Wojna postu z karnawałem

Siatkarze Asseco Resovii zwyciężyli 3:0 po raz pierwszy od 7 stycznia, ale mecz z Łuczniczką był tylko przygrywką przed poważnym wyzwaniem czekającym ich w środę.

W drugiej odsłonie przegrywających wysoko bydgoszczan pociągnął Bartosz Filipiak, który zdobył wówczas 7 punktów, a łącznie miał ich 11 przy 64-procentowej skuteczności w ataku. Pozwoliło to zredukować różnicę z ośmiu „oczek” (22:14 z tendencją rosnącą) do czterech.
Od początku trzeciej części zastąpił go jednak Marcel Gromadowski. Wydawało się, że Bartka wyeliminowały problemy zdrowotne. Wyjaśnienie było dla niego łagodniejsze, za to zaskakujące.
– Filipiakowi nic się nie stało. Trener Mihailović chciał sprawdzić Gromadowskiego, bo nie widział go dotąd na żywo. Z tego samego powodu Wojtek Jurkiewicz wszedł wtedy za Janka Nowakowskiego – tłumaczy Marian Kardas, asystent Dragana Mihailovicia, który objął team znad Brdy kilka dni temu.
– To znaczy, że od trzeciej partii graliście sparing?
– Można by tak powiedzieć – śmieje się Kardas, błądząc wzrokiem pod sufitem hali Podpromie. – Ale ja bym tego w ten sposób nie ujmował. Bo co, z Bartkiem przegralibyśmy seta 25:20? A jakby Marcel osiągnął 75 procent? W każdym razie w piątek mamy bardzo ważny mecz z Espadonem i do niego musimy się jak najlepiej przygotować.
I to pokazuje nastawienie Łuczniczki, po tym jak rzeszowianie ją złamali.

Robili to od startu (3:0, 10:5), choć nie zawsze konsekwentnie. Fabian Drzyzga w ponad połowie przypadków wystawiał wówczas na pojedynczy blok (nie tylko w często uruchamianych krótkich), ale Jochen Schoeps nabił się w takich właśnie okolicznościach na ręce Milana Katicia, a potem Mateusza Sacharewicza. 11:7, przy 13:7 odbyła się akcja wyglądająca, jak odrzucanie przeciwnikom gorącego ziemniaka – po kilku przebiciach „na raz” przyjezdni trafili w aut. Przy 18:12 Marcin Możdżonek dobił bezpańską piłkę podnosząc się tylko na palcach, przy 21:14 goście wybronili pięć ponowień, ale ostatecznie dotknęli siatki, na 25:17 ustalił wynik pipe’m John Gordon Perrin.
Zaledwie jeden z sześciu ataków skończył w tamtym okresie Schoeps, jednak przebudził się w drugiej części, od stanu 2:4 tnąc raz za razem. Ożywił się do tego stopnia, że ruszył do wycierania butami mokrej plamy z podłoża, zanim dotarł do niej chłopiec ze ściereczką. – Fizycznie jest gotowy, musi się jeszcze wzmocnić mentalnie – ocenia podopiecznego szkoleniowiec Resovii, Andrzej Kowal.
12:10 to wewnętrzna sprawa Nowakowskich (Piotr zatrzymał Jana), 14:11 – jedno z siedmiu udanych ścięć Jochena, od 15:13 do 19:13 siał zamieszanie serwisem Thibault Rossard. Po raz drugi z rzędu w podstawowym składzie wyszedł Mateusz Masłowski, jednak Kowal unika deklaracji, że obecnie to on jest pierwszym libero. – Od początku miał być konkurentem a nie dublerem dla Damiana Wojtaszka. Teraz gra Mateusz, bo świetnie się prezentuje w przyjęciu – wyjaśnia.
Rywale o tym wiedzieli, bo skrzętnie omijali „Maślaka” podaniami (posłali nań tylko 9 w całej konfrontacji), za to zanotował trochę obron, w tym potężny cios Igora Yudina, który przy 22:16 wziął na tułów. Filipiak wzmiankowaną na wstępie passę uwieńczył kontrą z pierwszej strefy. Zaświecił nią na tablicy 24:21, lecz zaraz zepsuł zagrywkę.

Mecz zaplanowany w ostatnią sobotę karnawału chwilami przynosił zapowiedź siatkarskiego postu, ale częściej bywał dobrą zabawą, przede wszystkim dla gospodarzy. W trzecim secie na bal wybrał się Rossard. Wprawdzie podwójny blok bydgoszczan zrazu nie wpuścił Francuza na dance floor, ale dostał się tam inną drogą. W następnej akcji uderzył w „zewnętrzną” dłoń, później zaś – po najdłuższej przekątnej. Najlepszą rozrywkę zapewnił sobie i kibicom posyłając pociski zza linii końcowej. Kartka wypełniała się notatkami – as, oddanie „darmo” i kontra kolegi, jego pipe po wybloku i obronie, „darmo” i jego pipe w kontrze – a licznik dojechał do 14:7.
Po asie Możdżonka zrobiło się 16:8, po asie Schoepsa 18:9. Yudin zbiegł do 1/3 szerokości siatki, grzmotnął niedaleko za nią, bo była „wyczyszczona” i rozentuzjazmowany przebiegł pod taśmą. Tyle że rezultat wynosił wtedy już 20:12… Sprawę zamknął przy 25:13 Rossard, ale nagrodę dla MVP odebrał niemiecki skrzydłowy, który zdobył trzy poprzednie punkty.

– Pierwsze 3:0 od 7 stycznia? Dzisiaj mamy 25 lutego. No, trochę czasu upłynęło… – kiwa głową Drzyzga. – Formy jednak nie da się utrzymać przez cały sezon. Mam nadzieję, że najwyższą osiągniemy w najważniejszych jego fragmentach.
Jeden z istotnych momentów, czeka jego drużynę już w najbliższą środę. O g. 18, w ostatniej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów, podejmą Duklę Liberec. Do następnej fazy mogliby zakwalifikować się nawet w przypadku porażki, ale wtedy inne wyniki musiałyby ułożyć się dla nich korzystnie. Aby nie oglądać się na nikogo, muszą zwyciężyć.
– Trzeba wygrać i zrobimy wszystko, żeby tak się stało – twardo mówi Andrzej Kowal. – To niewygodny rywal, prezentuje niewdzięczną siatkówkę, jednak mam nadzieję, że zagramy równo przez trzy sety.
PAWEŁ FLESZAR

ASSECO RESOVIA – ŁUCZNICZKA Bydgoszcz 3:0 (25:17, 25:21, 25:13)
Sędziowali: Jacek Litwin (Kraków) i Maciej Twardowski (Radom). Widzów: 3500.
RESOVIA: Drzyzga, Rossard 16 pkt, Możdżonek 10, Schoeps 15, Perrin 13, P. Nowakowski 6 oraz Masłowski (l), Tichacek, Jaeschke, Dryja. Trener: Andrzej Kowal.
ŁUCZNICZKA: Sieńko, Katić 7, Sacharewicz 4, Filipiak 11, Yudin 7, J. Nowakowski 3 oraz Czunkiewicz (l), Szczurek, Gromadowski 3, Jurkiewicz 1, Rohnka. Trener: Dragan Mihailović.

Pozostałe wyniki i tabelę Plus Ligi można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.