W 3. secie cukierek, w czwartym psikus

Siatkarki Developresu SkyRes Rzeszów wygrały pierwszą partię w tym sezonie, były też bliskie zdobycia dziewiczego punktu, ale uległy Tauronowi MKS Dąbrowa Górnicza, 1:3.

Ekipa znad Wisłoka straciła w październiku jedenaście setów z rzędu, na co złożyły się również pierwszy i drugi w dzisiejszym spotkaniu. Na ogół musiała w nich gonić rywalki. Przez prawie cały inauguracyjny (tylko na wstępie było 2:0, 4:3 i 6:5) oglądała je z perspektywy 2-4 punktów, a różnicę udało się zminimalizować, kiedy uniemożliwiła Michy Hancock posyłanie szybkich, płaskich wystaw na skrzydła, dzięki czemu częściej nadążał jej blok. Przy stanie 15:16 jednak sprawę w swoje ręce wzięła Karolina Różycka, a przy 21:22 najpierw w ponowieniu skończyła akcję Deja McClendon, a na 21:24 i 22:25 – blokiem na krótkiej cudzej i krótką własną – meldowała się Kamila Ganszczyk.
Następna część różniła się szczegółami. Aktywa rzeszowianek najwyraźniejsze były przy 5:4 (z 2:4) i 10:10 (z 8:10), za to pościg powiódł się im przy 23:23, kiedy Paulina Głaz zrobiła to, co wcześniej Joanna Kapturska i Agata Skiba – uderzyła w kontrze po rękach. Miejscowe nie zdołały jednak we dwójkę „zaczapować” Różyckiej, a dobiły się same uderzeniem w aut poprzedzonym niedokładnym przyjęciem.
23:25, a kapitan przyjezdnych, uhonorowana później nagrodą MVP, Eleonora Dziękiewicz mówiła: – Nie zapowiadało się, że mecz później stanie się trudny, bo te dwa sety były w miarę spokojne. Potem trochę uciekła koncentracja, a przeciwniczki coraz lepiej broniły.

Zanim jednak gospodynie zaczęły odbijać w defensywie piłkę za piłką, a Magdalena Hawryła i Dominika Nowakowska (po dobrej zmianie w drugiej odsłonie, w trzeciej została w podstawowym składzie) wyżywały się nad siatką – wszystkie dały popis niefrasobliwości. Równo grając w ataku wysforowały się na 16:8, a psując nagminnie i nadziewając na blok zobaczyły na tablicy 16:15…
Przejęły jednak inicjatywę i w decydującym fragmencie zwyciężyły 9:4, a na starcie czwartej partii nie wypuszczały jej z rąk – 5:1, 10:7.
– Developres to twardy zespół, prezentował się dzisiaj dużo lepiej niż we wcześniejszych spotkaniach, które oglądaliśmy na wideo. W ważnych momentach znaleźliśmy jednak nowe rozwiązania – tłumaczy szkoleniowiec MKS, Juan Manuel Serramalera, który nie dał wytchnienia nękanej niemiłosiernie serwisem McClendon, za to na pewien czas zluzował Hancock za pomocą Natalii Piekarczyk.

Jego podopieczne odwróciły zapis na 10:10 i 10:13 (przerwy brał wówczas trener miejscowych, Mariusz Wiktorowicz), ale po chwili było znowu remisowo (13:13, 16:16), a potem nawet 19:16, 23:20. Ścięcia Kapturskiej zaowocowały trzema setbolami (24:22 i 25:24). Ona też mogła zamknąć sprawę zaraz za pierwszym razem, po własnym wybloku, lecz zatrzymała ją Ganszczyk, a Rebecca Perry wyrównywała na 24:24 i 25:25. Rzeszowianki w ten halloweenowy wieczór nie dość, że nie dostały kolejnego cukierka, to psikusa zrobiły sobie, rozbijając się o dłonie Dziękiewicz (25:26) i nie odbierając podania Ganszczyk (25:27).
Wiktorowicz i Kapturska jednym głosem mówili o niedosycie, dobrej postawie swojej drużyny nie nagrodzonej wymiernymi zdobyczami oraz nadziei, że podobna jakościowo gra i determinacja powinny dać punkty już w najbliższą środę w Legionowie.
PAWEŁ FLESZAR

DEVELOPRES SKYRES Rzeszów – TAURON MKS Dąbrowa Górnicza 1:3 (22:25, 23:25, 25:19, 25:27)
Sędziowały: Anna Banaś i Magdalena Niewiarowska (Warszawa). Widzów: 300.
DEVELOPRES: Bonczewa 1 pkt, Głaz 10, Otasević 2, Kapturska 20, Skiba 16, Hawryła 11 oraz Borek (l), Jelić, Warzocha, Budzoń, Nowakowska 6, Jagodzińska 1. Trener: Mariusz Wiktorowicz.
MKS: Hancock 1, McClendon 12, Ganszczyk 11, Perry 22, Różycka 15, Dziękiewicz 9 oraz Strasz (l), Piekarczyk, Pavan, Urban. Trener: Juan Manuel Serramalera.

Komentowanie zablokowane.