Z Biłgoraja po pachnidła Arabii

Paweł Wrzeszcz, znany z pracy w PLKS Pszczyna i biłgorajskiej Szóstce, został II trenerem reprezentacji siatkarzy Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz opiekunem kadry juniorów tego kraju.

Przy zespole seniorskim Wrzeszcz asystuje Grzegorzowi Rysiowi, który ściągnął go do ZEA. – Po krótkiej rozmowie telefonicznej i analizie wszystkich za i przeciw zdecydowałem się na wyjazd; w tej chwili wydaje mi się to dobrą decyzją – zwierza się Paweł, który w kraju szejków podpisał dwuletni kontrakt, a w Polsce na razie zostawił żonę z dwójką dzieci. – Akurat mamy okres wytężonej pracy, wiele jeździmy na zgrupowania, ciągle hotele, np. w tej chwili jesteśmy w Kairze, więc Asi trudniej byłoby opiekować się samej dzieciakami, a w kraju może liczyć na rodzinę – tłumaczy. – Poza tym jest strasznie gorąco, regularnie powyżej 50 stopni. Od września temperatura ma się zmniejszyć do polskiej letniej i wtedy najbliżsi do mnie dołączą.

45-letni szkoleniowiec w swojej karierze pracował głównie z kobietami: po kilka sezonów upłynęło mu na walce o awans z II ligi z PLKS Pszczyna i Szóstką Biłgoraj (w tej drugiej złożył rezygnację na przełomie stycznia i lutego tego roku), pomagał też Wojciechowi Kaszy w SMS Sosnowiec i przy reprezentacji kadetek roczników 1988-89. Długo, do 35. roku życia, był rozgrywającym ekstraklasowych klubów, głównie na Śląsku, skąd pochodzi. Wychował się w epoce katorżniczego treningu, obowiązującego dawniej w Polsce, ale w Emiratach optyka jest zupełnie inna.
– Po przyjeździe tutaj trzeba szybko przejść na ich tok myślenia i podejście do życia. Nic na siłę, powoli i „Jak Allach pozwoli, to jutro będzie lepiej” – opowiada. – Jest duży problem z warunkami fizycznymi; mamy tylko kilku zawodników powyżej 190 cm, reszta jest niższa. Koordynacyjnie i skocznościowo prezentują się całkiem dobrze, ale musimy im wpajać, że jedynie trudną i ciężką pracą możemy dojść do wyników. Poza tym uczymy ich cały czas dyscypliny na boisku, ale i z tym powoli jest coraz lepiej. Są bardzo zainteresowani nowinkami siatkarskimi, na przykład przygotowaniem fizycznym i taktyką.

W przyszłym roku Zjednoczone Emiraty Arabskie będą gospodarzem mistrzostw Azji, imprezy stosunkowo silnie obsadzonej, z udziałem m.in.: Japonii, Australii, Korei Płd., Chin, Iranu, Indii. – Jak widać, są to reprezentacje wyżej notowane od naszej, rozpoznawalne nawet w Europie, Australia ma zresztą kwalifikację olimpijską – analizuje Wrzeszcz. – Przygotowanie do tych mistrzostw jest naszym głównym celem, ale przy okazji zawodnicy mają nabrać doświadczenia przed kolejnymi imprezami, które co roku odbywają się w rejonie Zatoki Perskiej.
Paweł, który przed przenosinami do Biłgoraja (w 2007 r.) prowadził też przez pewien czas zajęcia na katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego, a poza tym zajmował się teorią swojej dyscypliny, już wcześniej ocierał się o siatkarską egzotykę: miał propozycje prowadzenia grup młodzieżowych na Wyspach Brytyjskich, a w ubiegłym roku asystentury u Jerzego Strumiłły w żeńskiej reprezentacji Algierii, która później zdobyła awans na olimpiadę. – Ta druga propozycja padła tylko w luźnej rozmowie z pewną osobą,  bez konkretów, poza tym do objęcia tej posady brakowało mi perfekcyjnej znajomości języka francuskiego – precyzuje.

W ZEA szekspirowskie „pachnidła Arabii” to przede wszystkim pieniądze i wszechobecny dostatek. – Szejkowie lubią rozmach i lubią rywalizować ze sobą, pomiędzy emiratami; jednak już w telewizji w Polsce widywałem to na obrazkach z Dubaju czy Abu Dhabi – charakteryzuje Paweł Wrzeszcz. – Największa różnica w porównaniu z naszym krajem to niewielka ilość zieleni, gdyż wszystko zbudowane jest na pustyni, a także uzależnienie od samochodów i innych środków lokomocji oraz od klimatyzacji, która jest nawet na przystankach autobusowych. Czy zarobki są adekwatne do zamożności państwa? O nich nie będę mówił bliżej, ale liczę, że za dwa lata spełni się jedno duże marzenie Asi i moje… – zawiesza tajemniczo głos szkoleniowiec, którego zespół jesienią być może zawita na zgrupowanie do leżącej nieopodal Rzeszowa Kielnarowej.
PAWEŁ FLESZAR

Skomentuj