos, który jednak – co szkoleniowiec tłumaczył chorobą i gorączką – nie był tak skuteczny i trzeźwy, jak zazwyczaj. Już w pierwszej minucie wpadł w pole karne, ale zamiast podawać, ewentualnie strzelać – przewrócił się, lecz mniej przekonująco niż w spotkaniu z Piastem Gliwice (opisywaliśmy to TUTAJ). Niedługo uciekł po prawej defensorom „Jagi”, którzy przysnęli całą linią i lobował wybiegającego Mariusza Pawełka, jednak uczynił to zbyt niecelnie, by umieścić piłkę w siatce, a za mało niecelnie, by trafiła ona do nadbiegającego Brożka. Z kolei zamierzone podanie Carlosa Lopeza do „Brozia” było niedokładne, przez co nie wyszedł on sam na sam, a kiedy w 34. minucie Boguski po dynamicznym rajdzie ostro zacentrował z prawej i przeciął to Pawełek – Hiszpan znalazł się w bardzo dobrej pozycji, ale jego uderzenie znowu odbił golkiper.
Przed szansą stanął również Patryk Małecki, który nie wybrał chyba do końca między podaniem a strzałem. Futbolówkę uciekającą po rykoszecie za linię końcową „Boguś” główkował jeszcze do środka, gdzie złapał ją bramkarz. Z najbliższej z nich wszystkich odległości próbował natomiast Arkadiusz Głowacki, pudłując z sześciu metrów, po rzucie rożnym.

Był to debiut Pawełka w Jagielloni, którą dotknął we wrześniu ogromny pech – najpierw kontuzja Mariana Kelemena, a niedawno jego zmiennika, Damiana Węglarza. Jej działacze awaryjnie zakontraktowali więc Mariusza, który również znalazł się w bardzo trudnym położeniu: nie miał dotąd klubu, ćwiczył z Odrą Wodzisław Śl. z katowickiej okręgówki, a na boisko wyszedł dzisiaj po raz pierwszy od 27 maja. Na stadionie, gdzie przeżył najpiękniejsze chwile kariery, zachował jednak czyste konto w konfrontacji z Wisłą prezentującą się lepiej niż zwykle(choć zaznaczyć należy, że poprzeczka nie była zawieszona zbyt wysoko…).
W styczniu 2006 roku przeniósł się na Reymonta z Wodzisławia. Zrazu pełnił funkcje dublera Radosława Majdana, a kiedy latem Dan Petrescu sprowadził swego rodaka, cieszącego się pewną renomą Emiliana Dolhę – wydawało się, że „Mario” nie odklei się prędko od ławki. Tymczasem Rumun postawił na Polaka, który szybko zyskał status pewniaka, zwłaszcza że jego konkurent na „Praterze” w Wiedniu niemal pobił się z trenerem bramkarzy, Danem Stingaciu. Tyle że we wrześniu Mariusz… poważnie się przeziębił, Dolha wskoczył do składu, został jednym z bohaterów meczu w Salonikach, kiedy „Biała Gwiazda” niespodziewanie (zwyciężyła na wyjeździe po porażce u siebie) wywalczyła awans do fazy grupowej Pucharu UEFA, i nie opuścił już bramki. Pawełek wrócił do niej w lipcu następnego roku, pomógł w zdobyciu dwóch tytułów mistrzowskich (2008, 2009) i połowy trzeciego (odszedł po jesieni 2010).
Opanowany, uśmiechnięty, nieodmiennie bardzo silnie ściskający dłoń na przywitanie i zawsze uprzejmy. Jerzy Jurczyński, wówczas rzecznik Wisły, żartował kiedyś, że dogadali się z Pawełkiem i Jarosławem Krzoską, który nieco wcześniej odszedł z klubu do TVP Kraków, iż wszyscy są absolwentami technikum elektrycznego. Planują więc założenie firmy wykonującej instalacje i przyłączenia prądu – będą mieć pracę pewniejszą i mniej stresującą niż w futbolu czy mediach, a przy tym nieźle płatną. Mario nie porzucił jednak rękawic bramkarskich na rzecz monterskich, za to kiedy odwiedzał stadion przy Reymonta z nowymi zespołami, okazywało się, że ma władzę nad krążącymi tutaj podskórnymi prądami. Tylko raz wpuścił więcej niż jednego gola i tylko raz schodził z murawy pokonany, a dwukrotnie remisował i dwukrotnie wygrywał (raz nawet 5:1).
Dzisiaj nie popełnił żadnego błędu, poczynał sobie spokojnie, parę razy miał szczęście (niedługo po przerwie jeszcze w sytuacji, gdy nie miał kto dołożyć nogi do piłki dwa metry przed linią), a częściej udanie interweniował. Najlepiej, gdy w 68. minucie sparował na róg rykoszetujące uderzenie Pola Lloncha.

O pierwszej połowie opiekun przyjezdnych, Ireneusz Mamrot powiedział: – To było najsłabsze 45 minut, odkąd prowadzę tę drużynę. Mnóstwo niewymuszonych strat; oddawaliśmy piłkę przeciwnikom nawet nieatakowani…
Aktywa jego podopiecznych wyczerpała wówczas niezła, acz niewykorzystana podwójna okazja, sprokurowana przez błędy Ivana Gonzaleza i Macieja Sadloka. Wartościoszy rezent mógł im potem dać sędzia Tomasz Kwiatkowski, który sprawdzał w systemie VAR, czy nie było faulu Sadloka w polu karnym na Ivanie Runje, ale wykluczył taką możliwość.
Za to po w szóstym kwadransie spotkania przejęli inicjatywę, kilka razy zagrozili bramce Wisły, a mogli rozstrzygnąć na swoją korzyść nawet wynik. W 78. minucie Przemysław Frankowski przymierzył płasko z 18 metrów, Michał Buchalik „wypluł” futbolówkę przed siebie, a Karol Świderski spatałaszył dobitkę z bliska.
– Połowę składu stanowili zawodnicy odczuwający skutki kontuzji i chorób, albo niewiele ostatnio grający. Dlatego w tamtym okresie zabrakło już paliwa – tłumaczy Ramirez. – Generalnie jednak jestem zadowolony z postawy drużyny.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – JAGIELLONIA Białystok 0:0
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Żółte kartki: Llonch, Głowacki – Romanczuk, Burliga, Runje, Sekulski (rezerwowy). Widzów: 11 056.
WISŁA: Buchalik – Arsenić, Głowacki, Gonzalez, Sadlok – Boguski, Llonch, Basha, Małecki – Lopez, Brożek. Trener: Kiko Ramirez.
JAGIELLONIA: Pawełek – Grzyb, Runje, Guti, Tomasik – Wlazło (46. Burliga), Romanczuk – Frankowski, Pospisil (64. Novikovas), Cernych – Sheridan (77. Świderski). Trener: Ireneusz Mamrot.

Pozostałe wyniki i tabelę Lotto Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.