Tylko wziąć sanki i iść na śnieg

Po udanym okresie na beniaminka I ligi koszykarzy spadły duże problemy personalne. W AGH Kraków nie ma już Kamila Sulimy.

36-latek zagrał jeszcze w niedzielę przeciwko Jamaleksowi Leszno, a potem wyjechał do rodzinnej Warszawy. – Tłumaczy to względami prywatnymi – opowiada opiekun „Agiehowców”, Wojciech Bychawski. – Był już przygotowany na ten krok; po meczu przyniósł w reklamówce wyprane stroje, wcześniej wymeldował się też z akademika.
Sulima w przerwie międzysezonowej długo nie mógł znaleźć klubu; trenował wprawdzie z Legią Warszawa, ale ta nie zdecydowała się na zatrudnienie go. W ostatnich dniach września pojawił się w Krakowie, podpisał kontrakt. – Umówiliśmy się na coś w rodzaju miesięcznego okresu próbnego, choć nie był to klasyczny try-out – wyjaśnia szkoleniowiec. – Uznaliśmy, że przez ten czas przekonamy się, czy nam odpowiada, a on sprawdzi, czy dobrze się tu czuje. Miesiąc minął, było nieźle, więc wydawało się, że już tak pozostanie do końca. I co ja mam teraz zrobić?
Podczas pobytu w krakowskim zespole zawodnik wystąpił w 10 meczach, zanotował średnio nieco ponad 14 minut i 6.2 punktu.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Jeden z głównych bohaterów „Dobrego” Waldemara Łysiaka miał takie powiedzenie: „Jeśli prześladuje cię pech, to nawet kiedy wreszcie poprosisz dziewczynę do tańca – orkiestra akurat idzie do kibla” (tu w wersji nieco złagodzonej). Można je odnieść do akademików, którzy po okresie płacenia frycowego zaczęli odważniej poczynać sobie na zapleczu ekstraklasy, zwyciężyli w trzech z czterech konfrontacji.
W minioną niedzielę ich impet złamał kark. W trakcie początkowo dobrze układającego się spotkania w Lesznie najpierw uraz kolana odniósł podstawowy podkoszowy, Damian Kalinowski. Zajęła się nim fizjoterapeutka Agnieszka Kubacka, wrócił na parkiet, ale szybko okazało się, że nie da rady biegać i skakać. W trzeciej kwarcie natomiast skręcił staw skokowy – drugi raz jesienią, ale w innej nodze – Marek Szumełda-Krzycki.
Obu badał dzisiaj współpracujący od kilku lat z akademickim klubem świetny fizjoterapeuta, dr Wojciech Dubaj. Wieczorem relacjonował telefonicznie Bychawskiemu, że Kalinowski ma osłabione więzadło przyśrodkowe kolana, które niegdyś było kontuzjowane, ale po tygodniu zabiegów będzie mógł w sobotę zagrać z nałożonym stabilizatorem. Tyle że nie będzie w tym czasie trenował. Krzycki natomiast być może będziezdolny do gry za dwa tygodnie, ale nie jest to pewne.

Niezależnie od długości procesu ozdrowieńczego tej dwójki, AGH już po raz drugi ma lukę w składzie do wypełnienia (Sulima wszak zastępował wyłączonego na dobre Macieja Adamkiewicza). – Trudno cokolwiek konkretnego powiedzieć – wzrusza ramionami szkoleniowiec. – Wiem, że jak spadnie trochę więcej śniegu, to pójdę z synkiem na sanki. A co do transferu pewności nie ma żadnej. Tak jak poprzednio: szukamy doświadczonego gracza na pozycje 2-5.
Już w najbliższą sobotę, o g. 17, „Agiehowcy” podejmą w hali przy Piastowskiej niewygodnego przeciwnika, sprawcę wielu niespodzianek, Biofarm Basket Poznań. Gdzie szukać przesłanek optymizmu w trudnej sytuacji personalnej? – Mamy II-ligowy zespół, który usiłuje sobie radzić w I lidze, walczy ambitnie. Chłopcy pracują i robią postępy – mówi trener, nawiązując m.in. do bardzo dobrej ostatnio postawy Bartłomieja Podworskiego (double-double w Lesznie) i Michała Borówki. – Pomijając tylko wykonywanie osobistych, które jest skandaliczne i natychmiast musi się poprawić.

W poniedziałek prowadzona przez Jana Domańskiego reprezentacja Akademii Górniczo-Hutniczej pokonała w rozgrywkach akademickich Collegium Medicum UJ, 101:77. Wolne dostała część ligowców, którzy w nocy wrócili z wyprawy do Wielkopolski. Dobrą formę strzelecką pokazał natomiast zdobywca 24 pkt, w tym pięciu „trójek”, Rafał Zgłobicki. Był też bliski trafienia z połowy na koniec trzeciej kwarty. Śmiał się, że zamknąłby usta hejterom, bo koledzy kpili z niego wcześniej, że kiepsko wypada w tym elemencie w konkursach, jakie urządzają sobie na zajęciach. Cztery razy zza łuku wcelował II trener ligowego teamu, Andrzej Urban. – Stawiam na Andrzeja. Sypie za trzy, a na dodatek ma ten atut, że jest już zgłoszony do rozgrywek – pół żartem, pół serio przekonywała Zofia Flasińska, kierownik drużyny, w dyskusji o możliwych uzupełnieniach kadry.
W CM UJ wystąpił natomiast Myles Jerrett, który ma za sobą staż w drugiej dywizji NCAA (a jego brat Grant zaliczył nawet epizody w klubach NBA – Portland Trail Blazers, Oklahoma City Thunder i Utah Jazz – choć więcej czasu spędził w ich zespołach filialnych). – Nad takim gościem jak ten Myles, zwłaszcza w formie sprzed roku, długo bym się nie zastanawiał. Widać u niego klasyczne koszykarskie zachowania – komentuje Wojciech Bychawski. – Wykluczają go jednak dwie kwestie: brakuje mu polskiego obywatelstwa, a przy tym już drugi rok mieszka w Krakowie i nie trenuje.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.