Z poradnika pana Zygmunta

Los siatkarzy AGH 100RK AZS może rozstrzygnąć się w najbliższych kilku tygodniach. W tym okresie powinien też nastąpić przedłużający się powrót do gry skrzydłowego krakowian, Krzysztofa Ferka.

22 lutego, nadzwyczaj interesująco zapowiadającym się spotkaniem w Kętach, „Agiehowcy” skończą sezon zasadniczy. Ich los będzie wówczas jasny, jeśli zakwalifikują się do czołowej „ósemki” I ligi. Zagwarantują tym sobie utrzymanie i niższy poziom stresu podczas występów w play off. – Wierzę, że może się udać; po prostu musimy zdobyć jakieś punkty w pozostałych meczach – przekonuje kapitan akademików, Patryk Łaba. Jego drużyna ma obecnie 4 „oczka” straty do zajmującego 8. miejsce Pekpolu Ostrołęka, w rundzie pozostało jej pięć konfrontacji. Tyle że najbliższa, 25 stycznia w Będzinie, z liderem tabeli… – Tutaj może trochę z rozpędu powiedziałem o tych punktach – kiwa głową Patryk. – Ale nie jesteśmy bez szans. Gdy spotkaliśmy się z nimi pierwszy raz, w listopadzie u siebie, czuliśmy chyba za duży respekt. Teraz jesteśmy już innym zespołem i możemy tam powalczyć.
Jak bardzo ekipa AGH zmieniła się w ciągu kilkunastu miesięcy, pokazało sobotnie zderzenie z Avią Świdnik (relacja TUTAJ), która była jej zmorą w ubiegłym sezonie. W trakcie sześciu porażek na ogół stawiali się tamtym mocno, ale niekiedy nie mieli zbyt wiele do powiedzenia – choćby w ostatnim spotkaniu finału w grupie.
W I lidze pokonali ją już dwukrotnie. – Trener Kasza nas poukładał; w obu drużynach zmieniło się też trochę personalnie – przytakuje Łaba. – U nich widać brak Milewskiego, któremu zdarzało się „pogonić” nas serwisem.

Krakowianie są w sytuacji, jaka nierzadko przytrafia się w życiu, kiedy osiągnięcie ważnego celu jest trudne, albo i wątpliwe, ale dzięki temu dążeniu udaje się osiągnąć cel pomniejszy, również posiadający pewną wartość. Oni starają się o ósmą lokatę, ale jeśli będą musieli poprzestać na 9. lub 10., to też będzie zysk, gdyż da im atut własnego parkietu w play out. – Racja, ale ciągle powinniśmy myśleć o tej ósemce – zaznacza szkoleniowiec AGH 100RK, Wojciech Kasza. – Niedawno po raz kolejny czytałem przed snem książkę Zygmunta Krzyżanowskiego, w której są takie słowa: „Nie MUSIMY wygrać, ale MOŻEMY wygrać”. My też powinniśmy tak do tego podchodzić.
Zygmunt Krzyżanowski to siatkarski trener-legenda. Zapomniany, ale wciąż obecny w statystykach: najdłużej z wszystkich selekcjonerów pracował z żeńską reprezentacją (9 lat w dwóch podejściach) i zdobył z nią najwięcej medali (pięć: srebrny i brązowy w MŚ oraz srebrny i dwa brązowe w ME). Był prekursorem (na długo przez słynącym z tego Hubertem Wagnerem) wykorzystania w polskiej siatkówce socjotechniki i psychologii. Tę tematykę opracowywał również w teorii, a stosował w praktyce także w życiu. Kiedy toczył nierówną walkę z rakiem, urządził igrzyska sportowe oddziału onkologicznego, na którym przebywał. Każdy z pacjentów miał swoje zadania do wykonania; nawet ci, którzy prawie nie mogli się ruszać – np. mieli przeturlać się po zestawionych łóżkach. Samopoczucie pensjonariuszy szpitala na pewien czas zauważalnie się poprawiło.

Krzyżanowski jest też bohaterem wielu anegdot nie podszytych smutkiem, głównie odnoszących się do jego niesztampowych metod. Na obozie Czarnych Słupsk, z którymi odnosił sukcesy w drugiej połowie lat 70., zrobił pobudkę w środku nocy, przegonił dziewczyny po terenie i zwołał je na zbiórkę. Podchodził do każdej i zaglądał jej ciekawie w twarz, przyświecając sobie latarką, a potem wysłał z powrotem do łóżek.
– Trenerze, po co pan to zrobił? – pytają następnego dnia zawodniczki.
– Jak kiedyś przyjdziecie na zajęcia albo mecz po nocnej imprezie, to ja poznam. Bo już wiem, jak wyglądacie niewyspane i zmęczone…
– Albo kazał rozwiązywać na zgrupowaniach zadania matematyczne – przypomina Wojciech Kasza. – Staram się przekazywać chłopakom najważniejsze jego twierdzenia. Nawet niedawno słyszałem jak Konrad Mucha to komuś cytował: „Trenujemy jak gramy, gramy jak trenujemy!”. To hasło do dzisiaj wisi na ścianie hali w Słupsku.

Takiej korelacji między ćwiczeniami i meczami nie może na razie osiągnąć Krzysztof Ferek, który kilkanaście dni temu skręcił kostkę. Wczoraj przeszedł badanie USG. – Będę miał jeszcze 7-10 dni przerwy od skakania, bo są tam urazy nie tylko torebki stawowej i wszystko musi się zagoić – wyjaśnia atakujący.
Opowiada, że stara się wzmacniać górne partie mięśni, odbija trochę o ścianę, uczestniczy w prowadzeniu zajęć. – Czwarty trener to za dużo powiedziane, po prostu pomocny zawodnik – odparowuje żart. – Liczę, że w przyszłym tygodniu będę mógł już normalnie trenować.
Problematyczny natomiast pozostaje udział AGH 100RK AZS w transmisjach telewizyjnych Orange Sport. – W tym sezonie mało realna jest transmisja z naszej hali; może pokażą nas ewentualnie w jakimś spotkaniu wyjazdowym – mówił w sobotę Arkadiusz Jesionek, członek zarządu sekcji. – Nie rezygnujemy jednak z tego; przewidziano zresztą spotkanie klubów, stacji i PZPS, ale dotyczące raczej przyszłych rozgrywek.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.