W tym disco Maciek robi wszystko

Nowy Rok, stary Sokół. Na powitanie drugiej rundy sezonu zasadniczego I ligi łańcuccy koszykarze odnieśli 14. zwycięstwo – 86:72 z Zetkamą Doral Nysą Kłodzko.
Gospodarze pokazali styl z jesieni 2017, ze znanymi zaletami, ale i przywarami. Nie mogli złapać regularności, więc gra przypominała ruchy oceanu, z tym że przypływy i odpływy nie były spowodowane obrotowym ruchem ziemi, zmieniającą się siłą przyciągania Księżyca i Słońca, tylko niestarannością w ataku, stratami, fragmentami defensywy na wyprostowanych nogach. – To nasz pierwszy mecz po długiej przerwie i stąd ten brak stabilizacji – uważa ich kapitan, Maciej Klima. – Obawiałem się go, bo na treningach wyglądaliśmy różnie, raz lepiej, raz gorzej. To jednak też taka dyscyplina, w której wynik zmienia się falami.

Początek był miniaturą całości, bo Rafał Wojciechowski odpowiadał raz po raz na dobrą grę na pick’n’rollach Kamila Zywerta z Rafałem Kulikowskim i Klimą. 3:0 – 3:2, 6:2 – 6:4, 8:4 – 8:6. A kiedy dołączył Tomasz Stępień, zrobiło się nawet 10:11 i 12:13. Akcje Klimy w obronie i ataku, „trójka” Adriana Warszawskiego przy pierwszym dotknięciu piłki i 2+1 Marka Zywerta napompowały przewagę do 22:15 i 24:16. Po chwili jednak było już 24:22 i 26:24, bo goście bezwzględnie wykorzystywali wszelkie pomyłki miejscowych i każdą okazję do kontry.
Artur Włodarczyk dał kolegom oddech punktowy, zanim zaczerpnęli oddechu w przerwie, bo w ciągu dwóch sekund przekozłował znaczną część boiska i trafił zza łuku równo z syreną kończącą pierwszą kwartę. Kontynuowali to na początku drugiej, zaświecili na tablicy 41:27, ale za moment oglądali na niej już 41:34.
„Warszawa”, który wraz z „Włodarem” i Maciejem Parszewskim dawał dzisiaj dobre zmiany, popatrzył w kierunku lewego półskrzydła, zrobił ruch na koźle do tyłu, odwrócił się błyskawicznie i trafił za trzy. 44:34, 48:38, lecz Marc-Oscar Sanny zredukował to do 48:44, a Michał Jodłowski ustalił rezultat pierwszej połowy na 50:46.

W większości trudnych momentów łańcucian ciągnął ich kapitan, który skompletował double-double z punktów i zbiórek, do czego dołożył bloki, asysty i przechwyty. Piłki traktował jak dżolero przystępne panienki w podmiejskiej dyskotece: kilka klepnął zamaszyście, tę trącił, tamtą szturchnął, wiele złapał oburącz, niektóre wręcz w objęcia. I porzucał je bez żalu, za to z korzyścią dla drużyny. Tak zaczął, z dystansu, trzecią odsłonę, w jego ślady poszli Parszewski i Marek Zywert, dzięki czemu – po dobitce Klimy – wynik brzmiał 64:51. Jako że odkorkował się Bartłomiej Karolak, oddając pierwszy rzut z gry w 28. minucie, ale wymuszając faul i trafiając z osobistych, a potem z obwodu, wydawało się, że sytuacja została w pełni opanowana (71:55).
Stępień, Sanny i Jodłowski nakazali porzucić te złudzenia. 71:63 na starcie ostatniej kwarty, do tego Kulikowski łapie czwarte przewinienie.
„Trójka” Włodarczyka była jednak znowu ożywczym zefirkiem (74:65), a „trójka” Klimy – powiewem spokoju (83:67 na 4 minuty przed finałem). Pomiędzy tymi zdarzeniami i po nich pojazdem kierował Marek Zywert, nabijający licznik przechwytów do 6, wieńczący je kontrami lub asystami i kłujący zza linii 6,75 m – 86:70, 86:72.

Maciek Klima nie daje się wciągnąć w konkretną rozmowę o swoich dokonaniach. „Taka moja rola”, „To nie lekkoatletyka i koledzy też mają zasługi w moich statystykach”, „Gram blisko kosza, a tu łatwiej o zbiórki i czapy”. To już jeden z dwóch jego synków, kilkuletni Kacperek, chętniej chwali się jego sukcesami – wyprężony stanął przed upozowaną do zdjęcia grupą koszykarzy i dzieciaków, a w wyciągniętej wysoko ręce dumnie prezentował zdobytą przez tatę statuetkę MVP ignorując pokrzykiwania mamy: „Usiądź, bo zasłaniasz”.
Fenomenem kariery jego ojca jest fakt, że w wieku 36 lat ma najwyższą średnią minut (ponad 28, a byłoby więcej, gdyby kilka razy z boiska nie zgoniły go faule) w ciągu 13 sezonów występów w ligach centralnych! Dzisiaj był najstarszy na placu i przebywał na nim najdłużej (blisko 35 minut). To lepiej obrazuje, ile daje zespołowi i skalę jego ofiarności, niż wszelkie inne liczby. – Nie przesadzajmy, chwilami czuję się zmęczony – prostuje. – Nie mam żadnej recepty na wydolność; trenuję tak jak koledzy, jem to co oni. Tylko śpię więcej. Odkąd chłopcy poszli do przedszkola, mam dużo wolnego czasu. Bywa, że staram się go zapełnić, ale są dni, kiedy przed południem tylko leżę i oglądam seriale.
PAWEŁ FLESZAR

SOKÓŁ Łańcut – ZETKAMA DORAL NYSA Kłodzko 86:72 (29:24, 21:22, 21:15, 15:11)
Sędziowali: Damian Myszka, Grzegorz Łata i Robert Rydz. Widzów: 450.
SOKÓŁ: M. Zywert 20 (3×3, 6 prz.), Klima 18 (1×3, 13 zb., 4 bl., 2 prz.), Karolak 9 (1×3), Kulikowski 8 (9 zb., 2 prz.), K. Zywert 6 (6 as.) oraz Włodarczyk 10 (2×3), Parszewski 7 (1×3, 4 as.), Warszawski 6 (2×3), Inglot 2, Błachowicz-Kiełb, Mac. Trener: Dariusz Kaszowski.
ZETKAMA: Wojciechowski 14, Stępień 12 (1×3, 8 zb.), Sanny 10 (1×3), Rutkowski 8 (1×3), Kliniewski oraz Jodłowski 12, Kulon 8 (8 zb., 4 as., 2 prz.), Kasiński 5 (1×3), Kowalski 3 (1×3), Rogalewski, Muskała. Trener: Marcin Grygowicz.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.