Uczeń dwóch mentorów

Młody krakowianin będzie II trenerem zespołu Plus Ligi. Droga Wojciecha Bańbuły do Indykpolu AZS Olsztyn wiodła przez Muszyniankę i Kęczanina.

Kilkanaście dni temu szkoleniowcem olsztynian został Krzysztof Stelmach. Szukał asystenta; Wojciech Kasza, dydaktyk krakowskiej AWF i rozlicznych kursów trenerskich, podpowiedział mu kandydaturę swojego ucznia ze specjalizacji siatkarskiej.
– Porozmawialiśmy kilka razy. Początkowo myślałem, że będę odpowiadał za przygotowanie fizyczne, bo tym się najczęściej zajmuję, ale w pewnym momencie pan Krzysztof zaproponował mi funkcję drugiego trenera – opowiada Bańbuła. – Trochę mnie to zaskoczyło, ale postanowiłem zaryzykować. Będę się zajmował oczywiście przygotowaniem motorycznym, a poza tym wszystkim, co wchodzi w zakres obowiązków drugiego trenera, czyli praktycznie tym, co każe mi robić pierwszy trener. Później rozmawiałem z działaczami AZS, dość szybko ustaliliśmy warunki, przysłali mi umowę, którą odesłałem podpisaną. W tej chwili Krzysztof Stelmach jest we Włoszech, po powrocie ma ustalić plan i datę rozpoczęcia przygotowań, pewnie do Olsztyna wyjadę na przełomie lipca i sierpnia. Myślę, że to idealna sytuacja; dla niego to dopiero druga praca, jest głodny sukcesu, a przy nim i ja mogę się rozwijać.

W najbliższym czasie będzie musiał szybko sfinalizować dwa fakultety, na których się uczy. Pisze pracę magisterską na krakowskiej AWF na kierunku wychowanie fizyczne, obronę ma wyznaczoną – już z doskoku, z Olsztyna – na wrzesień, w czerwcu ostatnie egzaminy. Wtedy również chce zakończyć dwusemestralne podyplomowe studia na AWF w Katowicach: „Przygotowanie motoryczne w grach zespołowych”.
Nigdy zresztą nie wystarczały mu jedno-dwa zajęcia równocześnie. W sierpniu i wrześniu ubiegłego roku odpowiadał za przygotowanie fizyczne siatkarek Bank BPS Muszynianki Fakro. – Wstępne założenia były nieco inne, ale skończyło się na takim okresie. Lepiej tego nie tłumaczyć, wolę mówić, że był to sześciotygodniowy staż – kwituje.
W minionym sezonie pisał plany przygotowania motorycznego dla I-ligowego Kęczanina. W ekipie z Kęt występuje zresztą jego dobry kolega ze studiów licencjackich na AWF, Mateusz Błasiak… obiekt badań do pracy magisterskiej Wojtka, która nosi tytuł: „Analiza bilansu energetycznego na przykładzie zawodnika uprawiającego siatkówkę”.
Od dawna jest również trenerem personalnym w jednym z krakowskich klubów fitness. – To dobre miejsce pracy, bo można sobie dozować obowiązki, a co za tym idzie także zarobki; wszystko zależy, ile czasu się temu poświęca – tłumaczy. – Miałem dużo innych zajęć, więc ograniczałem się do zarabiania na utrzymanie. Jest to jednak ciekawy fach, na dodatek poznałem sporo ludzi, choćby kulturystów, dzięki czemu zacząłem dużo uczyć się o dietetyce, żywieniu, suplementacji. Pomagam też w przygotowaniu fizycznym krakowskiemu gimnastykowi.

Jest rodowitym krakusem; siatkówkę ćwiczył niezbyt długo w III-ligowym Wawelu pod okiem Roberta Ratajczaka. Potem trafił do IV-ligowego MKS Biskupice. wywalczyli awans do III ligi, w której zanotowali całkiem niezły sezon, po czym zespół został rozwiązany, ze względu na kłopoty finansowe.
Występuje na rozegraniu; podkreśla, że największy postęp jako zawodnik zrobił dzięki treningom w uczelnianej sekcji AZS z Wojciechem Kaszą. – Uważam, że swoją klasę jako szkoleniowiec pokazał choćby na ostatnich akademickich mistrzostwach Polski. Byliśmy zlepkiem zawodników II- i III-ligowych, a on nas tak przygotował i poustawiał, że pokonaliśmy zespoły ze znacznie większym potencjałem. Zajęliśmy piąte miejsce, a mogliśmy być nawet wyżej – dowodzi Bańbuła.

Miał w życiu szczęście, bo spotkał dwóch mentorów, którzy go ukształtowali i pomogli w rozwoju. Jednym jest Kasza, tak na płaszczyźnie dydaktycznej, jak i projektowania kariery („Otworzył mi sporo dróg„).
Pierwszym był natomiast Przemysław Gaszyński, nauczyciel WF w VIII LO w Krakowie. – Miałem z nim lekcje tylko w pierwszej klasie, ale od tego czasu zaprzyjaźniliśmy się. Jestem kierownikiem na obozach dla młodzieży, które organizuje – opowiada Wojtek. – To niezwykły pasjonat i społecznik. Mógłby zrobić gdzieś karierę trenerską, ale woli pracować z młodzieżą. Kiedyś sobie wymyślił, że stworzy w naszym ogólniaku drużynę koszykarek. Pozbierał dziewczyny, które nie miały z ta dyscypliną zbyt wiele wspólnego, wyszkolił i co roku VIII LO gra w finałach Licealiady. Moje zainteresowanie kwestiami przygotowania motorycznego jest jego zasługą; dzisiaj czytam na bieżąco ukazujące się nowości, ale kiedyś wszystkiego dowiedziałem się od niego.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.