Wyszli z hotelu, więc nie zwariowali

– Dziękujemy kibicom, bo nieśli nas dzisiaj niesamowicie – mówi Bartosz Jurecki po inauguracji mistrzostw Europy piłkarzy ręcznych, w której Polska – przy dopingu piętnastu tysięcy ludzi w krakowskiej Tauron Arenie – pokonała Serbię, 29:28.

„Biało-czerwoni” zrobili to we właściwym sobie stylu. Są chyba organicznie niezdolni do zagrania pozbawionego emocji meczu, z wysoką, „nudną” przewagą. – Spodziewałem się trudnej walki z silnym przeciwnikiem – twierdzi ich trener, Michael Biegler. – Na dodatek, pierwszej połowie mieliśmy problemy w defensywie, bo innymi systemami zawodnicy bronią w klubach, a innym w reprezentacji.
Po powitalnej wymianie ciosów, kiedy żadna z drużyn nie trafiła dwa razy z rzędu, wreszcie błysnął refleksem Darko Stanić, a jego koledzy wyszli na 6:8. Poza dwoma wyjątkami (8:8 i 13:12) gospodarze odtąd na ogół musieli gonić, a po drugiej stronie brylował Petar Nenadić, niegdyś lewy rozgrywający Orlen Wisły Płock, zdobywając w tym okresie 6 ze swoich 7 goli. – Jest bardzo dobrym zawodnikiem, ma bogaty repertuar rzutów i trzeba było czasu, żeby znaleźć na niego sposób – wyjaśnia Bartek Jurecki.

Niekiedy też Polacy sami sobie podstawiali nogę. Tak było w końcówce pierwszej części, gdy przy stanie 14:15 Michał Chrapkowski po kontrze, w idealnej sytuacji uderzył po koźle w poprzeczkę. Akcja przeniosła się na drugą stronę, od razu złapali pierwsze dwuminutowe wykluczenie i zaraz drugie. A kiedy w drugiej odsłonie prowadzili 23:20 i mieli piłkę w rękach – stracili ją, szybko zrobiło się 23:22 i wkrótce 24:24.
– Czekaliśmy na ten mecz kilka lat, odkąd dowiedzieliśmy się, że mistrzostwa będą w Polsce. A dzisiaj czekaliśmy cały dzień, z godziny na godzinę napięcie rosło, każdy to przeżywał po swojemu – zwierza się Michał Jurecki. – Wiecie jak to jest, człowiek siedząc cały dzień w hotelu, może zwariować. To też była przyczyna błędów i dlatego tym bardziej cieszy zwycięstwo, bo ciśnienie zejdzie.
Jego drużyna nie potrzebuje wodzirejów prowadzących doping, bo sama najskuteczniej podrywa fanów, wydzierając wynik z gardła przeciwnikowi. W piątkowy wieczór najbardziej porywający był run z 16:18 na 21:18, a potem finisz, kiedy przy 29:28 Sławomir Szmal zatrzymał egzekwującego karnego Ivana Nikcevicia. Każdy czas ma swego bohatera, wszak fetowany wówczas były bramkarz Hutnika Kraków, zaliczył fatalny początek spotkania, wpuszczając prawie wszystko, a Nikcević dotąd niemal się nie mylił.

Nagrodę dla najlepszego zawodnika odebrał Michał Jurecki, autor siedmiu celnych rzutów, który największe owacje wywołał… efektownym pudłem – w ostatnich sekundach wyekspediował piłkę daleko i wysoko w trybuny, aby nie ryzykować straty. – Kiedyś w podobnych okolicznościach zgubiłem ją, gdy w barwach Vive Kielce graliśmy z Barceloną – wspomina. – Tamto doświadczenie nauczyło mnie, jak zachować się teraz.
Humor mu dopisywał. Jeden z macedońskich dziennikarzy poprosił, aby on i Biegler powiedzieli, czego oczekują po konfrontacji z jego ojczystym teamem, a szkoleniowiec popłynął w zupełną sztampę (groźny przeciwnik, będziemy się koncentrować, itd.). Prowadzący konferencje oddał głos Jureckiemu, który stwierdził z uśmieszkiem: – Wydaje mi się, że trener powiedział już wszystko na ten temat.
Nie trzeba wiedzieć, że jest młodszym bratem Bartosza. Wystarczy posłuchać co bardziej przekornych kwestii i zobaczyć wyraz twarzy, gdy je wygłaszają. – Jeśli to ma tak wyglądać; jeśli mamy wygrywać jedną bramką, a potem cieszyć wszyscy razem z kilkunastoma tysiącami kibiców, to niech tak będzie dalej – spuentował starszy z Jureckich, pytany, czy można być zadowolonym z obrazu dzisiejszej gry. – Poza tym, dzisiaj zrobiliśmy postęp, bo ostatnio zwykle przegrywaliśmy pierwsze mecze na wielkich turniejach.
PAWEŁ FLESZAR

Grupa A:
POLSKA – SERBIA 29:28 (14:15)
Sędziowali: B. Stark i R. Stefan (Rumunia).
POLSKA: Szmal 5 obron (przy 18 strzałach) , Wyszomirski 5 (20) – M. Jurecki 7 pkt (13 strzałów), Lijewski 4 (6), Krajewski 3 (4), Bielecki 3 (5), B. Jurecki 3 (4), Daszek 3 (7), Gliński 2 (2), Syprzak 2 (3), Szyba 2 (2), Chrapkowski 0 (1), Konitz, Grabarczyk, Łucak. Trener: Michael Biegler.
SERBIA: Stanić 13 obron (przy 39 strzałach), Dukanović 0 (3) – Nikcević 7 pkt (9 strzałów), Nenadić 7 (14), Sesum 4 (7), Zelenović 4 (6), Dukić 2 (3), Rnić 2 (3), Marsenić 1 (1), Beljański 1 (2), Elezović 0 (1), Pusica, Marjanović, Abutović, Orbović. Trener: Dejan Perić.

FRANCJA – MACEDONIA 30:23 (12:12)

Niedziela, 17 stycznia – Tauron Arena Kraków
g. 18.15: Francja – Serbia
g. 20.30: Polska – Macedonia

Komentowanie zablokowane.