Z Krakowem związana przez los

Kiepska wiadomość dla kibiców łączących marzenia matrymonialne z siatkarkami Armatury Elitesek UEK. Najlepsza z nich, Katarzyna Walawender 7 lipca wychodzi za mąż. W formie niejakiej pociechy – dla tych, których serca płaczą i nie tylko dla nich – zapraszamy do lektury poniższego wywiadu. Kasia mogłaby też przygotować komuś publiczne przemówienie. O ile ten ktoś jest akurat prezydentem 😉

– Jak się gra przeciwko byłemu klubowi?
– Nie ma to dla mnie większego znaczenia – przekonuje Katarzyna, która miniony sezon spędziła w zespole Piecobiogazu Murowana Goślina, a w ostatnią sobotę zagrała przeciwko niemu w barwach „Ekonomicznej”. – Trochę tych klubów już, że tak powiem, „nawiedziłam”. Nie przeżywam szczególnych emocji, dodatkowej adrenaliny. Jeśli mówimy o uczuciach do byłych klubów, to cieszę się, że Dąbrowa Górnicza sięgnęła teraz po Puchar Polski. Poza tym, w Murowanej byłam tylko sezon, więc nie zdążyłam się za bardzo zżyć z nimi.
– A jak się gra przeciwko byłemu klubowi, z którym się rozstawało wśród kontrowersji?
– Miałam podpisany kontrakt z Piecobiogazem na dwa lata – czyli również na obecny sezon… Ze względu na sprawy prywatne bardzo chciałam przenieść się Krakowa. To kluby dogadały się między sobą, odnośnie rozwiązania mojego kontraktu i przejścia do UEK.
– Czyli nie wystawiła ich pani zupełnie do wiatru?  Bo słyszałem, że byli rozczarowani pani odejściem.
– Nie sądzę. Nie.
– Ale jakoś dziwnie się pani uśmiecha. Co tam się działo?
– Właściwie nic ciekawego… Gdy kończył się poprzedni sezon w Murowanej Goślinie mieliśmy renegocjować kontrakt, bo był w nim taki zapis. Nie renegocjowaliśmy, co pokazuje, że tamta strona też nie zabiegała szczególnie, żebym została. A mnie – jak mówiłam – zależało na przeprowadzce do Krakowa. To wszystko naprawdę obyło się bez większych emocji i przyszłam tutaj za zgodą poprzedniego klubu.
– Jeśli jesteśmy przy byłych klubach, to może pogadamy chwilkę o MKS Łańcut. Kiedy jesienią grałyście tutaj z Legionovią, w pewnym momencie na parkiecie występowały cztery byłe zawodniczki MKS – pani, Żaneta Baran, Barbara Bawoł, Małgorzata Plebanek. Tu filary czołowych zespołów I ligi, a w Łańcucie pozostała młodzież w III lidze, a po klubie, w którym występowałyście – zgliszcza…
– Spośród wymienionych, spotkałam się na boisku tylko z Basią. Tam zdecydowanie nie było sponsorów, którzy byliby zainteresowani pomocą drużynie siatkarek. No niestety, tak się zdarza w niejednym miejscu… To było bardzo dawno, słabo już pamiętam tamte lata. Ale wspominam je dobrze, to zreszą moje rodzinne strony.
– Pisała tam pani notatki informacyjne o wydarzeniach sportowych do lokalnego miesięcznika, podpisując się „Kasia”. W jakimś wywiadzie mówiła pani, że marzy o dziennikarstwie. Na „Gazecie Łańcuckiej” marzenia się skończyły?
– Nie. Pracowałam przecież w Urzędzie Miasta Ostrowca Świętokrzyskiego w zespole prasowo-informacyjnym. Na dużo większą skalę zajmowałam się tam pisaniem artykułów, redagowaniem strony internetowej, pisaniem przemówień na różne oficjalne spotkania prezydenta.
– Przemówień, które później wygłaszał prezydent?
– Tak, dokładnie. A więc w znacznie większym stopniu związałam się z dziennikarstwem. Potem poszłam do Białegostoku, gdzie już nie było takiej możliwości, podobnie w Dąbrowie Górniczej. Idąc do Murowanej Gośliny miałam obiecaną pracę, której nigdy nie otrzymałam. Miałam być menedżerem pewnego klubu. Obiecywał mi to sponsor, lecz na obietnicach się skończyło.
