Tyle zawodniczek, ile pomysłów

– Wcześniej uważałem, że pierwsza drużyna, na przykład w I lidze, powinna być taką wizytówką, a jednocześnie celem dla młodych dziewczyn. Teraz to one same będą wizytówką, a ich celem powinien być postęp sportowy. Dostaną to, co same sobie wywalczą – mówi Łukasz Kadela, szef sekcji siatkówki Wisły Kraków i wiceprezes firmy Proxima-Service.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Kilka dni temu działacze Wisły oraz sponsorującej ją firmy Proxima-Service zdecydowali, że pierwsza drużyna siatkarek wystąpi w III lidze małopolskiej, a cała sekcja ciągle będzie działać w ramach Towarzystwa Sportowego. Jeszcze w maju, po spadku z zaplecza ekstraklasy, plany były inne.
– Doszliśmy jednak do wniosku, że nie zdołamy zebrać składu na II ligę – wyjaśnia Łukasz Kadela. – Część podstawowych zawodniczek z zespołu, który został zdegradowany, stwierdziła, że chce spróbować ponownie sił w I lidze. Uznaliśmy, że lepiej postawić na dziewczyny, które są w klubie – jego wychowanki – i ich trenerkę, Iwonę Urbańczyk. Tyle że powinny zacząć od ligi, która w tym momencie jest dla nich właściwa – trzeciej.
– Chcieliście przejąć sekcję i zarządzać nią autonomicznie. Wygląda, że jest to zamierzenie nie do zrealizowania, bo dwa lata temu nie udało się już innemu sponsorowi. Nie dogadaliście się z klubem?
– Mieliśmy od klubu zielone światło i mamy je nadal; może jeszcze w przyszłości to zrobimy. Ideą było stworzenie fundacji, w ramach której działałaby dotychczasowa sekcja, a zarządzaliby nią ludzie związani z Proximą, Wisłą, środowiskiem siatkarskim. Powstawanie takiej fundacji potrwałoby jednak nawet cztery miesiące. Po drugie, usłyszeliśmy w klubie deklarację, że teraz, kiedy mocniej postawimy na młodzież i jest szansa, że osiągnie lepsze wyniki w swoich kategoriach wiekowych – łatwiej będzie pozyskiwać dotacje miejskie.
– Na czym ma polegać to mocniejsze stawianie na młodzież?
– Latem urządzamy dwa obozy; jeden dla juniorek, kadetek i młodziczek, nad morzem, a drugi dla dziewcząt już trenujących, ale nie biorących udziału w rozgrywkach. Zostanie zorganizowany w Suchym Borze na Opolszczyźnie i poza tym mogą wziąć w nim udział młodsze dzieci, dla których będzie to pierwszy kontakt z siatkówką. Po wakacjach chcemy zrobić porządny, jak najszerszy nabór i objąć szkoleniem maksymalnie dużą grupę dzieciaków.
– I gdzie się z nimi pomieścicie? Zbyt mała ilość czasu na zajęcia w tzw. Nowej Hali była bolączką od lat.
– Teraz juniorki stają się pierwszą drużyną i przenoszą do Hali Głównej, gdzie będą trenować i grać w III lidze. Miejsce po nich w Nowej Hali jest do zagospodarowania. Po drugie – myślimy o wynajęciu hali w pobliżu, gdzie odbywałaby się część zajęć. Robiliśmy to już w minionym sezonie.
Przede wszystkim jednak planujemy zorganizowanie takich „punktów Wisły” w różnych rejonach Krakowa. Przykładowo – na Kurdwanowie, w sali gimnastycznej którejś ze szkół, nasz trener urządzi nabór dziewczynek z tej dzielnicy, a potem będzie prowadził tam z nimi zajęcia. To ma dużo większy sens niż wożenie małych dzieci przez dużą część miasta, często w korkach, a w zimie – po ciemku i w zimnie. Z drugiej strony jednak, robilibyśmy wszystko, aby te dzieci identyfikowały się z Wisłą – najlepsze, gdy dorosną, zaczęłyby ćwiczyć przy Reymonta i brać udział w rozgrywkach w barwach „Białej Gwiazdy”. Chciałbym, aby w przyszłości pierwsza drużyna Wisły opierała się na wychowankach i występowała w coraz wyższej ligi.
