Weszli do piątki, ale tyłem

Ambiwalentne odczucia muszą mieć w sobotni wieczór siatkarze Hutnika Kraków: przegrali konfrontację w Strzyżowie, w której nie wykorzystali czterech meczboli, ale z drugiej strony zagwarantowali sobie udział w grupie walczącej o awans. Sprawiła to m.in. wyjazdowa porażka Contimaksu Bochnia z liderem, Karpatami Krosno.

„Hutnicy” pojechali na spotkanie do Strzyżowa bez kontuzjowanych Kamila Maruszczyka (naciągnięte przyczepy miednicy) i Macieja Grota (kłopoty z kręgosłupem). Jak opowiada trener zespołu, Mirosław Janawa, udanie zastąpili jednak tę dwójkę Marcin Góra i Paweł Samborski, który w podstawowym składzie stworzył parę przyjmujących z Andrzejem Skórskim. Obaj środkowi, Góra i Leszek Klimczak nękali rywali trudnym serwisem. Rozstrzygnęli na swoją korzyść dwa pierwsze sety (do 19 i 20), a w trzecim prowadzili 24:21 i 25:24, nie wykorzystując czterech piłek meczowych.
– Przeciwnik zaryzykował zagrywką, a u nas coś się u nas zacięło, nie kończyliśmy akcji w pierwszym uderzeniu. Co zresztą było naszą bolączką też w innych fragmentach – analizuje Janawa. – A potem oni poczuli się dużo pewniej, poprawili atak, inaczej stanęli w przyjęciu. Żałuję porażki, ale plusem jest nasza gra w przekroju całego spotkania. Zaszła zdecydowana poprawa w porównaniu z przegraną z Energetykiem Jaworzno przed tygodniem.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Ta kolejka przesądziła, że Hutnik zakwalifikuje się do czołowej piątki na drugą rundę. Być może jednak – choć przez większość sezonu zajmował trzecie miejsce – teraz będzie musiał zadowolić się piątym, na którym znajduje się dzisiaj. Trzeci, Energetyk wyprzedza go o dwa punkty, a czwarty  – Wisłok – o jeden. Przy czym w ostatniej kolejce ekipa z Nowej Huty podejmuje niepokonanego lidera, Karpaty Krosno, pozostałą dwójkę czekają nieco łatwiejsze sprawdziany – Wisłoka w Andrychowie, a Energetyka w Sanoku. – Musimy pilnować swego, zaprezentować się jak najlepiej z Karpatami , a wtedy nie jest powiedziane, że skończą tę część z samymi zwycięstwami – przekonuje Janawa. Dodaje, że powrót na boisko Maruszczyka i Grota jest uzależniony od przyszłotygodniowych konsultacji fizjoterapeutycznych – szybciej powinno się to stać w przypadku tego drugiego.
Miejsca po sezonie zasadniczym mają o tyle duże znaczenie, że wprawdzie dorobek osiągnięty w nim jest zerowany, ale zespoły dostają punkty bonusowe: 1. – 9 pkt, 2. – 6, 3. – 3, 4. – 1, 5. – 0. Zmierzą się systemem każdy z każdym, mecz i rewanż, a najlepsza dwójka wejdzie do fazy ogólnopolskiej, w której rozstrzygną się losy awansu do I ligi.
Nawet jeśli się teraz nie uda i będziemy mieli sześć punktów straty do drugiego miejsca, to można to odrobić w dwóch meczach. Wygrajmy wtedy dwa razy z Błękitnymi Ropczyce i jesteśmy dobrzy. Tak należy do tego podchodzić – podkreśla Mirosław Janawa. – Tak dużo się u nas zmieniało personalnie, począwszy od kluczowej pozycji rozgrywającego, że w pewnej mierze budowaliśmy drużynę od nowa. Teraz czas powinien działać na naszą korzyść.

Sąsiad Hutnika (bo najbliżej geograficznie położony) – Contimax MOSiR Bochnia potykał się dzisiaj na wyjeździe z Karpatami. I dość długo walka była wyrównana (17:17 w pierwszej odsłonie), lecz potem gospodarze zanotowali trzy asy, a skończyło się 25:22. – Każdy set wyglądał inaczej. Drugiego zaczęliśmy od 0:7, ale graliśmy coraz lepiej, tylko brakło dystansu, żeby dogonić przeciwnika i znowu było 25:22 – opisuje szkoleniowiec Contimaksu, Robert Banaszak. – W trzecim prowadziliśmy 4:2, zrobiliśmy cztery błędy w ataku, wyrównaliśmy jeszcze na 8:8 , ale oni odskoczyli na 16:10 i tę przewagę już utrzymywali do 25:20. Generalnie, walka była, ale Karpaty są znacznie lepsze.
Contimax czeka jeszcze zamykające rundę spotkanie z STS Skarżysko-Kamienna. Zwycięstwo z nim zapewni bochnianom szóstą lokatę i maksymalny bonus – 9 punktów – przed drugą częścią sezonu, w której dolna czwórka będzie rywalizować o utrzymanie (choć może nie być potrzebna nawet wygrana, jeśli MKS Andrychów nie powiedzie się z Wisłokiem). – Trzeba wygrać ze Skarżyskiem – mówi Banaszak. – A wtedy te dziewięć punktów bonusowych, biorąc pod uwagę, że spada tylko jedna drużyna, stworzy nam wygodną sytuację.
Inna kwestia, że jeszcze niedawno miał podstawy, aby aspirować do czołowej piątki. – Wydaje mi się, że mógł do niej wejść każdy z zespołów zajmujących obecnie miejsca 3-7, zadecydowały bezpośrednie mecze – sądzi bocheński trener. – My swoją szansę przegraliśmy w grudniu, w Andrychowie i Jaworznie. Kiedy analizuję tamte mecze, dochodzę do wniosku, że nie mieliśmy tam prawa stracić seta. A straciliśmy pięć punktów… Nie rozpamiętuję natomiast spotkania z Wisłokiem przed tygodniem, kiedy mieliśmy jeszcze jakieś szanse. Zrobiliśmy wszystko co należało, tylko Wisłok odprawiał cuda w obronie i wygrał, 3:2, zasłużenie.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.