W Lotto nie ma pewnych liczb

Na zakończenie pierwszej rundy odbył się w Krakowie ciekawy mecz, w którym piłkarze Wisły pokonali Górnika Łęczna, 3:2. Wszystkie gole dla nich zdobył Rafał Boguski.

Jeszcze we wczesne niedzielne popołudnie te drużyny sąsiadowały w tabeli, ale od g. 15.30 przewaga gospodarzy znacznie przewyższała dzielący je jeden punkt. Mimo padającego bezustannie deszczu, piłka kleiła się im do nóg. W kilku pomysłowych akcjach zabrakło precyzji przy ostatnim podaniu. W paru innych – niezawodności przy strzale: Mateusz Zachara na czystej pozycji powinien kopać lewą nogą, ale uczynił to niby pewniejszą prawą, za to słabiej, natomiast Paweł Brożek obsłużony przez Bobana Jovicia mógł przyjmować na 10. metrze zamiast od razu lekko strzelać w ręce Sergiusza Prusaka. Ten ostatni ładnymi paradami odbił też uderzenia Patryka Małeckiego (dwa) i Krzysztofa Mączyńskiego.
Był jednak bezradny przy bramkach. Najpierw Maciej Sadlok posłał świetny, kilkudziesięciometrowy pass o trzy metry od linii bocznej, Zachara zabrał się z nim w pole karne, wycofał do Boguskiego, który trafił tuż przy bliższym słupku. Potem Petar Brlek odebrał futbolówkę przeciwnikowi na jego połowie, następnego minął dryblingiem, wypuścił po prawej Jovicia, który znalazł na środku „Bogusia”. Ten zamknął sprawę inaczej niż poprzednio, ale również technicznie – półgórnie, w długi róg.
– Mieliśmy wtedy totalną kontrolę, ale później to się spod niej wymknęło – analizuje Dariusz Wdowczyk, szkoleniowiec „Białej Gwiazdy”, dla której była to siódma ligowa konfrontacja bez porażki (a licząc Puchar Polski nawet dziewiąta). – Muszę pochwalić zespół, że do końca walczył o zwycięstwo.

W 39. minucie z rogu dośrodkował Javier Hernandez, osamotniony Richard Guzmics uwiązł pomiędzy Grzegorzem Boninem a Krzysztofem Danielewiczem, za plecami tego drugiego, który wyskoczył i główkował nie do obrony.
W pierwszym kwadransie po przerwie miejscowi klasycznie odpuścili pole. Był to jedyny okres inicjatywy łęcznian. Kiedy Alan Uryga sprowadził do parteru Hernandeza, sędzia podyktował karnego, pewnie wyegzekwowanego przez Szymona Drewniaka.
Jeszcze przy stanie 3:2 Maciej Szmatiuk znalazł się po kornerze na najwyższym pułapie i po jego główce można było wyobrazić sobie piłkę w siatce, jednak okazała się ona minimalnie niecelna.

Zwycięstwo dał miejscowym Boguski: pobiegł do końca za akcją, którą zaczął środkowym korytarzem, a po podaniu Brożka i interwencji Prusaka wyprzedzającego Zacharę kopnął do „pustaka”. Mógł zaliczyć także czwartego gola, ale do centry Małeckiego wyskoczył trochę nie w tempo i w efekcie główkował nieznacznie nad poprzeczką.
Zmieniany przed ostatnim gwizdkiem mógł posłuchać zaśpiewu trybun: „Bogusia mamy, na Ligę Mistrzów czekamy”. W sferze humorystycznej skomponowało się to z żarcikiem spikera, który chwilę wcześniej prosił kibiców gości o pozostanie na swoich miejscach przez dwadzieścia minut, a przemawiał do puściuteńkiego sektora.

Kilka lat temu w jednym z serwisów internetowych ukazała się informacja o przymiarkach pewnego klubu do ściągnięcia Grzegorza Piesio. W komentarzu pod spodem tak samo dowcipny, jak poirytowany fan napisał: „Po co taki transfer!? Nam są potrzebne wygłodniałe wilki, a nie Piesio!”. Dzisiaj Grzesiek pokazał kły, czy może raczej – łokcie, którymi operował wysoko. Zaraz po wejściu na boisko przydzwonił Joviciowi, za co dostał żółtą kartkę. Drugą zobaczył za lżejsze przewinienie w doliczonym czasie i zszedł do szatni, kiedy jego drużyna zbierała się do ostatniego szturmu.
– Mam różne informacje na temat tego wydarzenia, m.in. taką, że był prowokowany. Dlatego nie chcę w tej chwili wyciągać wniosków. Jeśli potwierdzi się jego wina, to na pewno zostanie ukarany – mówi opiekun gości, Andrzej Rybarski. – Największym naszym problemem jest jednak prawa obrona i Wisła wykorzystała to dobitnie. Niektórych sytuacji nie powinno być i niektórych ludzi nie powinno być…
Trener wygłosił też frazy tyleż filozoficzne, co nieco hermetyczne: – Dziennikarze mnie pytają czasem, czy wierzę w szczęście. A co to jest szczęście? Czy to co z niebios, czy pewne sytuacje na boisku? Czy trzy bramki dla Wisły to szczęście sędziego? Przepraszam – szczęście Wisły?
Niezależnie, czy ten błąd był freudowski, czy zamierzony – przyciśnięty przyznał, że ma pretensje do arbitra o dwa spalone Zachary: centymetrowy przy pierwszy golu i wyraźny przy trzecim. Miejscowi z kolei zarzucali Krzysztofowi Jakubikowi, że niesłusznie podyktował „jedenastkę” i nie dał bezpośredniej czerwonej kartki za faul na Joviciu.

A w refleksyjnym nastroju wywołanym przez Andrzeja Rybarskiego rodzi się również pogląd, jak złudne w Lotto Ekstraklasie są już nie tylko wrażenia, ale nawet liczby.
Wszak Wisła do dziś jeszcze nie obmyła się w pełni z szyderstwa, jakie spłynęło na nią w lecie; wskutek afer właścicielskich, ale i opłakanej postawy sportowej. W tabeli zamykającej pierwszą rundę uplasowała się jednak na dziesiątej pozycji, wyprzedzając Cracovię, która pewnie pokonała ją w derbach, a za sporo innych występów była chwalona, niekorzystne rezultaty zaś zganiano – niekiedy słusznie – na pecha. Mało tego, tyle samo punktów co „Pasy” mają ekipy odprawione na stadionie przy Kałuży z pokaźnym bagażem bramek: Piast Gliwice (5) i Korona Kielce (6)…
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – GÓRNIK Łęczna 3:2 (2:1)
Bramki: Boguski 8, 33, 62 – Danielewicz 33, Drewniak 59 k. Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce). Żółte kartki: Małecki, Jović, Brlek – Drewniak, Piesio, Bonin. Czerwona: Piesio (90. – druga żółta). Widzów: 10 362.
WISŁA: Załuska – Jović, Uryga, Guzmics, Sadlok – Boguski (84. Bartosz), Mączyński, Brlek, Małecki (90. Pietrzak) – Zachara (84. Cywka), Brożek. Trener: Dariusz Wdowczyk.
GÓRNIK: Prusak – Sasin, Szmatiuk, Gerson, Leandro – Bonin, Tymiński, Drewniak, Hernandez (65. Dzalamidze) – Danielewicz (78. Piesio) – Grzelczak (56. Śpiączka). Trener: Andrzej Rybarski.

Pozostałe wyniki i tabelę Lotto Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.