Z high school top 15 pod deskę Sokoła

Łańcuccy koszykarze bardzo długo nie mogli złamać młodej i żywiołowej, ale skutecznej drużyny Biofarmu Basket Poznań. Prowadzenie zmieniało się 25 razy, a gospodarze zapewnili sobie szóste z rzędu pierwszoligowe zwycięstwo – 89:88 – na 3 sekundy przed końcem.
Na 27,4 s przed syreną było jeszcze 85:88, Kamil Zywert dostał dwa osobiste za faul w trakcie dryblingu. Wyegzekwował oba, a trener Rawlplug Sokoła, Dariusz Kaszowski poprosił o czas i rozrysował podopiecznym zonę press do ustawienia na całym boisku. Wiktor Sewioł miał w niej być ostatnim zawodnikiem, jako jedyny asekurującym na własnej połowie. Gdy wyszli już na parkiet, Filip Małgorzaciak (po wcześniejszej konsultacji ze szkoleniowcem) powiedział: „Słuchaj, masz silniejsze nogi, zamieńmy się”. Wiktor przeniósł się więc na linię środkową i po chwili jak wystrzelony z procy wystartował do długiego podania, którym próbowali oswobodzić się rywale. Przejął je i zapewnił gospodarzom akcję meczu. Bartłomiej Karolak zagrał z obrońcą jeden na jeden i rzucił prawym hakiem po dwutakcie. Piłka wypadła na zewnątrz po obręczy, ale zebrał ją Sewioł i z bliska wrzucił do środka, o „deskę”.
– Najpierw „ściąłem” pod kosz w wolniejszym tempie, bo Bartek mógł podawać, a kiedy zobaczyłem, że będzie kończył, przyspieszyłem. Nie zastanawiałem się, bo już nie można było liczyć na ponowienie, ustawienie zagrywki – tłumaczy, pytany, czy działał wtedy instynktownie, czy w ramach taktyki.
Poznaniakom zostało 3,4 sekundy, przedostali się jeszcze w „trumnę” miejscowych, lecz Tomasz Smorawiński spudłował, Małgorzaciak zaś zbił piłkę na aut i wzniósł pięści w geście triumfu.

Powyższy scenariusz nie był w ogóle wcześniej zakładany. Wszak do liderującego przed tą kolejką Sokoła przyjeżdżał 11. w tabeli zespół, osłabiony na dodatek urazami trzech podstawowych, doświadczonych koszykarzy: Marcina Fliegera, Adama Metelskiego i Macieja Rostalskiego. Pozostali jednak, głównie 21- i 20-latkowie, nie wiedzieli, że są skazywani na pożarcie. Po trafieniach z dystansu Marcina Tomaszewskiego i – jedynego z ósemką na przodzie pesela – Smorawińskiego prowadzili 5:4, 8:5, 13:11 i 15:13. Karolak odwrócił zapis na 22:17, oddając w ciągu minuty salwę trzech celnych „trójek”. Gdy dołożył dwa osobiste, na tablicy świeciło się 26:23, a on miał na koncie 11 pkt.
W drugiej kwarcie przyjezdni rzadziej grozili z obwodu, a sprawniej przedostawali się pod „dziurę” za pomocą dwójkowych kombinacji, w których ten drugi wbiegał najczęściej wzdłuż linii końcowej. Tak zrobili run 9:0 i wyszli na 36:30. Bardzo dobre zmiany dali Dawid Gruszczyński i Michał Samsonowicz, przewaga Biofarmu utrzymywała się (37:41, 39:45), tuż przed przerwą zmniejszył ją do 42:45 Małgorzaciak.
– Czasami nieobecność „piątkowych” koszykarzy daje szansę młodszym, którzy mogą się pokazać i z tego korzystają. Zupełnie nie odczuliśmy braku tamtych trzech, bo ci co zostali byli agresywni, waleczni, a przy tym skuteczni – charakteryzuje przeciwników Sewioł. – Chwilami na zbyt wiele im pozwalaliśmy – chodzi głównie o zbiórki w ataku.
W trzeciej odsłonie w głównej roli znowu wystąpił, wybrany później MVP, Bartek Karolak. Trzykrotnie przymierzył zza linii 6,75 m, a za czwartym razem został sfaulowany i wykorzystał wszystkie wolne (miał dzisiaj 50% skuteczności za trzy i 100% – za jeden). Czwartą „trójkę” dołożył Zywert, ale tym samym odpowiadali Smorawiński i Samsonowicz, a Mikołaj Kurpisz znakomicie odnajdywał się pod łańcuckim koszem. Zbierał, dobijał, wymuszał faule, trafiał osobiste (6 z 6 w całej konfrontacji), a bilans po 30 minutach wyniósł 65:65.

