Tutaj za ogrzewanie odpowiada RB9

Piłkarze krakowskiej Wisły zanotowali najlepszy występ w sezonie i odnieśli najbardziej prestiżowe zwycięstwo, odprawiając 3:0 lidera Lotto Ekstraklasy, Lechię Gdańsk.

Sam wynik nie odzwierciedla w pełni ich sukcesu, wszak długimi okresami kontrolowali przebieg meczu z zespołem, który do dzisiaj wyprzedzał ich w tabeli o dziesięć pozycji. Tylko w dwóch momentach zdarzenia wymknęły im się spod dozoru, ale wtedy fatalnie patałaszył Marco Paixao. W 25. minucie, przy stanie 1:0, po pięknym woleju Rafała Wolskiego i równie widowiskowej paradzie Łukasza Załuski, goście mieli rzut rożny. W powstałym po nim zamieszaniu Portugalczyk zamierzył się tak, że z kilku metrów rozerwałby siatkę. Gdyby wcelował w piłkę.
W 63. minucie, przy rezultacie 2:0, sędzia podyktował karnego za faul Alana Urygi na objeżdżającym go dryblingiem Grzegorzu Kuświku. Marco bez wahania wziął się za jego egzekwowanie, ale tym razem kopnął wysoko nad poprzeczką.
– Chciałbym pochwalić drużynę za mądrą taktycznie grę – podkreśla Kazimierz Kmiecik, prowadzący krakowian wraz z Radosławem Sobolewskim. – Widać, co znaczy, gdy obrona jest stabilna. Wrócili Arek, Sadlok. Gdy zestawienie się zmienia co mecz, ciężko się ustrzec przed stratą goli.

Po raz trzeci z rzędu w ciągu ośmiu dni spotkanie przy Reymonta zaczynało się o g. 20.30. W centrum prasowym spośród utyskiwań konkretnych („Znowu zmarznę”) i ogólnych („Wszędzie w Europie już teraz mecze się kończą, ale u nas obowiązują chore wymysły Ekstraklasy, żeby grać późnym wieczorem, kiedy temperatura spada poniżej zera”) wybił się żarcik pewnego dziennikarza. – Nie martw się, rozgrzeje cię RB9 – powiedział do kolegi.
I Rafał Boguski (ubrany tradycyjnie w koszulkę z numerem 9) faktycznie poprawił temperaturę odczuwaną wielu obecnych na stadionie. Już w 5. minucie po jego akcji z Pawłem Brożkiem, gospodarze zdobyli rożny. Dośrodkował stamtąd Denis Popović, a Arkadiusz Głowacki przyłożył głową tak, że przełamał ręce Vani Milinkovicia-Savicia.
Podwyższenie padło w 26. minucie, po sekwencji kuriozalnych zdarzeń. Krzysztofowi Mączyńskiemu wyszła idealna asysta, kiedy próbował strzelać, lecz zarył częściowo butem w murawę i tylko lekko posłał futbolówkę na środek pola karnego. Jak diabełek z pudełka wyskoczył zza pleców rywali „Boguś”, minął golkipera dwojga nazwisk i zaświecił na tablicy 2:0. A brawo bił wówczas… odwrócony tyłem do niego zawodnik Lechii, Steven Vitoria, który zaczął prawdopodobnie klaskać w uznaniu dla swojego kolegi, Michała Chrapka, bo wydawało mu się, że ten zatrzymał „Mąkę”. Nawet chyba nie widział, że padł gol…
Chwilę później Boguski jeszcze raz dodał gazu, szarpnął prawą flanką, odszukał po lewej Patryka Małeckiego, który przegrał pojedynek z Milinkoviciem-Saviciem.
– W pierwszej połowie operowaliśmy piłką zbyt wolno, potem trochę się to poprawiło, ale w defensywie popełnialiśmy błędy, kosztujące nas utratę trzech goli – skwitował trener gości, Piotr Nowak, który rzadko dzisiaj podnosił się z ławki rezerwowych.

Konfrontacja o tyle różniła się od efektownie wygranych z Piastem Gliwice czy Arką Gdynia, że ekipa „Białej Gwiazdy” rzadziej nacierała. Cofała się na 20-25 metrów od własnej bramki i tam z powodzeniem wyhamowywała przyjezdnych. Kmiecik tłumaczył taką taktykę krótką, trzydniową przerwą po pucharowej potyczce z Lechem Poznań. Jego podopieczni musieli jednak dołożyć do tego ofiarną walkę i równie często, co skaczących można ich było zobaczyć, jak suną pośladkami po trawie.
Przed przerwą i po niej groźnie kontrowali. Najefektowniej, gdy Popović podawał wewnętrznym podbiciem, Brożek piętą, a Jakub Bartosz wpadł w „szesnastkę” w stylu Boguskiego, którego niedługo wcześniej zmienił, lecz jego uderzenie odbił bramkarz Lechii. Najefektywniej, gdy Mączyński wypuścił w klasyczną „uliczkę” Mateusza Zacharę, a ten trafił do siatki obok Milinkovicia-Savicia.
To czwarte z rzędu ligowe zwycięstwo Wisły na własnym stadionie, skutkujące awansem na ósme miejsce, które po 30. kolejce pozwoliłoby na udział w grupie mistrzowskiej. Za tydzień znowu będzie gospodarzem, tym razem najbardziej elektryzującego wydarzenia jesieni, bo na g. 20.30 zaplanowano 193. Wielkie Derby Krakowa.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – LECHIA Gdańsk 3:0 (2:0)
Bramki: Głowacki 5, Boguski 26, Zachara 88. Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń). Żółte kartki: Peszko, Kuświk. Widzów: 9607.
WISŁA: Załuska – Jović, Głowacki, Uryga, Sadlok – Popović – Boguski (77. Bartosz), Mączyński, Brlek (84. Zachara), Małecki – Brożek (90. Żemło). Trener: Radosław Sobolewski.
LECHIA: Milinković-Savić – Janicki, Nunes (46. Stolarski), Vitoria, Wawrzyniak – Chrapek (76. Mila) – Krasić, Wolski (46. F. Paixao), Peszko – Kuświk, M. Paixao. Trener: Piotr Nowak.

Pozostałe wyniki i tabelę Lotto Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.