W oczekiwaniu na pozytywnego kopa

Dzisiejsze zajęcia wiślaków na obiektach w Skotnikach skończyły się szybkim „dziadkiem” kilku piłkarzy i dwóch trenerów, ale wcześniej były dosyć monotonne. Od 9.30 – co godzinę inna z czterech grup – zawodnicy biegali wokoło sztucznego, otwartego boiska. W antraktach pobierano im z palców krew, której analiza wskaże stopień ich wytrenowania. Pomocnik krakowskiej drużyny, Cezary Wilk uśmiechał się przemierzając kolejne kilometry. – Nie, nie, to chyba jakiś przypadek – protestuje żartobliwie. – Ciągle pan to widział? To raczej grymas na twarzy, niż uśmiech. Aż tak biegać nie lubię, żebym się śmiał…
– Grymas zmęczenia?
– To był bieg do kresu wytrzymałości organizmu. Kiedy zawodnik czuje, że dalej nie może pobiec, to wtedy jest „stop”. Wtedy wychodzą właściwe, oczekiwane wyniki badań wydolnościowych. Kosztuje to trochę wysiłku.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

– Nie lubi pan biegać? Na boisku na to nie wygląda.
– Rzeczywiście. Ale to jest pogoń za piłką, za przeciwnikiem; biegnie się po coś. Natomiast biegania dookoła boiska albo po lesie chyba żaden z zawodników nie lubi. Ale przyszedł po prostu akurat taki okres w roku, że trzeba to wykonać. Generalnie, wszystko jest w porządku w dotychczasowych zajęciach, dobrze się czuję. Są cięższe niż te w trakcie sezonu, ale muszą tak teraz wyglądać.
– Myślałem, że śmieje się pan myśląc o przyszłości swojej drużyny…
– Widzę ją jak najbardziej jasno. Zresztą do wszystkiego w życiu staram się podchodzić pozytywnie. Z Wisłą to tym prostsze, że mamy ku temu powody. Mamy silny zespół, bardzo liczną kadrę. Większość kolegów, poza Radkiem i Rafałem, jest w pełni sił. Możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość.
– Do najbliższego meczu zostało… Liczy pan dni?
– Niecałe trzy tygodnie. Coraz mniej czasu. Wszyscy czekamy z utęsknieniem na te mecze.
– Nadchodzący okres treningów, plus kilka pierwszych meczów powinny być kluczowe. Najpierw, żeby się właściwie przygotować, a potem wygrać parę konfrontacji. Jeśli to się uda, to reszta powinna już pójść niejako siłą rozpędu?
– Zawsze początek rundy, pierwsze spotkanie, mają duże znaczenie. Drużyna nabiera wiary we własne możliwości, w wypracowaną formę. Daje to kopa. Rzeczywiście, będzie to ważny moment.
– To na dodatek jest gra w kategorii: „wóz albo przewóz”. Kiedy zaczyna pan rundę w lidze, ma pan jeszcze kilkanaście spotkań na poprawki. Po kiepskiej inauguracji w Lidze Europy zostaje już tylko rewanż. Superpuchar to w ogóle tylko jedna konfrontacja.
– No tak, ale przyzwyczailiśmy się do tego, że w takim klubie jak Wisła jest ciągle presja. Każdy umie z tym sobie poradzić.
W której konkurencji będzie łatwiej? Gdyby musiał pan wybierać między powodzeniem w T-Mobile Ekstraklasie, Pucharze Polski, Superpucharze, Lidze Europy, to na co by pan wskazał?
– Twierdzę, że możemy walczyć na wszystkich frontach.  Z niczego bym nie rezygnował. Mamy na tyle szeroką i silną kadrę, że przy dobrym starcie w tej rundzie możemy się liczyć w każdej rywalizacji.
– Radosław Sobolewski powoli wraca do zdrowia, więc pan będzie ciągle kapitanem.
– Tak się złożyło w poprzedniej rundzie, że kiedy odniósł kontuzję, to ja miałem przyjemność przejąć jego funkcję. Ale tylko w zastępstwie, na boisku. W drużynie Wisły jest jeden kapitan, Radek Sobolewski. Zawsze to powtarzam.
– Tak czy owak, trzeba wyjść z opaską na ramieniu i pełnić obowiązki. Jak to jest dowodzić taką wielonarodową grupą?
– Jest to duży honor, satysfakcja. Osobiście czuję się z tym bardzo fajnie. Chyba każdy czułby ogromną dumę. Być kapitanem zespołu z taka historią, wspieranego przez tylu kibiców to jest naprawdę bardzo miłe doświadczenie.
– To chyba nie tylko funkcja honorowa, choćby relacje z sędziami wymagają cierpliwości i opanowania?
– Z sędzią trzeba dyskutować i tyle. Bo on tak samo popełnia błędy jak zawodnicy. W trakcie meczu są emocje, ale potem wszystko opada. Na chłodno można to przeanalizować, a później nie ma co wracać do takich czy innych sytuacji.
Rozmawiał PAWEŁ FLESZAR

Wywiad z trenerem Wisły, Kazimierzem Moskalem można przeczytać TUTAJ

Skomentuj