Twierdza padła, bo Marcel ją lubi

Koszykarze Sokoła Łańcut ponieśli pierwszą w tym sezonie porażkę na własnym parkiecie – 76:78 z Legią Warszawa – ale na trzy kolejki przed końcem rundy zasadniczej mają zagwarantowany start w I-ligowym play off z czołowej czwórki.

W tym tygodniu Sokół stracił swoich podstawowych zawodników. Najpierw Karol Szpyrka musiał poddać się w Poznaniu operacji kontuzjowanego biodra i teraz czeka go kilka miesięcy pracy nad powrotem do pełnej sprawności. Podczas środowej gierki mięsień łydki naciągnął natomiast Rafał Kulikowski. – Teoretycznie mógłby zagrać, ale nie chciałem ryzykować, że uraz pogłębi się, nastąpi zerwanie. Wolałem go dzisiaj oszczędzić, bo jeszcze dużo gry przed nami – tłumaczy opiekun gospodarzy Dariusz Kaszowski. – Powinien wrócić na następne spotkanie.
W tej sytuacji szeroką ławą zaprezentowali się rezerwowi. Nie mówiąc nawet o Tomaszu Pisarczyku i Dawidzie Bręku, którzy wyszli w piątce – długo ciężar nieśli na swoich barkach Przemysław Wrona, Bartosz Czerwonka i Marcin Pławucki, niezłą, krótszą, zmianę dał także Jacek Balawender.
– Głęboki ukłon w stronę chłopaków, że utrzymali poziom i dlatego do końca mieliśmy szanse na zwycięstwo. Pochwalę za to w szatni cały zespół – zaznacza szkoleniowiec.

Konfrontacja toczyła się w bliskim kontakcie, a kilkupunktowe najwyżej przewagi były szybko likwidowane. Zapowiedział to już początek, kiedy Sokół wyszedł na 5:0, a potem na 14:7, bo z każdej odległości trafiał Pisarczyk, ale goście zbliżali się na 9:7 i 16:14. Marcel Wilczek przypomniał się miejscowym fanom „trójką”, potem zaliczył akcję 2+1, a Michał Aleksandrowicz celował z dystansu i szarżował wzdłuż linii końcowej.
Pierwszą kwartę zamknął wynik 17:14, ale w drugiej Cezary Trybański zrazu zdominował okolicę podkoszową; dobił raz, a po jego wsadzie Legia objęła pierwsze dzisiaj prowadzenie – 19:21 i po chwili 19:23.
Później osią rezultatu był na ogół remis – 23:23, 25:25, 28:28, 30:31, 34:31, 34:33 – a utrzymywała go w sporej mierze łańcucka ławka, na czele z tyleż agresywnym (na „dzień dobry”, niemalże po piłkarsku, „wyciął” przy linii Łukasza Wilczka), co skutecznym Czerwonką. Jego zespół do przerwy wykorzystał jednak tylko dwie z 15 prób za trzy. – Szkoda, bo zwykle lepiej nam wychodził ten element – komentuje Kaszowski. – Nie wiem, czy tych punktów nie zabrakło na końcu.

Dopiero w 24. minucie zszedł na chwilę odpoczynku „Pisar” (płuca z żelaza miał dzisiaj również Szymon Rduch – obaj przebywali na placu ponad 35 minut), a Maciej Klima i Przemek Wrona z 39:43 wyrównali na 43:43. Potem jednak legionistów pociągnął Marcel, poszli za nim Arkadiusz Kobus i Michał Kwiatkowski, a na tablicy zaświeciło się 45:52. Po drugiej stronie z kolei dwie piłki w defensywie zdobył Klima, a w ataku kłuł wraz z Rduchem, Czerwonką i Pławuckim. Ten ostatni trafił z obwodu, a siedem sekund przed syreną – z półdystansu, mimo asysty pierwszego Polaka w NBA – Trybańskiego, któremu sięga niewiele powyżej łokcia.
Marcin zaczął też z dystansu czwartą odsłonę (60:56), tym samym odpowiedział Aleksandrowicz (60:59), ale wkrótce drugą „trójkę” w sezonie zdobył Wrona (65:61).
Łańcucianie spudłowali kilka nieprzygotowanych rzutów. Udało im się jeszcze obronić wynik, ale już w tamtym okresie przeciwnicy zbierali lub przechwytywali piłkę pod ich koszem, ponawiając ataki, co ostatecznie stało się jednym z powodów ich porażki. Na minutę i 37 sekund przed finałem było jeszcze 69:69, ale Mateusz Bierwagen i Kobus w ciągu minuty zmienili to na 69:75.

