Udana inauguracja sezonu na kalesony

Po bardzo ciekawym meczu piłkarze krakowskiej Wisły ulegli u siebie, 2:3, Górnikowi Zabrze, który dzięki temu umocnił się na pozycji lidera Lotto Ekstraklasy.

W takich przypadkach mówi się, że historia zatoczyła koło. Pierwszego gola w tym sezonie Rafał Boguski zaliczył 29 lipca w konfrontacji z Górnikiem Zabrze, po dobitce strzału Kamila Wojtkowskiego, który trafił w słupek. Potem wiodło mu się różnie, niekiedy nie pojawiał się na placu, a zawsze schodził z niego przed upływem 90 minut. Za to dzisiaj zanotował drugiego gola, znowu z Górnikiem, uzyskując prowadzenie po dobitce strzału Macieja Sadloka z dystansu, odbitego przez Tomasza Loskę, umieszczając piłkę w siatce z niewygodnego, ostrego kąta.
Niewykluczone też, że historia zrobi jeszcze jedną rundkę. Julian Cuesta po raz ostatni wystąpił w tym sezonie w spotkaniu z Wisłą Płock, opuszczając boisko w II połowie, z kontuzją. Od pewnego czasu jest już zdrowy i może wrócić do bramki „Białej Gwiazdy” w najbliższej konfrontacji… z Wisłą Płock. Michał Buchalik, który długo radził sobie z powodzeniem, dzisiaj fatalnie spatałaszył przy uderzeniu z dystansu Damiana Kądziora, które wtedy przyniosło wynik 1:3, a w ostatecznym rozrachunku dało przyjezdnym zwycięstwo.
Nie popisał się również, kiedy na tablicy zaświeciło się 1:2, po tym, jak Rafał Kurzawa idealnie przymierzył przy bliższym słupku wprost z rzutu rożnego. Był to piąty w tych rozgrywkach gol stracony przez Wisłę po kornerze i aż dwunasty zdobyty w ten sposób przez zabrzan (choć pierwszy bezpośrednio z rogu i pierwszy przez Kurzawę).

Była to też nieformalna inauguracja sezonu na kalesony przy Reymonta – pierwsza w bieżących rozgrywkach konfrontacja przy temperaturze oscylującej około zera i prószącym falami śniegu, którego obfite ślady otaczały murawę. Kto jednak zrezygnował z bawełnianych przejawów wyższości wygody nad elegancją nie zmarzł raczej, bo w drugiej połowie emocji i powodów do zrywania się z miejsca miał mnóstwo.
Zrazu zgromadzonych rozgrzał – nomen omen – VAR. Kiedy już wszyscy zapomnieli, że były jakieś protesty po uderzeniu Szymona Żurkowskiego, zaczął się proces wideoweryfikacji, po którym Daniel Stefański podyktował karnego za rękę Zorana Arsenicia. W 55. minucie pewnie wyegzekwował go Igor Angulo, wyrównując. – To wpłynęło na moich piłkarzy fatalnie na płaszczyźnie psychologicznej. VAR powinien być instrumentem używanym w momencie powstania wątpliwości, a nie dwie minuty później, bo to źle działa i na zawodników, i na futbol – do tego tematu Kiko Ramirez powracał na konferencji dwukrotnie, perorując długo, z irytacją. – Nie mam pretensji do samych sędziów, wadliwe są zasady VAR, które trzeba zmienić. Podobne sytuacje widziałem też w meczach innych drużyn.
Niezależnie od słuszności, czy niesłuszności tych poglądów, wartość zespołu poznaje się m. in. po tym, jak radzi sobie z problemami. A jego podopieczni drugą połowę zaczęli inercyjnie, a po karnym rozkrochmalili się zupełnie. Goście zaaplikowali im dwie kolejne, opisywane wyżej sztuki, aż wreszcie z boiska wyleciał Arkadiusz Głowacki, który sfaulował wybiegającego dynamicznie z kontrą Kurzawę i zobaczył drugą żółtą kartkę.

To jednak zmobilizowało krakowian. Carlitos już przed przerwą dwukrotnie uczestniczył w akcjach mogących przynieść 2:0. Najpierw wypuścił mądrze Jezusa Imaza, jednak ten po minięciu golkipera nie trafił do bramki. Chyba dlatego w drugiej sytuacji już mu nie podał, choć tamten wybiegał na doskonałą pozycję, tylko strzelał sam – niecelnie. W 77. minucie Carlos Lopez „skleił” idealnie wrzutkę Jakuba Bartkowskiego od linii bocznej, jeden ze stoperów się poślizgnął, drugiego minął i uderzył precyzyjnie w długi róg. 2:3.
Zabrzanie mogli oszczędzić sobie nerwów, lecz najpierw Angulo wywrócił się, wybiegając sam na sam z Buchalikiem, a niedługo Maciej Ambrosiewicz ostemplował poprzeczkę.
Każdorazowo, kiedy gospodarze wychodzili z własnej połowy z piłką, podnosił się harmider, ale wymiernym efektem ich starań o wyrównanie był tylko wzrost decybeli.

– Chciałbym pochwalić moich zawodników, że wytrzymali ostatnie dni, bardzo intensywne sportowo i emocjonalnie. Wykazali się także konsekwencją dzisiaj, gdy mecz nie układał nam się tak, jak to sobie zaplanowaliśmy – trener Górnika, Marcin Brosz mówił w zdystansowany sposób. Podziękował zabrzańskim kibicom za zgarnięcie śniegu z bocznego boiska, aby jego team mógł potrenować przed dzisiejszym spotkaniem. Nie zmienił wyrazu twarzy nawet, gdy pytanie zadawała mu postać w przebraniu Św. Mikołaja. Był jednak tak rozentuzjazmowany zwycięstwem, że po zakończeniu konferencji ruszył przez salę i uścisnął dłoń ponad dwudziestu zgromadzonym tam osobom.
Wiślacy przed Świętami Bożego Narodzenia nie opuszczą już miasta. W niedzielę, 10 grudnia, o g. 15.30, podejmą Wisłę Płock. W środę, 13.12, o g. 20.30, na swoim stadionie czeka na nich Cracovia i Wielkie Derby Krakowa. Natomiast 17.12, o g. 18 zmierzą się przy Reymonta z Zagłębiem Lubin.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – GÓRNIK Zabrze 2:3 (1:0)
Bramki: Boguski 21, Carlitos 77 – Angulo 55 k, Kurzawa 63, Kądzior 72. Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Żółte kartki: Głowacki, Basha, Arsenić, Sadlok, Wasilewski – Matuszczyk, Wolniewicz, Ledecky. Czerwona: Głowacki (73. – za drugą żółtą). Widzów: 16 808.
WISŁA: Buchalik – Bartkowski, Głowacki, Arsenić, Sadlok – Perez, Basha (77. Wasilewski) – Wojtkowski (67. Brożek) – Boguski (69. Małecki), Carlitos, Imaz. Trener: Kiko Ramirez.
GÓRNIK: Loska – Wolniewicz, Wieteska, Suarez, Koj – Kurzawa, Żurkowski, Matuszek, Kądzior (90. Grendel) – Wolsztyński (70. Ambrosiewicz), Angulo (90. Ledecky). Trener: Marcin Brosz.

Pozostałe wyniki i tabelę Lotto Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.