W obręczy marzeń

Ten nowatorski film udowadnia, że rzeczywistość może być ciekawsza i bardziej poruszająca, niż wszystko, co są stanie wymyślić scenarzyści i pisarze.

Dzisiaj takich obrazów jest multum. Wystarczy chwila zappingu o dowolnej porze, żeby wyskoczył serial reality, czy to o trudach i niebezpieczeństwach pracy policjantów na rodzimych drogach i bezdrożach (ale wtedy za bohaterów podstawieni są aktorzy), czy o życiu Polek w Hollywood, gdzie jak najbardziej autentyczne kobiety są gosposiami w domach milionerów. I mnóstwo innych.
Steve James, Frederick Marx i spółka na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku przecierali jednak szlak w tym gatunku, na pewno też nie przyświecało im koszenie „kapusty” z reklam. Kręcili przez cztery lata, montowali przez następnych parę miesięcy, aby stworzyć jeden, blisko trzygodzinny dokument. Kamera towarzyszyła przez cały okres nauki w liceum (high school) dwóm koszykarskim talentom z papierami na grę w NBA, Williamowi Gatesowi i Arthurowi Agee.
Za wytrwałość i inwencję twórców premiowano nominacją do Oscara, dwiema głównymi nagrodami festiwalu Sundance, gdzie docenia się to, co oryginalne i wartościowe, a także ośmioma innymi wyróżnieniami, w tym amerykańskich stowarzyszeń reżyserów, krytyków i montażystów.

To nie film fabularny, w którym najważniejsze jest finałowe rozstrzygnięcie intrygi (no chyba że taki, jak Życie Carlita, zaczynający się od monologu umierającego na noszach, postrzelonego Ala Pacino). Łatwo można sobie wyguglać, że William i Arthur nie trafili do najlepszej ligi świata, ale też w miarę nieźle wylądowali, choć wychowali się w piekle. Cabrini Green Project było murzyńskim gettem w Chicago, spełnieniem marzeń komunistycznej propagandy.
Henryk Wilk tak pisał o nim w Olimpijczykach i kowbojach:
„Zobaczycie skupisko mrówkowców z szybami powybijanymi podczas bójek rodzinnych, sąsiedzkich lub gangsterskich, ujrzycie okna i balkony osłonięte drucianą siatką, mającą zapobiegać dobrowolnym lub wymuszonym wypadnięciom. Jeśli będziecie mieli pecha i wasz samochód będzie musiał zatrzymać się się pod czerwonymi światłami, rozglądajcie się czujnie, miejcie oko na grupki młodych i starych ludzi opartych o ściany domów lub siedzących na narożnych barierkach, a gdyby któryś z nich ruszył w waszą stronę, naciskajcie gaz do dechy, nie zważając na światła ani na to, co dzieje się na jezdniach.
(…) W Cabrini-Green codziennie ginie człowiek. Nikt nie jest bezpieczny w swoim mieszkaniu. Nikt nie zna dnia ani godziny”.
Osiemnaste urodziny Arthura. Jest tort, świeczki, goście, wszystko jak trzeba, a mama mówi: „Należy mu pogratulować, bo nie wszyscy w sąsiedztwie dożywają jego wieku”.

Wilk pisał również:
„Mimo wszystko jednak rzućcie spojrzenie między bloki, tam, gdzie wyasfaltowane poletka i tablice do kosza… Tam właśnie rodzą się na kamieniu najniezwyklejsze talenty koszykarskie. Między handlarzami narkotyków, zawodowymi gangsterami, prostytutkami i alfonsami, między chorymi i bezrobotnymi, objawiają się i umierają następcy Wilta Chamberlaina.”
Wy możecie spojrzeć tam okiem kamery. I zrozumieć, jak absurdalne są klepane współcześnie dyrdymały o bazach i szkoleniu. Bazą dla wyczynowego sportu we wszelkich dyscyplinach są rzesze takich właśnie dzieciaków i ich entuzjazm (czyli to czego np. w Polsce już prawie nie ma), a zamiast szkolenia w pierwszych fazach kariery prowadzi je nielimitowany ładunek zdolności. Będziecie mogli podziwiać, jak szybkie ręce i nogi maja ci czarni chłopcy, jak finezyjną – choć wyszlifowaną w spartańskich warunkach – technikę.
I bezgraniczną, bezwarunkową miłość do basketu. Camp w St. Joseph High School, gdzie będą uczyć się William i Arthur, odwiedza absolwent szkoły Isiah Thomas, który wówczas wspiął się na szczyt i dwukrotnie zdobył mistrzostwo NBA w barwach Detroit Pistons. Kilkuset nastolatków siedzących na trybunie zachowuje się, jakby znaleźli się w obliczu osobowego boga.

W tym filmie raczej nie ma ściemy, a już na pewno – lukru.
Testy na początku liceum obnażają, że Arthur jest na poziomie czwartej klasy podstawówki – chodził do niej głównie po to, by spotykać dziewczyny i kumpli, grać w kosza. Ma słabe wyniki, traci stypendium, więc część czesnego muszą płacić rodzice, których na to nie stać. Wylatuje z St. Joseph i trafia do dużo słabszej Marschall High School. Kamera pokazuje, jak jego tato kupuje narkotyki, potem opuszcza rodzinę. Mama jest na zasiłku, nie mają pieniędzy nawet na czynsz, odcinają im prąd i gaz. Jego brat handlował dragami, potem zamknęli go w więzieniu za rozbój. Z kolei Arthura napadają na ulicy bandyci.
18-letniemu Williamowi rodzi się dziecko. – Będę lepszym ojcem niż mój stary. On jest nim tylko biologicznie, a nie faktycznie – mówi z goryczą i mściwością.
Boryka się z kontuzją kolana, ma kłopoty z uzyskaniem odpowiedniej ilości punktów na egzaminie zamykającym liceum i kwalifikującym do college’u. W domu codziennie widzi dowód, że sam talent nie daje nic – brat go miał, ale brakło mu charakteru i samozaparcia, więc teraz odbija się pomiędzy różnymi posadami i bezrobociem, a tyjąc coraz mniej przypomina koszykarza.

Ten dokument może poruszyć każdego, kto nie interesuje się sportem. A ze względu na długie sekwencje gry zachwyci fanów basketu.
Poziom meczów, pełne fantazji akcje i kilkutysięczne żywiołowo reagujące widownie – są tak urocze, nostalgiczne i atrakcyjne, jak rap wczesnych lat 90. słuchany przez Arthura z magnetofonu „jamnika”.
PAWEŁ FLESZAR

W OBRĘCZY MARZEŃ. Tytuł oryginalny: Hoop Dreams. Produkcja: USA. Rok: 1994. Reżyseria: Steve James. Scenariusz: Steve James, Frederick Marx. Zdjęcia: Peter Gilbert. Muzyka: Ben Sidran. Montaż: Steve James, Frederick Marx, William Haugse. Obsada: William Gates, Arthur Agee, Emma Gates, Curtis Gates, Arthur Bo Agee, Sheila Agee, Gene Pingatore, Luther Berford, Isiah Thomas, Catherine Mines.
*stopka na podstawie filmweb.pl

Komentowanie zablokowane.