Szkoleniowiec Sokoła bierze czas, po którym Rduch odpala błyskawicznie za trzy. 72:75 i przerwa dla Piotra Bakuna, trenera Legii. Po powrocie Kobus egzekwuje dwa osobiste, bo sędziowie uznali, że blokujący go Pisarczyk sfaulował. Ta sytuacja budziła później największe kontrowersje. – Według mnie nie było przewinienia, ale przede wszystkim nie wiem, czy ktokolwiek to dobrze widział i jest pewny bez obejrzenia nagrania. A odgwizdanie czegoś takiego w takim momencie na niekorzyść gospodarzy prawie się nie zdarza – kręci głową Kaszowski, który po meczu długo i gorąco dyskutował na ten temat z komisarzem.
Po akcji Klimy 2+1 na 8,6 sekundy do końca Bakun jeszcze raz wziął czas, po nim Maciej sfaulował Arka Kobusa. Spadł za pięć przewinień i z ławki mógł patrzeć, jak rywal wykorzystuje pierwszego wolnego (75:78), a potem myli się p raz pierwszy dzisiaj i zatrzymuje nieprzepisowo wychodzącego z kontrą Pławuckiego. Marcin też trafił raz – 76:78 – a potem z partnerami nie zdołali już sfaulować przyjezdnych w ciągu 3,8 sekundy.

– Taka wygrana dzięki woli walki ma ogromną wartość – cieszy się Piotr Bakun, którego celem jest miejsce w czwórce przed play off. – Pierwszy raz zwyciężyliśmy w spotkaniu przebiegającym do tego stopnia „na styku”. To było nam potrzebne. Jeśli dalej będziemy tak walczyć, to nie boję się nikogo!
W zimie dołączył do jego teamu Marcel Wilczek, który ma za sobą kilka udanych lat spędzonych w Sokole i… zwycięskie ligowe powroty do łańcuckiej hali. Tak było przed rokiem z Wikaną Lublin, tak i dzisiaj. – Mam tak duży sentyment do tego miejsca, tak je lubię, że jak tu przyjeżdżam serce mocniej mi bije. Czuję tyle pozytywnych emocji, że sam lepiej się prezentuję i jeszcze chłopakom mogę trochę przekazać – uśmiecha się szeroko. – Wygraliśmy dzisiaj zespołowością, Arek Kobus i Michał Aleksandrowicz mnóstwo dołożyli, a i Mateusz Bierwagen bardzo fajnie dzielił się piłką, co nie zawsze mu się zdarza. Czy brak Szpyrki i Kulikowskiego ułatwił nam zadanie? Na pewno: oglądałem mecze z ich udziałem i Sokół wyglądał bardzo super! Ale z drugiej strony – teraz, w innym składzie, przestawiła im się gra, co było utrudnieniem, bo musieliśmy się dostosować do innych niż wcześniej warunków.

Tym samym „Sokoły” poniosły pierwszą w tym sezonie porażkę we własnej hali. Gdyby dzisiaj się udało, najprawdopodobniej „Twierdza Łańcut” utrzymałaby się końca sezonu zasadniczego, wszak zmierzą się tutaj, w 26. kolejce, jeszcze tylko z 12. w tabeli Astorią Bydgoszcz.
Z analizy tabeli wynika, że łańcucianie nie mogą już wypaść przed play off z czołowej czwórki. Ciągle toczy się gra o jak najwyższe w niej miejsce, a przed Astorią czekają ich wyjazdy do Spójni Stargard Szczeciński i GTK Gliwice.
PAWEŁ FLESZAR

SOKÓŁ Łańcut – LEGIA Warszawa 76:78 (17:14, 17:19, 23:23, 19:22)
Sędziowali: Adam Krasuski, Paweł Baran i Marcin Gandor. Widzów: 950.
SOKÓŁ: Rduch 16 (2×3, 4 prz.), Pisarczyk 14 (1×3, 7 zb., 6 as., 2 bl.), Klima 8 (4 zb.), Bręk 8 (2×3), Fortuna 3 (4 zb., 2 prz.) oraz Wrona 9 (1×3, 2 prz.), Pławucki 9 (2×3), Czerwonka 7, Balawender 2. Trener: Dariusz Kaszowski.
LEGIA: Aleksandrowicz 17 (3×3, 4 zb.), M. Wilczek 15 (1×3, 10 zb.), Bierwagen 12 (6 zb., 4 prz.), Trybański 9 (7 zb., 2 prz.), Ł. Wilczek (9 as., 4 zb.) oraz Kobus 16 (2×3, 4 zb., 2 prz.), Kwiatkowski 4, Paszkiewicz 3 (1×3), Malewski 2. Trener: Piotr Bakun.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.