Wyszków nie tonie

Zaciętość I-ligowej konfrontacji AGH 100RK AZS z Camperem była odwrotnie proporcjonalna do jednostronności jej wyniku. Krakowscy siatkarze ulegli gościom 0:3.
– Jak to jest, że tak fajnie gracie, a tak mało macie punktów w tabeli? – pytał po meczu miejscowych szkoleniowiec gości, Jan Such. – Gratuluję im walki, zwłaszcza w obronie – dodawał później.
Na tyłach Bartosz Luks zastąpił dzisiaj etatowego dotąd libero, Kamila Dembca, natomiast Tomasz Obuchowicz leczy jeszcze uraz. Poza obroną ich koledzy zaczęli także twardym atakiem, włącznie z Jakubem Kośkiem, który uderzył lewą ręką, swoje dołożyli też Krzysztof Ferek, Patryk Łaba i Grzegorz Szumielewicz. Ten ostatni pokazał też jak naładowani byli, wrzeszcząc przeraźliwie na sędziego, gdy ociągał się z odgwizdaniem rywalom przejścia linii trzech metrów. Prowadzili 7:3, 7:6, 9:6, 11:8, 14:10, kiedy przez nieporozumienie wpadła im banalna piłka w polu. – „Turning point”, jak mawiają zagraniczni komentatorzy, bo poleciała potem seria – kręcił głową „Szumi”.
Punkt zwrotny spowodował wyrównanie na 14:14 (m.in. po asie Bartosza Zrajkowskiego), ale miejscowi utrzymali się w grze – 16:15, 17:17, 19:18, 20:20. Po zepsutym serwisie i zbiciu drugiej piłki Konrada Woronieckiego było 20:22 i ta różnica już się utrzymała, bo po jednej stronie punktowali Łaba i Szumielewicz, a po drugiej Paweł Pietkiewicz i Sebastian Wójcik (jego kiwkę jeszcze akademicy obronili, ale w ponowieniu ustalił wynik na 23:25).


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Przed tygodniem „Agiehowcom” poszło stosunkowo nieźle z trenowanym przez Krzysztofa Wójcika AZS PWSZ Nysa, bo zdobyli tam pierwsze „oczko” w sezonie, ale dzisiaj jego syn własnoręcznie wyrywał im szanse na kolejne. W drugiej partii dostał tak szybką piłkę, że przeciwnicy nie zdążyli wyskoczyć i przyłożył w 3,5 metra, a zaraz poprawił po bloku na 8:9. Świetna dyspozycja Szumielewicza zaowocowała przewagą 13:11 (miał wówczas pięć punktów), jednak wyszkowianie nie dawali się zatopić. Kiedy Grzesiek zgasił kiwkę Woronieckiego, ten po chwili zrehabilitował się w następnej akcji wystawiając krótką „dyszlem”. 13:13, 15:15, 15:17.
Goście w porywach prowadzili obserwacje nawet na cztery pary rąk: statystyk z tabletem wyposażonym w program Data Volley, dwóch asystentów z arkuszami papierowymi, własną kartkę z podstawkę miał również Such, a na niej namalowane ustawienia AGH, do których coś czasami dorysowywał. – Potrzebuję takich dodatkowych informacji, ale dzisiaj rzadko nam się przydawały, bo w pierwszym secie w ogóle nie blokowaliśmy – tłumaczył ironicznie rutynowany szkolewiec.
– Powiedziałem, że nie ma krótkiej u nich, to musieli akurat zaatakować – śmiał się, kiedy w drugiej odsłonie Konrad Mucha zameldował się w pierwsze tempo. Nie było to ostatnie słowo środkowych AGH 100RK, bo Mucha dołożył jeszcze ścięcie i „czapę”, a Patryk Akala – „czapę”. 17:17, 19:18, 20:19, jednak na finiszu znakomitą zmianę dał Jakub Urbanowicz. Nominalnie jest przyjmującym, ale ze względu na chorobę podstawowego atakującego Łukasza Kaczorowskiego (do ostatniego piątku był nawet hospitalizowany) musiał zostać dublerem na tej pozycji. I trzykrotnie zbijał skutecznie, w tym raz po własnym wybloku. Resztę załatwił Pietkiewicz, zbijając z lewej flanki na 21:24 (po precyzyjnej, siedmiometrowej wystawie palcami libero Adriana Stańczaka) i 22:25.

Co ciekawe, w trzeciej partii gospodarze zanotowali najmniej, tylko kilka, własnych błędów, a ulegli w niej najwyżej. – Zadecydowało większe doświadczenie tamtych, choćby Stańczaka, Wójcika – uważa Szumielewicz.
Zaczęło się od 0:5 po „kopnięciach” Tomasza Ruteckiego zza linii końcowej (w tym as) i przy szczelnej ścianie, jaką jego partnerzy postawili nad taśmą. Krakowianie nie załamali się, krótką i asem punktował Akala, a dwa udane ataki Ruteckiego znaczyły już bliższy dystans (3:7, 6:8). Ferek wyrównał (8:8) goniąc trudną piłkę, a potem mieszcząc ją w placu, nie rezygnował też Adam Szałański, skutecznie broniąc nogą niemal pod ścianą. Na tablicy świeciło się 12:11, 13:13, 15:15, 17:16 i tradycyjnie – już po raz trzeci – 19:18. Ostatni kontakt z Camperem mieli przy 20:21, jednak Waldemar Świrydowicz dobił przy pustej siatce (20:22), a potem z pola serwisowego posłał asa i dwa takie podania, które praktycznie uniemożliwiły skonstruowanie groźnej akcji akademikom, a Urbanowicz i Maciej Główczyński dokończyli dzieła kontrami. 20:25.

– Dzisiaj po południu oglądałem w telewizji Jastrzębie z Resovią i ten mecz był trochę podobny – żartobliwie komentował trener Campera tracone przez przegranych prowadzenie.
Gorszy humor miał Szumielewicz, który w sezonie 2009/10 był jego podopiecznym w Jadarze Radom, kiedy udało im się utrzymać klub w Plus Lidze (potem miejsce zostało przekazane do Siedlec). – Wcześniej byłem traktowany zadaniowo, a potem tak się skomplikowała sytuacja kadrowa, że zostaliśmy jako jedyni przyjmujący z Maćkiem Pawlińskim, ale jakoś sobie poradziliśmy. Najprzyjemniejszy okres kariery? To nie kariera tylko przygoda z siatkówką… – nie mógł otrząsnąć się z przygnębienia.
– Brakuje nam naszej „petardy”, Kaczorowskiego, ale mamy 9 punktów, wygraliśmy w Lubinie i wiele jeszcze przed nami, bo „Kaczor” przecież wróci. A krakowian też nie skreślałbym na przyszłość po tym, co pokazali dzisiaj – podsumowuje Jan Such.
PAWEŁ FLESZAR

AGH 100RK AZS Kraków – CAMPER Wyszków 0:3 (23:25, 22:25, 20:25)
Sędziowali: Marek Litwiński (Jarosław) i Ireneusz Wolszczyniak (Częstochowa). Widzów: 220.
AGH: Kosiek 1 pkt, Łaba 9, Mucha 5, Ferek 11, Szumielewicz 11, Akala 3 oraz Luks (l), Galiński 3, Dzierwa, Szałański, Krupczak. Trener: Wojciech Kasza.
CAMPER: Woroniecki 1, Pietkiewicz 8, Świrydowicz 5, Rutecki 8, Wójcik 13, Szulik oraz Stańczak (l), Główczyński 5, Zrajkowski 1, Urbanowicz 8. Trener: Jan Such.

Komentowanie zablokowane.