Włącz trójkę, będą pościgi

W ekscytującej inauguracji pierwszoligowego finału koszykarze Sokoła Łańcut ulegli po dogrywce BM Slam Stali, 85:90. Jutro drugi mecz, także w Ostrowie Wielkopolskim.
Rozpoczęta dzisiaj seria jest jak ostatnia bitwa w wielomiesięcznej kampanii: nawarstwiają się zmęczenie i urazy. Dla obu drużyn było to 35. spotkanie w sezonie i czwarte w ciągu ośmiu dni. Łańcucianie już wcześniej stracili Karola Szpyrkę, a gospodarze Tomasza Andrzejewskiego. Problemy z kolanem znacznie ograniczyły mobilność Adrianowi Sulińskiemu, natomiast kapitan gości Maciej Klima w trakcie konfrontacji odniósł kontuzję nogi. – Ma bardzo mocno stłuczony piszczel, kuleje. Ostateczne decyzje zapadną jutro, ale teraz wygląda to kiepsko i szanse, że wystąpi w niedzielę są małe – opowiada trener Sokoła, Dariusz Kaszowski.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Jego podopieczni kilka razy musieli odrabiać straty. Pierwsze urosły dość szybko, kiedy żwawo poruszający się 39-latek Wojciech Żurawski i sekundujący mu Wojciech Pisarczyk z powodzeniem odnajdywali się pod koszem. Swoje dorzucili Tomasz Ochońko i Adrian Mroczek-Truskowski, który na dodatek biegał z ręką „na twarzy” za najlepszym strzelcem przyjezdnych, Szymonem Rduchem. Było 8:2, 13:5, 17:7, 22:12 (po I kwarcie), 30:17, 34:24.
Po raz drugi oderwali się w trzeciej odsłonie, od 41:41 na 48:41, kiedy Mroczek-Truskowski trafieniem z obwodu wywołał empatyczną reakcję Żurawskiego i Pisarczyka na linii osobistych.
Trzeci odskok dobrze czujących się na własnym obiekcie, wspartych licznymi kibicami, miejscowych to 60:54 i 63:57 w czwartej „dziesięciominutówce”, znowu z udziałem dwóch wymienionych wysokich i Ochońki.

Każdorazowo na udany pościg gości składały się w części sporej, dużej bądź bardzo dużej – „trójki”. Wprowadzili ten obyczaj dość szybko Dawid Bręk i Marcin Pławucki, który długo notował świetny występ. Wychowanek Stali jako pierwszoligowiec pełną gębą wrócił do gniazda, z którego wyfrunął ukończywszy wiek juniora, i dziurawił kosz raz za razem, a w pewnym momencie wyszedł w górę w półdystansie i zaskoczył obrońców podaniem do Rafała Kulikowskiego.
Dawidowi i Marcinowi sekundował na obwodzie Tomasz Fortuna, z kleszczy wyrwał się też Rduch. Przed przerwą zaliczyli siedem trafień z dystansu (dzięki nim niwelowali różnicę do 30:24, 36:32 i 39:35), a po dwóch kolejnych po pauzie obrócili zapis na 48:49.
O tym, że taki rzut bywa bronią obosieczną przypomniał im Ochońko, wyrównując z 51:54 na 54:54 tuż przed syreną obwieszczającą upływ pół godziny gry.

W czwartej kwarcie Bręk przymierzył zza łuku, poprawił wjazdem z obiegnięciem, na półdystansie zameldowali się Fortuna i Tomasz Pisarczyk, „masujący się” przez większość sobotniego wieczoru z młodszym bratem Wojtkiem. Ostrowianie pudłowali, a na tablicy świeciło się 63:66. Wówczas jednak za piąty faul został wykluczony pożyteczny pod obiema tablicami Kulikowski, kontuzjowany był już Klima. Przez brakujące 2 minuty i 56 sekund regularnego czasu i pięć minut dogrywki poza Tomkiem Pisarczykiem po boisku biegało czterech nominalnych zawodników obwodowych: Bręk, Pławucki, Fortuna i Rduch (na pozycji nr 4). – Jeśli chodzi o pozostałych rezerwowych, to wpuszczenie ich po długim pobycie na ławce, nie rozgrzanych, wydawało mi się zbyt dużym ryzykiem – tłumaczy szkoleniowiec gości.

Wynik się wahał – 67:66, 67:68, 71:68 – aż na 3 sekundy przed syreną za trzy wcelował Fortuna. Dogrywka, 73:74 po „3” Rducha, ale potem aż 80:74, 85:77 i 87:82 po dobrej passie Mroczka-Truskowskiego, Mateusza Zębskiego i Żurawskiego. Łańcucianie – Bręk (81:77 i 85:80, a po jego kontrze – 85:82) i Pławucki (88:85) – jeszcze raz włączyli „trójkę”, lecz ich złudzenia rozwiał Mroczek-Truskowski, uciekając samotnie na 9 sekund przed finałem. 90:85.
– Już kilka osób powiedziało mi to co ty: że to było bardzo ciekawe widowisko dla kibiców. Wierzę, że fajnie wyglądało z boku, ale my nie jesteśmy zadowoleni, od razu w szatni to sobie powiedzieliśmy – opowiada Dariusz Kaszowski. – Nie weszliśmy dobrze w ten mecz, zaczęliśmy zbyt statycznie, wygodnie dla Stali. Potem się poprawiliśmy i może ocenialibyśmy to wyżej w rundzie zasadniczej, bo to spotkanie wyjazdowe w ciężkiej hali. W play off liczy się jednak tylko zwycięstwo. Nie osiągnęliśmy go, a poza tym nie zaprezentowaliśmy w pełni swojego basketu. Jutro będziemy próbowali to odrobić.
Niedzielne starcie rozpocznie się również o g. 18.30, transmisję wideo można zobaczyć TUTAJ.
PAWEŁ FLESZAR

BM SLAM STAL Ostrów Wielkopolski – SOKÓŁ Łańcut 90:85 (22:12, 17:23, 15:19, 17:17, d. 19:14)
Sędziowali: Marek Januszonek, Janusz Kiełbiński i Łukasz Jankowski.
STAL: Mroczek-Truskowski 21 (4×3, 4 zb., 2 prz.), Żurawski 21 (15 zb.), Ochońko 20 (2×3, 5 as., 2 prz.), W. Pisarczyk 17 (2×3, 8 zb.), Suliński 3 (1×3) oraz Zębski 4 (11 zb., 3 prz.), Sirijatowicz 2, Adamczewski 2, Olejnik, Spała. Trener: Mikołaj Czaja.
SOKÓŁ: Bręk 22 (6×3), Kulikowski 14 (15 zb.), Fortuna 13 (3×3, 4 zb.), Rduch 8 (2×3, 5 as.), Klima (4 zb.) oraz Pławucki 20 (4×3, 4 zb.), T. Pisarczyk 6 (9 zb.), Wrona 2, Czerwonka. Trener: Dariusz Kaszowski.

Komentowanie zablokowane.