Wychodzi się, aby grać lub wygrać

W zapowiadanym jako wielkie wydarzenie meczu Cracovia – Legia Warszawa padł wynik 1:2, a emocji było mnóstwo, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych.

Zaczęło się z pułapu najwyższego z możliwych, bo już w 3. minucie Guilherme, zasilony podaniem Nemanji Nikolicia, uciekł miejscowym obrońcom i w „amerykańskim karnym” pokonał Grzegorza Sandomierskiego. A po pięciu minutach „Craxa” wyrównała dzięki bardzo dobremu dośrodkowaniu Jakuba Wójcickiego i jeszcze lepszej główce Erika Jendriska, który przymierzył idealnie przy słupku, przełamując końce palców rzucającego się Arkadiusza Malarza.
Później trudno było rozstrzygnąć, czy większe wrażenie robi niemalejący poziom sportowy, czy atmosfera. W tej pierwszej sferze wybijały się: kombinacja Bartosz Kapustka – Wójcicki – Jendrisek, kiedy ten ostatni nie zdążył na wślizgu, by wpakować futbolówkę do „pustaka”, a także podobna odpowiedź, gdy centra Aleksandara Prijovicia z prawej flanki przemknęła Nikoliciowi między nogami w bliskiej odległości od bramki. Próby powracającego po kontuzji Miroslava Covilo były ciut niecelne bądź padały łupem Malarza, a Sandomierski reagując z wyprzedzeniem neutralizował usiłowania Michała Kucharczyka, czy Guilherme. A przede wszystkim, nie malało tempo i nie ustawała walka.
Dzisiaj jednak rama nie ustępowała urodą obrazowi. Największa frekwencja w sezonie, najlepszy doping i niezapomniana akcja „1906 flag na 110-lecie Cracovii”. Przez kilka minut na trybunach falowało rozśpiewane, biało-czerwone morze.

Stołeczny zespół od początku bardzo dbał o zabezpieczenie tyłów. Artur Jędrzejczyk indywidualnie krył na lewym skrzydle Kapustkę, a w efekcie jego koledzy stali trójką w obronie, przed którą operowało czterech kolejnych zawodników. Kiedy jednak „Kapi” przesuwał się ku środkowi, Jędrzejczyk cofał się na prawą stronę defensywy, a lukę po nim wypełniał Guilherme.
W drugiej połowie Kapustka przebywał częściej w innych rejonach boiska, a Legia była ostrożniejsza przy wyjściach do przodu. Indagowany na tę okoliczność jej szkoleniowiec, Stanisław Czerczesow tłumaczył się gotowymi sentencjami: „Nie zawsze udaje się to, co byś chciał, więc robisz to, co powinieneś”, „Na mecz wychodzi się, aby grać lub aby wygrać, my wyszliśmy, aby wygrać„, aż wreszcie odparował z pięciogwiazdkową kpiną: „Kibicuje pan Cracovii i dlatego chciałby pan, żebyśmy ciągle atakowali, żebyście mogli kontrować i gole nam strzelać„.
Nie jesteśmy końmi, żeby biegać przez 90 minut bez przerwy – dodawał. – Gdybym miał za przeciwnika drużynę z piątej ligi, to byłbym niezadowolony z naszej postawy w drugiej połowie, ale staliśmy naprzeciwko drużyny z czołówki ekstraklasy, potrafiącej grać, mającej za sobą publiczność. Dlatego uważam, że zaprezentowaliśmy się dobrze.

W każdym razie to gospodarze mieli przez pół godziny po przerwie kilka sytuacji, jednak zwykle stawał im na drodze Malarz. Nie zawsze interweniował pewnie, raz pomogli mu koledzy, a w 67. minucie sprokurował najlepszą okazję dla krakowian. „Wypluł” przed siebie piłkę po uderzeniu Marcina Budzińskiego, będący tyłem Jendrisek odwrócił się na krzyk widzów, ale dobijał minimalnie za późno.
– Byłem dumny z chłopaków, jak grali, jak walczyli, ale na Legię okazało się to za mało – skwitował Jacek Zieliński. – Nie chciało wpaść i tyle.
W 83. minucie Igor Lewczuk odebrał futbolówkę Jendriskowi na jego połowie, znalazł w „szesnastce” Prijovicia, który precyzyjnie trafił w długi róg. – Lewczuk wyciął Cetnarskiego! Bez reakcji arbitra, który dzisiaj puścił parę takich fauli, że staliśmy i czekaliśmy na gwizdek, a jego nie było! – irytuje się trener ‚Pasów”, w doliczonym czasie, po impulsywnej tyradzie w kierunku Bartosza Frankowskiego, odesłany na trybuny. W nerwach pomylił jednak zawodników, być może chodziło mu o starcie Mateusza Cetnarskiego z Jakubem Rzeźniczakiem bezpośrednio poprzedzające opisane wcześniej.
Jego podopieczni starali się wyrównać, ale dzięki temu warszawianie mieli sposobność do groźnych odpowiedzi, w których nieznacznie pudłowali Tomasz Jodłowiec i Guilherme. Jeszcze w ostatniej minucie do rzutu wolnego przybiegli w pole karne Legii wszyscy krakowianie, łącznie z Sandomierskim, ale nikt nie oddał celnego strzału.
– Przegraliśmy spotkanie ważne, wręcz kluczowe dla nas w rozwoju sytuacji w czołowej „czwórce” tabeli – nie owija w bawełnę Zieliński.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – LEGIA Warszawa 1:2 (1:1)
Bramki: Jendrisek 8 – Guilherme 3, Prijović 83. Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń). Żółte kartki: Kapustka, Cetnarski, Deleu – Guilherme, Lewczuk, Aleksandrow. Widzów: 14 000.
CRACOVIA: Sandomierski – Deleu, Beian, Polczak, Wołąkiewicz (86. Vestenicky) – Budziński, Covilo – Wójcicki (73. Dialiba), Cetnarski, Jendrisek, Kapustka (81. Karaczanakow). Trener: Jacek Zieliński.
LEGIA: Malarz – Lewczuk, Rzeźniczak, Hlousek – Jędrzejczyk, Jodłowiec, Borysiuk, Kucharczyk – Gulherme – Prijović (90. Aleksandrow), Nikolić (70. Masłowski). Trener: Stanisław Czerczesow.

Pozostałe wyniki i tabelę piłkarskiej ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.