Wilczek w owczej skórze

Tekst ukazał się w „Magazynie Sportowym”, dodatku do „PS” z 30 lipca 2004 r.

Wydawałoby się, że przebojowy napastnik, który łatwo ogrywa przeciwników, podobnie powinien poczynać sobie poza boiskiem. Nic bardziej mylnego – w życiu prywatnym Maciej Żurawski prezentuje diametralnie odmienne cechy.
Spokojny, wyciszony, skryty, niekiedy wręcz nieśmiały – te określenia jak refren przewijają się w charakterystyce „Żurawia”, sporządzanej przez jego najbliższych i kolegów. Będąc dzieckiem nie odbiegał jednak od rówieśników. – Był wesoły, skory do podwórkowych zabaw – opowiada ojciec najlepszego napastnika ligi, Andrzej Żurawski. – Tylko kiedy miał coś na sumieniu, to cichutko siadał w swoim pokoju i czekał aż burza przejdzie bokiem.
– Jest wrażliwy, kiedyś długo przeżywał nieszczęście kolegi – dodaje mama, Barbara.

Cicha woda brzegi rwie

W dzieciństwie „dowodził” o trzy lata starszy brat, Adam. – Byłem urwisem, a Maciek tym grzecznym, ale zawsze doskonale się rozumieliśmy – twierdzi. – Zdarzały się oczywiście braterskie kłótnie i drobne bójki, ale niezbyt często. Maciek nie lubi się zwierzać ze swoich problemów, woli sam sobie z nimi radzić. Wydaje mi się jednak, że jest takim wilczkiem w owczej skórze. Sprawia wrażenie chłodnego, zdystansowanego, ale tak naprawdę podchodzi do życia optymistycznie, z entuzjazmem. Trzeba go widzieć podczas przerw międzysezonowych, kiedy chodzimy się zabawić. Jest naturalny, otwarty, uśmiech ani na chwilę nie schodzi mu z twarzy.
Adam również zapowiadał się na niezłego piłkarza, ale w wieku kilkunastu lat zrezygnował z treningów. – Zupełnie tego nie żałuję, ale jestem dumny z osiągnięć Maćka – zwierza się. – To niesamowite uczucie: mieć sławnego brata.

Do 21. roku życia grał w poznańskiej Warcie. Drogę od trampkarza do seniora przeszedł z nim Arkadiusz Miklosik, obecnie zawodnik Stasiaka Ostrowiec Św. – Bardzo w porządku gość. Niby zamknięty w sobie, ale potrafił się otworzyć. Można o nim powiedzieć „cicha woda brzegi rwie” – charakteryzuje Arek. – Był dobrym kumplem dla chłopaków ze swojego osiedla i dla nas, w zespole. I jeszcze jedno – prawie się nie denerwował. Pamiętam taką sytuację z obozu juniorskiego. Maciek, który od początku poważnie traktował karierę sportową, przywiózł puszki z odżywkami. Nie wiedzieliśmy nawet dobrze co to jest i patrzyliśmy ze zdziwieniem jak łyka wszystko. Potem wyjechał na dwa dni do Poznania, bo miał egzaminy w szkole, a my w tym czasie zjedliśmy mu połowę zapasów. Chcieliśmy sprawdzić, czy będziemy mieli „pałera”. Gdy Maciek wrócił, był zdegustowany, ale szybko obrócił wszystko w żart.
Pierwszym trenerem „Żurawia” był tata, później prowadził go także w drużynie juniorskiej. Do dzisiaj dzieli się z synem spostrzeżeniami na temat jego postawy na boisku. – Maciek ma bardzo obiektywny stosunek do swojej gry – uważa pan Andrzej. – Nasze relacje z czasem się zmieniły, są bardziej partnerskie, ale on nie obraża się na żadne uwagi.

Sąsiedzi z trójkąta bermudzkiego

Żurawski jest wierny dawnym przyjaźniom. W jednej z podpoznańskich miejscowości buduje dom w sąsiedztwie Bartosza Bosackiego i Piotra Reissa, z którymi zżył się w Lechu. – Działki są oddalone o sto metrów, położone na planie trójkąta. Trójkąta bermudzkiego – żartuje „Reksio”. – Bartek już skończył, śmiejemy się, że będzie sołtysem.
Przed laty Reiss, kapitan Lecha, wprowadzał młodszego kolegę do zespołu. – Maciek wszedł cicho do szatni, powiedział cześć, ale poza tym za dużo się nie odzywał – opowiada Piotr. – Dzisiaj imponuje elokwencją, ale kiedy oglądamy nagrania jego ówczesnych wywiadów mamy niezły ubaw. W jednym meczu pokonaliśmy 3:0 Odrę Wodzisław, zdobyłem trzy bramki, Maciek przy wszystkich asystował. Dziennikarz telewizyjny wziął nas obu i na kasecie widać, że „Żuraw” stoi z opuszczoną głową, prawie w ogóle nie patrzy w kamerę , a na pytania odpowiada półsłówkami.
Fakt, że Żurawski jest introwertykiem powoduje – według Reissa – jego kłopoty aklimatyzacyjne. – Kiedy przechodził do Wisły z Lecha był już gwiazdą, ale początkowo nie mógł się odnaleźć – przypomina. – Obawiam się, że gdy przejdzie do klubu zagranicznego, pierwsze pół roku będzie dla niego trudne.