– Owoców takiej działalności nigdy nie zbiera się od razu, a nierzadko potrzeba na nie bardzo dużo czasu.
– Mam nadzieję, że przy naszym wieku, mamy czas… Choć o tym decyduje Opatrzność…
Wcześniej uważałem, że pierwsza drużyna, na przykład w I lidze, powinna być taką wizytówką, a jednocześnie celem dla młodych dziewczyn. Teraz to one same będą wizytówką, a ich celem powinien być postęp sportowy. Dostaną to, co same sobie wywalczą. Ich trenerka, Iwona Urbańczyk namawiała nas, że niezależnie, czy pierwsza drużyna będzie w I czy II lidze, jej juniorki powinny grać w trzeciej, bo to ważne dla ich rozwoju. No to ma co chciała, choć pewnie nie myślała, że odbędzie się to w taki sposób…
Każdy, kto zajmował się szkoleniem młodzieży powie, że to bardzo wdzięczna, pełna satysfakcji praca, choćby dlatego, że wyraźnie widać jej efekty i radość podopiecznych. Jednocześnie chyba każdy przekonał się, jak trudno – co najwyżej tylko w części – przekłada się ona na osiągnięcia w kategorii seniorek. Bywają mniej utalentowane roczniki, dzieci nie robią postępów, dotykają je kłopoty zdrowotne, rezygnują przedwcześnie. Powodów może być więcej.
– Jesteśmy na to przygotowani. W naszej branży, szeroko pojętego rynku nieruchomości, na dziesięć pomysłów dwa „wypalają”. Generalnie, trzeba mieć 80 procent więcej pomysłów niż chce się zrealizować przedsięwzięć. Liczę się więc z tym, że trzeba szkolić dużo więcej dziewcząt, niż później ma wyrosnąć ligowych siatkarek. Ale myślę, że wszystkie będą miały z tego korzyść. Według mnie, sport jest dużo lepszym sposobem na wychowanie młodzieży, niż inne dziedziny.
– Wciąga również dorosłych – pan w ubiegłym sezonie zaczął chodzić nawet na sparingi…
– Z początku chodziłem, bo nie lubię mówić o czymś, w czym się nie orientuję. Potem chodziłem, bo to polubiłem. Na III ligę też będę chodził i jeździł na mecze, niezależnie od poziomu. Nie stałem się fachowcem siatkarskim, ale uważam, że oko laika też jest istotne, potrafi zauważyć rzeczy, których nie dostrzegają ludzie zajmujący się tą dyscypliną na co dzień.
– Jaką część funkcjonowania siatkówki w Wiśle będziecie finansować?
– Wszystko, na co nie starczą składki rodziców, a one nie wystarczają w pełni nawet na zatrudnienie trenerów. W pewnej mierze pomagali nam dotąd trzej inni sponsorzy – Stiebel Eltron, AGH i Compudraft.
– Teraz wydatki będą niższe niż w minionym sezonie, ale i reklama mniejsza.
– Wcześniej też nie mieliśmy zbyt dużej reklamy, nie nastawiamy się na nią. Deweloperka zajmuje mniej więcej połowę naszej działalności i koncentruje się na Krakowie, więc I-ligowa reklama w Polsce nic nam nie dawała. Druga połowa to obsługa inwestorów zagranicznych; prowadzimy ich – że tak to nazwę – po meandrach polskiej rzeczywistości, głównie urzędowej. Za granicą siatkówka nas nie wypromuje.
– Co to za sponsor, który rezygnuje z reklamy?
– Nie powiedziałem, że rezygnujemy. Jeśli coś wyniknie z naszych obecnych zamierzeń; siatkówka w Wiśle stanie na nogi, szkolenie młodzieży zacznie przynosić rezultaty – ludzie powiedzą, że to dzięki organizacji sekcji przez Proximę. To będzie dobra reklama.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.