Z AGH do Tauron Basket Ligi

Piotr Biel został trenerem przygotowania motorycznego ekstraklasowych koszykarzy MKS Dąbrowa Górnicza. Ciągle jednak będzie współpracował z II-ligową drużyną z Krakowa.

Klub z Zagłębia w minionym sezonie zajął 11. miejsce w elicie, w najbliższym mierzy dużo wyżej, o czym świadczą transfery zawodników. Ze znanym w krakowskim koszykarskim światku szkoleniowcem skontaktował się po raz pierwszy jeszcze w kwietniu. Początkowo jednak rozmowy były luźne, potem się urwały i dopiero w sierpniu padła konkretna propozycja. Na spotkaniu z pierwszym coachem MKS, Wojciechem Wieczorkiem i jego asystentem Michałem Dukowiczem, szybko doszło do porozumienia. Biel codziennie przed południem jeździ do Dąbrowy, ćwicząc zawodników z Tauron Basket Ligi w hali i w terenie. Do tego trzy razy w tygodniu, przed lekcjami szkolnymi ma prowadzić zajęcia z grupami młodzieżowymi klubu, startującymi w II lidze i konkurencjach juniorskich. Wieczorami natomiast – tak jak niemal od początku istnienia akademickiego klubu – „tresuje” chłopaków z AZS AGH Alstom.
Do ciekawego porównania wykonanej pracy dojdzie w trakcie sezonu, kiedy rezerwy MKS spotkają się z AGH w tej samej grupie II ligi. Ale wtedy ich trener będzie musiał przejmować się również czym innym. Wszak przede wszystkim jest pracownikiem dydaktycznym Studium WFiS Akademii Górniczo-Hutniczej, gdzie pełni również funkcję zastępcy kierownika ds. sportu i prowadzi uczelnianą reprezentację lekkoatletyczną.
– Mam nadzieję, że uda się pogodzić wszystkie obowiązki. Kiedy zaczną się rozgrywki, zajęć w MKS będę miał mniej, a w AGH Alstom będę doglądał ich głównie na siłowni, a dwa razy w tygodniu wejdę do hali – wylicza. – Nie będzie łatwo, ale musiałem przyjąć tę ofertę, bo to gratka dla kogoś, kto mieszka w Krakowie, gdzie już trudno sobie przypomnieć, kiedy tu ostatnio była ekstraklasa koszykarzy…


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Obecne wyróżnienie jest częścią procesu rozwoju, ale jego karierą kierowały również zabawne przypadki. Do szesnastego roku życia w Krościenku był „dzieckiem przyrody”, nie związanym ze sportem. Aż na Pierwszą Komunię Św. jego młodszego brata przyjechał z Krakowa przyjaciel rodziny.
– Aleś ty strasznie wyrósł, Piotruś – zagaił sztampowo. – A może chciałbyś spróbować grać w koszykówkę?
– Pewnie, że tak! – blisko dwumetrowy Piotrek nie zastanawiał się ani chwili.
Znajomy znał kogoś w Wiśle i tak Biel przybył na Reymonta, a że ruszał się sprawnie – trafił na treningi do drużyny seniorów występującej w II lidze (wtedy – zaplecze ekstraklasy). Jego starszym kolegą był w niej Rafał Knap, z którym teraz spotkają się w MKS, gdzie pracuje z młodzieżą. Piotr regularnie występował w juniorach U-20, a w 1999 zdobył z tym zespołem srebrny medal mistrzostw Polski.
I… zrezygnował z basketu. Na studiach na Akademii Wychowania Fizycznego zaczął trenować skok wzwyż, trójskok, bieg na 400 m przez płotki. – Wszystko i nic – uśmiecha się.
Po decyzji zrodzonej z przypadku podjął więc decyzję irracjonalną, ale i ona poprowadziła go do dzisiejszej pozycji. – Sporo nauczyłem się od lekkoatletycznych szkoleniowców Piotra Bory i Stanisława Zaparta. A najwięcej mi dało, że ten drugi pozwolił mi podglądać treningi i „kłaść do tego paluchy”. To facet, który od rana do wieczora przebywa na stadionie, więc nauczył mnie poświęcenia całego swojego czasu dla zawodników – tłumaczy Biel.

Współpracując w AGH z Wojciechem Bychawskim nie kładzie już paluchów tylko wpycha ręce po barki. – Nie wiem, czy jest gdzieś trener koszykówki, który zgodził się, aby jego trener przygotowania fizycznego, czyli w gruncie rzeczy pomocnik, miał wolną rękę i tak głęboko ingerował w pracę? – zastanawia się. – Bardzo na tym skorzystałem, bo pewne koncepcje wypróbowałem i doszlifowałem w praktyce.
Biel uchodzi za wymagającego trenera, jeden ze starszych zawodników stwierdził kiedyś z przekąsem, że podstawowym elementem okresu przygotowawczego jest „wbieganie tyłem na Kopiec”. Potrafi być jednak elastyczny. Na starcie w MKS odbył m.in. rozmowę z dobrym strzelcem Jakubem Dłoniakiem. – Powiedział, że dotąd bardzo dobrze wpływały na niego pewne ćwiczenia, jakich nauczył go Artur Pacek z „Getbetter” i chętnie by je kontynuował. Odparłem, że jestem za, a nawet podpatrzę, jak na niego działają – mówi trener. – Nie jest sztuką wziąć dzienniczek zajęć i zaaplikować zawodnikom to, co już się przerabiało rok czy dwa temu o tej samej porze. Różne ćwiczenia różnie wpływają na różnych ludzi, każdy ze starszych koszykarzy już coś robił i na ogół dzięki temu się rozwijał. Dlatego trzeba zgadzać się na rzeczy przynoszące efekt, a nie sztywno realizować własne wizje.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.