Nieśmiałość bywa przeszkodą w życiu, ale nie zniechęciła żony Żurawskiego, Moniki („Ta cecha Maćka mnie urzekła” – twierdzi). – Wiedziałem, że „Żuraw” ma nową dziewczynę, ale przez pół roku musiałem go namawiać, żeby ją przyprowadził na mecz, przedstawił nam – wspomina tamte czasy Miklosik. – Taki był nieśmiały!
Przeciwieństwa się przyciągają, więc może dlatego jego najbliższymi kumplami stali się ludzie ekspansywni i żywiołowi. Taki jest Piotr Reiss, taki jest Kamil Kosowski, z którym tworzyli nierozłączną parę w Wiśle.
Zazwyczaj trudno wyciągnąć „Żurawia” na zwierzenia. – Jest skryty, przez cztery lata znajomości właściwie niewiele się o nim dowiedziałem – mówi Tomasz Frankowski, znakomicie współpracujący z Maćkiem na boisku.
– Podczas spotkań towarzyskich nie lubi być na pierwszym planie, raczej słucha i obserwuje – uzupełnia Marcin Baszczyński.
„Baszczu” uważa również, że Żurawski ma potrzebę akceptacji przez otoczenie. Dlatego tak cieszą go wszelkie plebiscytowe wyróżnienia, czy komplementy w mediach. – Dodają mu pewności siebie – zgadza się Reiss. – Uważam, że brak pełnej akceptacji jest przyczyną niepowodzeń Maćka w kadrze. Gdyby selekcjoner postawił na niego tak zdecydowanie, jak kiedyś Engel na Olisadebe – strzelałby w reprezentacji nie mniej goli niż w Wiśle.

W swetrach mamy

Od dwóch lat Maciek intryguje niekonwencjonalną barwą i ułożeniem włosów. Jego wizerunek kształtuje fryzjer-stylista Rafał Potomski. – Przechodziliśmy okres adaptacyjny: początkowo trudno było wyciągnąć od niego informację, z jaką fryzurą lepiej się czuje – opowiada Rafał. – Z czasem robił się coraz bardziej otwarty, odnalazł własny styl. Niedawno chciałem ufarbować mu włosy na kolory Picassa: zielony, różowy i fioletowy, które są obecnie bardzo „trendy”. Nie zgodził się, a myślę, że jeszcze rok temu byłoby mi łatwiej to przeforsować. Mimo wszystko – ciągle jest konserwatywny, przywiązuje się do ludzi. Proponowałem mu, aby będąc w Poznaniu chodził do tamtejszego fryzjera, mojego znajomego, jednak robi to rzadko.

– Ma indywidualne poczucie gustu w sprawach mody, śledzi pojawiające się nowinki, ale nie stosuje się do nich niewolniczo – kontynuuje Rafał. – Ubiera się w Dolce&Gabbana, lecz nie wygarnia wszystkiego jak leci z półek.
Upodobanie do ładnych ciuchów zaczęło się wcześnie. – Jako dziecko przebierał się nawet kilka razy dziennie – wspomina mama Maćka. – Lubiłam styl sportowy, więc kiedy był nastolatkiem i miał podobna sylwetkę do mojej – nosił czasami moje swetry.

Na jeden temat „Żuraw” wypowiada się chętnie, ze swadą, czasami nawet ekscytacją. Pierwszym przejawem jego motocyklowej pasji było marzenie o motorynce. – Przez kilka lat bez przerwy o tym gadał – wspomina Adam. – Zawsze na zakończenie roku szkolnego podkreślał, że w nagrodę za dobre stopnie chciałby ją dostać.
Później Maciek zrezygnował z motorynki, a kiedy był nastolatkiem, brat zaraził go uwielbieniem do piekielnie szybkich, sportowych maszyn. Rodzice nie byli zadowoleni, ale Adam przetarł szlak. – Uważałam to za niebezpieczne, ale nie bardzo mogłam protestować, bo sama miałam motocykl, kiedy byłam panną – opowiada pani Barbara Żurawska. – Nikt w domu o tym nie wiedział. Przechowywałam go u kolegi, wychodziłam z domu jak gdyby nigdy nic, w sukience, tam się przebierałam i jeździłam po okolicy. Zresztą sądzę, że zabranianie takich rzeczy jest bez sensu.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.