Wykładzina w temperaturze topnienia

W drugiej rundzie III-ligowych rozgrywek siatkarze rezerw Hutnika specjalizują się w zwycięskich tie-breakach. Dzisiaj krakowianie pokonali Podhalańskiego Czarny Dunajec w hali na os. Słonecznym, do której prawdopodobnie zawita w lutym II liga.

Tym razem gospodarze realizowali inny scenariusz niż w minioną sobotę. Wtedy prowadzili na wyjeździe z Wawelem 2:0, by skończyć 3:2, a teraz zaczęli odwrotnie. – Już „w szatni” stracili dwa pierwsze sety, bo patrzyli na tabelę – zżymał się potem trener „Hutników”, Łukasz Przybyła.
Tymczasem goście zupełnie nie prezentowali się jak przedostatnia drużyna ligi. Ostrym serwisem ustawiali sobie grę, a ofiarną obroną stwarzali okazje do kontry. Od startu prowadzili niezagrożenie – 4:1, 7:2, 9:4, 15:7, 19:13, 19:15, 21:15 – a trzy ostatnie punkty, atakami i kiwką, zdobył ich „koń pociągowy”, Michał Gut.
W drugiej partii „górale” oderwali się od stanu 7:7, dzięki środkowemu Jakubowi Kromie, który najpierw zablokował rywala w pojedynkę, a po odprawieniu zespołowego rytualnego pohukiwania, wystawił sytuacyjną piłkę w wyskoku, następną zaś uderzył z krótkiej. Przeważali później nawet 15:10, lecz miejscowi doścignęli ich przy 19:19, stawiając szczelną ścianę na skrzydłach. Na finiszu – od 23:23 – Gut obił im ręce, a sprawę zamknęła „czapa”. 23:25.

– Chłopcy długo występowali w ligach amatorskich, a tam się gra do dwóch setów i dlatego później prezentowali się trochę gorzej – pół żartem, pół serio komentował postawę podopiecznych szkoleniowiec Podhalańskiego, Piotr Pagacz.
Po drugiej stronie poprawiło się przyjęcie, a Jakub Nowicki forsował akcje środkiem. – Kazałem mu to robić nawet kosztem jednego czy drugiego bloku; powiedziałem, że odpowiedzialność biorę na siebie – wyjaśniał Przybyła.
Nie musiał jej ponosić, bo Przemysław Lach, a jego śladem Daniel Żuchowski byli skuteczni w ścięciach, dodatkowo niejednokrotnie zatrzymując przeciwników. Sekundowali im koledzy, więc od 1:4 i 5:6 wynik rozwijał się jednostajnie – 9:6, 11:8, 15:9, 18:10, 20:13, 22:17, 25:18.
W czwartej odsłonie goście wrócili do nawyków obronnych. – Zaraz stopią wykładzinę – żartował trener pierwszego zespołu Hutnika, Mirosław Janawa, podziwiając pady przyjezdnych. (W nowohuckiej ekipie bardzo dobrze spisywał się dzisiaj w tym elemencie libero Adrian Zych, ale najefektowniejsze jego interwencje – m.in. dwukrotnie podbił piłkę długim wślizgiem nogą – pozostały bez efektu, bo partnerzy nie sfinalizowali akcji). Największy udział w budowaniu wyrównanego (5:5, 10:9, 12:11, 14:15, 19:18) rezultatu mieli obaj prawoskrzydłowi: Piotr Bogusiewicz i Gut. W końcówce było 22:19, po chwili 22:21, a wtedy z krótkiej zameldował się Lach. Na 24:22 podwyższył Bogusiewicz, a przy 24:23 Gut – który od 22:19 zdobył 3 z 4 punktów Podhalańskiego – zepsuł podanie.

W połowie spotkania trener Hutnika II nakazał podopiecznym przestawienie serwisu na „flota”, za wyjątkiem Tomasza Ćwiertni, który zachował zezwolenie na bicie z całej siły z wyskoku. I w tie-breaku na inaugurację zanotował udane ścięcia z lewej flanki, a za linię końcową poszedł, gdy na tablicy świeciło się 5:4.
Odtąd jeden punkt zdobył kontrą z pipe’a po tym jak rywale oddali piłkę darmo, a przede wszystkim zaliczył pięć asów (w tym dwa „czyste”, po prostej) i nie wytrąciły go z transu, ani zmiana boisk, ani czas wzięty przez Pagacza. Wydawało się, że wynik 11:4 rozwiewa wątpliwości, ale przyjezdni mieli inne zdanie, nie poddając się przy siatce i na parkiecie. Doszli na 13:12, lecz byli bezsilni przy kiwce, a ostatni atak wyekspediowali w aut.
– I tak jestem zadowolony, bo mecz był całkiem niezły – mówi Piotr Pagacz. – Chłopcy są samoukami, a ja jestem pierwszym trenerem, który kiedykolwiek z nimi pracował. Kiedyś uczyli się podpatrując najlepszych w telewizji, jednak takiego przełożenia na umiejętności nie ma. Odkąd wziąłem ich we wrześniu, staram się korygować wszystkie złe nawyki i ciągle robią postępy, bo są bardzo zaangażowani. Mam nadzieję, że męska siatkówka przetrwa u nas, bo cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Mieliśmy już nawet po 300 i 250 widzów.

Łukasz Przybyła przekonuje, że w drugiej rundzie, która nie ma wymiernej stawki (nikt z III ligi nie spada) chciałby ogrywać jak najczęściej młodych zawodników. Dzisiaj w szóstce wystąpili Nikodem Bilczewski (z ataku przestawiony na przyjęcie) i Daniel Żuchowski, skręconą kostkę leczy trzeci kadet, Szymon Seliga. – Rozmawiałem z nim niedawno i strasznie rwie się do powrotu – opowiada Daniel. – Do dwóch tygodni mają mu ściągnąć ten but usztywniający, więc pewnie pomoże nam w finale wojewódzkim, który gramy w Kętach, 21-23 lutego.
W tym samym terminie na obiektach ZSOI nr 5 na os. Słonecznym, gdzie dzisiaj rywalizowali III-ligowcy, najprawdopodobniej odbędzie się konfrontacja wyższej klasy: Hutnik – Błękitni Ropczyce. – Niedawno w hali na „Suchych Stawach” mieliśmy podczas zajęć zaledwie 11 stopni ciepła; nie chcę ryzykować zdrowiem zawodników – tłumaczy Mirosław Janawa. – Za pięć dni zagramy tam jeszcze z Wisłokiem Strzyżów, być może potrenujemy tam w środy, bo wtedy hala na os. Słonecznym jest zajęta. Ale poza tym chcemy wszystko przenieść do niej, bo tu są warunki są nieporównanie lepsze.
PAWEŁ FLESZAR

HUTNIK II DOBRY WYNIK Kraków – PODHALAŃSKI Czarny Dunajec 3:2 (18:25, 23:25, 25:19, 25:23, 15:12)
Sędziowali: Aleksandra Cul i Jacek Nowakowski (Kraków).
HDW: Janawa, Bilczewski, Lach, Bogusiewicz, Ćwiertnia oraz Zych (l), Dutkiewicz, Nowicki. Trener: Łukasz Przybyła.
PODHALAŃSKI: Bulanda, Majewski, Kroma, Gut, Grzybacz, Leja oraz Kudasik (l), Mrożek. Trener: Piotr Pagacz.

Pozostałe wyniki i tabelę III ligi siatkarzy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.