– Menedżerem jakiego klubu?! Sportowego czy rozrywkowego?
– Sportowego, choć nie tego, w którym występowałam. Innego, który prowadził sponsor.
– UKS Zielone Wzgórza?
– Nie. To już nieistotne.
– Nie ma już tego klubu?
– Jest! Ale to nie jest klub siatkarski.
Właśnie dlatego tak dopytuję, bo to ciekawe.
– Istnieje ciągle. Ale potem się okazało, że był to jeden ze sposobów na ściągnięcie mnie do Murowanej Gośliny, a ostatecznie tej pracy nie dostałam. To nie jest klub ani siatkówki, ani koszykówki, ani piłki nożnej. Sport niszowy, więc nie ma to znaczenia (śmiech).
– Ogłośmy więc jego nazwę, żeby stał się trochę mniej niszowy.
– Ale właśnie ja nie chcę promować klubu, w którym coś mi obiecano i tego nie dotrzymano!
– Generalnie, długo starała się pani mieć i miała – jakąś odskocznię od gry w siatkówkę. Potem nie dało się tego godzić, a co planuje pani na przyszłość?
– Jestem już w takim wieku, że nie ma co się oszukiwać…
– Nie wysyłam pani na emeryturę.
– A ja się na nią nie wybieram, po prostu rozpoczęłam w ten sposób zdanie. Natomiast jego koniec jest taki, że trudno będzie znaleźć pracę, przy moim wielu i braku doświadczenia – nikt nie przyjmie wtedy trzydziestoparolatki „z ulicy”, bez stażu.
– Nie jest pani „z ulicy” – ma pani doświadczenia, o których mówiliśmy.
– No tak, ale to było parę lat temu, a ten dystans będzie rósł. Byłoby ciężko przekonać kogoś, że nadal jestem „w obiegu”. Będę musiała spróbować stworzyć coś własnego, gdy już skończę karierę, ale na razie zamierzam grac jak najdłużej, póki tylko zdrowie pozwoli.
– W jakim mieście?
– Siódmego lipca wychodzę za mąż i chciałabym związać swoje losy z Krakowem.
– Przyszły mąż się za panią nie przeniesie?
– Jest Krakusem, ma tutaj pracę. Nie byłoby sensu ciągać go po Polsce. Mam nadzieję, że uda mi się grać tutaj, ale też wiadomo, jak to jest w sporcie – nic nie można powiedzieć na sto procent.
– Skoro o procentach mowa, to porozmawiajmy o waszych tegorocznych perspektywach w I lidze. Porażka z Piecobiogazem odebrała wam szansę zajęcia drugiego miejsca na koniec rundy zasadniczej?
– Murowana ma przed sobą Chemika, Legionovię, może powinie im się noga w tych meczach. A jeśli jeszcze my wygramy z Policami, to wszystko będzie możliwe. Zresztą jest kilka innych zespołów, które są w stanie urwać każdemu punkty. Wszystko jeszcze może się wydarzyć.
– Celem jest drugie miejsce, aby z Legionovią spotkać się ewentualnie dopiero w finale. Dotąd legionowianki były jednak niedosięgłym przeciwnikiem. Gdybyście w kwietniu spotkały się z nimi w finale, to będziecie w stanie je pokonać?
– Legionovia ma atut, którego brakuje każdemu innemu zespołowi z walczących teraz o awans – grają ze sobą drugi sezon. Bardzo dobrze się rozumieją w trudnych momentach, co ma duże znaczenie. Wygrywają mecz za meczem i nie ma co ukrywać – są bardzo dobrze poukładane.
Ale nie ma co skazywać się na porażkę. Myślę, że trener szuka osób będących pewnymi punktami drużyny. Mam nadzieję, że niedługo wszystko będzie jasne i tak się to unormuje, że na play off wyjdzie na boisko najlepszy skład, który powalczy o ten awans.
Rozmawiał PAWEŁ FLESZAR

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*