Sewioł ma 21 lat, ale długą drogę za sobą. W Polsce z rodzinnego Jaworzna wędrował do Wrocławia na zachodzie, Sopotu na północy oraz Tarnobrzega i Łańcuta na południowym wschodzie. Jeszcze większe przestrzenie przemierzył w USA: Kentucky, New Jersey, Nebraska. Jego sen o college’u pechowo i przedwcześnie przerwała w North Platte kontuzja dłoni, za to wcześniej przez dwa lata uczył się i trenował w drużynach licealnych (high school): Wesley Christian i Roselle Catholic. – Ta pierwsza jest przeciętna, ale druga znajdowała się wtedy w amerykańskim „Top 15” – wspomina. – Jeden z moich kolegów, Isaac Briscoe w lipcu podpisał kontrakt z Orlando Magic, inny teraz poszedł do NCAA i pewnie w przyszłym roku znajdzie się w drafcie.
Dostać się do Stanów i uzyskać tam stypendium pomógł mu wrocławski trener, Szymon Murdzek, z którym Wiktor ćwiczy w przerwach międzysezonowych w Polsce. Jest strasznym pracusiem. W tym roku zrobił sobie całe dwa tygodnie wakacji, a następnych dwanaście poświęcił na poprawianie motoryki i techniki koszykarskiej. W sierpniu okazało się jednak, że częściej niż na swojej pozycji, „trzy”, będzie występował na pozycji „cztery”, bliżej tablicy. Żartował z Kaszowskim, że latem wprawdzie często trenował pick’n’rolle, ale zawsze jako zawodnik z piłką, a nie stawiający zasłony. – Ja w ogóle dotąd w życiu bardzo rzadko robiłem zasłony – uzupełnia. – Ale „czwórka” to tylko pozycja, numerek; ważne, że i tak wiele akcji wykonuję twarzą do kosza. Na zajęciach w tygodniu też bywam „trójką”, za co jestem trenerowi wdzięczny, bo to moja pozycja docelowa.
Różnorodne doświadczenia przydały mu się, gdy w czwartej części kompletował double-double: zbierał, wkładał, trafiał z półdystansu. Sokoła ciągnęli wówczas Zywert z Małgorzaciakiem, jednak Gruszczyński (trzy rzuty z daleka) i Kurpisz sprawili, że Biofarm był zawsze o krok z przodu. 65:68, 69:73, 76:77, 78:81, 80:84, 83:84, 85:86, 85:88.

Po ciężkiej przeprawie koszykarzy Sokoła czeka nieco dłuższa przerwa. Następny mecz odbędzie się w środę, 7 listopada, o g. 18, kiedy do Łańcuta przyjedzie Pogoń Prudnik. Potem wyruszą w tournee po Pomorzu: 11 listopada zagrają z Czarnymi Słupsk, a 13.11 (w spotkaniu przełożonym z 3.11) – z Kotwicą Kołobrzeg.
Jest szansa, że w listopadzie wróci do składu ich kapitan, Maciej Klima. – W minionym tygodniu ćwiczył indywidualnie, a od najbliższego wtorku lub środy powinien już trenować normalnie z zespołem – wyjaśnia szkoleniowiec. – Gorzej natomiast wygląda sytuacja Adriana Inglota, który ma naderwany mięsień brzuchaty łydki.
PAWEŁ FLESZAR

RAWLPLUG SOKÓŁ Łańcut – BIOFARM BASKET Poznań 89:88 (28:25, 14:20, 23:20, 24:23)
Sędziowali: Jacek Litawa, Maciej Krupiński i Jakub Adameczek. Widzów: 700.
SOKÓŁ: Karolak 26 (6×3, 4 prz.), Sewioł 15 (11 zb., 2 prz.), Zywert 15 (2×3, 10 as.), Małgorzaciak 14 (2×3, 8 zb., 2 prz.), Kulikowski 12 (10 zb.) oraz Pruefer 7 (4 zb.), Zaguła, Fiszer. Trener: Dariusz Kaszowski.
BIOFARM: Kurpisz 20 (2×3, 10 zb., 3 bl.), Smorawiński 16 (2×3, 5 as.), Tomaszewski 10 (2×3, 7 as., 4 zb., 3 prz.), Bręk 4 (8 zb., 4 as.), Czyż 4 (5 zb.) oraz Gruszczyński 17 (2×3, 4 zb.), Samsonowicz 11 (1×3), Lewandowski 6. Trener: Paweł Blechacz.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.