Wyścig na dochodzenie

Po walce ciekawej, a w końcówce – kiedy obie drużyny miały po kilka meczboli – wręcz pasjonującej, siatkarki Kampusu Wielickiego uległy Tomasovii Tomaszów Lubelski, 2:3.

– Miałyśmy trochę więcej spokoju, rutyny, choć nie przez cały czas, bo po pierwszym secie myślałam, że zdobędziemy tu łatwe trzy punkty, a potem okazało się inaczej – zwierza się najbardziej ograna i najlepsza z przyjezdnych, libero Sylwia Bielecka. Na co dzień mieszka w Łańcucie, gdzie pracuje zawodowo, w treningach w Tomaszowie uczestniczy tylko w czwartki i piątki. – Ćwiczę też indywidualnie, a poza tym nadrabiam doświadczeniem – uśmiecha się 27-latka, której zdarza się mylić, ale w przyjęciu i obronie porusza się z pewnością, w widoczny sposób odróżniającą ją od innych siatkarek na parkiecie. Dzisiaj bywało, że asekurowała kiwkę tuż za siatkę, bądź podbijała ciosy w 4.-5. metr.
Mimo to jej zespół omal nie zszedł z placu pokonany, wszak w tie-breaku gospodynie długo prowadziły jednym lub dwoma punktami (13:11), obroniły dwa meczbole (13:14, 15:16), a same miały trzy (15:14, 17:16, 18:17). Wówczas jednak atak skończyła bardzo wartościowa zawodniczka Tomasovii (pomagała Bieleckiej w przyjęciu i biła się ambitnie na siatce mimo nie najlepszych warunków fizycznych), Aleksandra Czerniawska, dalej Elżbieta Szymańska i Marta Jasiewicz zapunktowały blokiem, a ostatnią piłkę miejscowe wyrzuciły w aut. 18:20. – Szkoda, liczyłem, że pójdziemy za uderzneiem do końca. Kluczowa była chyba ta bardzo długa akcja przy 15:14, myślałem, że „wciśniemy” którąś piłkę, ale się nie udało – analizuje prowadzący Kampus Mikołaj Wojtyczka.

Jego podopieczne stworzyły dobre widowisko, nie tylko dlatego że niemal odwróciły losy od stanu 0:2, ale również – podnosząc się przy bardzo niekorzystnych wynikach w dwóch pierwszych setach.
W inauguracyjnym team gości odskoczył z 6:7 na 6:13, dzięki ostremu serwisowi Dominiki Kozyry i skutecznym atakom Katarzyny Marcyniuk, która niezależnie od pozycji umiejętnie omijała lub zahaczała ręce rywalek. Było już nawet 8:17 i 14:22, lecz wieliczanki zbliżyły się na 12:17 i 17:22, dzięki podaniom Katarzyny Borowskiej i Alicja Nabielec (2 asy). Reszta należała jednak znowu do Kozyry i Marcyniak.
W drugiej partii miał miejsce wyraźniejszy wyścig na dochodzenie. 5:5, 5:8, 6:11, 8:14 – przy szczelnym bloku Tomasovii, ścięciach i asach Czerniawskiej. Ekipa z „Miasta Soli”, ciągnięta na zmiany przez Nabielec i Katarzynę Świeży, zniwelowała różnicę do 15:16 i 17:18, ale znowu wtrąciła się Czerniawska, a potem dowodząca blokiem i kontrująca z obejścia Jasiewicz – 17:21, 18:23, 20:23, 20:25.

Niezłe fragmenty poprzednich odsłon pomogły za to miejscowym odzyskać równowagę w kolejnych. Trzecią zaczęły od 5:1, decydujący szturm zaś przypuściły obie środkowe, Marta Świerczyńska i Aleksandra Stanecka, a także udanie kontrująca Maja Bodzęta. Zapis zmieniał się na 15:7, 16:10, 18:11, 24:13, 25:14. Włączyły się pozostałe koleżanki, w tym Paulina Kerep, która trzy tygodnie temu wznowiła zajęcia w klubie, w którym spędziła wiele lat, dzisiaj wyszła na pierwszy od wiosny 2013 r. mecz i w pierwszym dotknięciu piłki zaliczyła asa!
Dziewczyny podeszły na większym zaangażowaniu, „nakręciły się” i coraz lepiej im szło – Wojtyczka ocenia wydarzenia z 3. i 4. części. Chwali za zmianę Bodzętę („Dobrze w przyjęciu i ataku, no i pokrzyczała sporo„), a zwłaszcza libero Agnieszkę Starowicz. 15-latka musiała wyjść na parkiet w obliczu choroby Marii Maszek i problemów na początku spotkania Joanny Skiby, która odczuwa dotkliwe bóle w łokciach. I w imponującym stylu wytrzymała okres największego bombardowania. – A potem prezentowała się jeszcze lepiej! – kiwa głową Wojtyczka.
W czwartej części jego zespół rzadko oddawał inicjatywę (1:2, 3:2, 5:3, 8:5, 10:10, 14:14, 14:15, 16:16, 18:16, 21:18), bardzo dobrze spisując się zwłaszcza w obronie. Kiedy natomiast na tablicy zaświeciło się niebezpieczne 22:21 i 23:22 – najpierw z krótkiej zameldowała się Stanecka, w finale dwukrotnie zbijała Bodzęta.

– Żal tego drugiego punktu – mówił już po tie-breaku szkoleniowiec Kampusu Wielickiego. – Ale cieszę się z lepszej niż ostatnio gry, która wyraźnie poruszyła też kibiców. Wierzę, że efekty przyjdą.
Opiekun Tomasovii również ma nadzieję na większe zdobycze w przyszłości. Wiąże je głównie z powrotem Kariny Róg, która odniosła kontuzję kolana tuż przed startem sezonu. – Przeszła zabieg zszycia łąkotki, powinna niedługo dojść do siebie – opowiada Stanisław Kaniewski. – Byłaby wzmocnieniem na przyjęciu i zwiększyłaby możliwość manewru wśród skrzydłowych. Bardzo liczyłem na nią wcześniej, jest szansa, że nam jeszcze pomoże.
PAWEŁ FLESZAR

Zdjęcia z meczu można zobaczyć TUTAJ.

KAMPUS WIELICKI – TOMASOVIA Tomaszów Lub. 2:3 (19:25, 20:25, 25:14, 25:22, 18:20)
Sędziowali: Janusz Kaliński (Mielec) i Łukasz Lemiech (Rzeszów). Widzów: 150.
KAMPUS: Borowska, Antos, Świerczyńska, Nabielec, Świeży, Stanecka oraz Skiba (l), Starowicz (l), Mazur, Stasiak, Bodzęta, Kerep. Trener: Mikołaj Wojtyczka.
TOMASOVIA: Szymańska, Marcyniuk, Romaszko, Kozyra, Czerniawska, Jasiewicz oraz Bielecka (l), Staszczyk, Kaniewska. Trener: Stanisław Kaniewski.

Komentowanie zablokowane.