Za dyszkę Resovię da się oglądać

Rzeszowscy siatkarze w drugim secie przejęli kontrolę nad meczem z Czarnymi Radom i wygrali 3:1, a dzięki trzeciemu kolejnemu zwycięstwu odzyskali wpływ na własne losy w Plus Lidze.

Sześć dni temu wydawało się, że jeszcze przed Świętami stracą nadzieję na kwalifikację do play off, a ich trener Piotr Gruszka – posadę. Byli po fatalnym, nawet jeśli zakończonym korzystnym wynikiem 3:2, występie w Będzinie, a czekały ich konfrontacje z ekipami okupującymi 7. i 8. miejsce. Trzypunktowe porażki zwiększyłyby ich stratę do nich do niemal 10 „oczek”. W niedzielę odprawili wprawdzie Aluron Wartę Zawiercie, dzisiaj jednak skład, który kończył tamto spotkanie zgubił inauguracyjną partię, popełniając w niej aż 9 błędów. Komplet skrzydłowych Cerrad Enei Czarnych Radom był niższy niż rozgrywający, ponaddwumetrowy Słoweniec Dejan Vincić, który już kilka razy pozbawiał orientacji i złudzeń zawodników reprezentacji polski.
Radomianie jednak dobrze bronili, wysoko skakali i prowadzili ciągle kilkoma pkt. Wprawdzie po ścięciu i asie Nicolasa Marechala zrobiło się 19:20, ale Bartłomiej Grzechnik przerwał mu kiwką ze środka, a potem wraz z Vinciciem dwukrotnie zatrzymał Rafała Buszka.
19:23, 21:23, Brenden Sander kończy swój piąty atak w tym fragmencie, a mierzący 185 cm Athanasis Protopsaltis nie boi się wiszącego nad nim potrójnego bloku, tylko pierze po łapach, „pod górę” i zapala na tablicy 21:25.


Kryminał autora tej relacji, Pawła Fleszara, można kupić TUTAJ

Kibice Czarnych, którzy przybyli na Podpromie w sile dziesięciu, pośpiewali wówczas „Jesteśmy po see-cie”, lecz i później mogli zachowywać humory jak po spożyciu szklaneczki wysokoprocentowego trunku. Ich ulubieńcy wykazywali się rozwagą i wyszkoleniem technicznym – w jednej akcji trzykrotnie „opierali” niewygodne piłki o ręce rywali, utrzymując je w grze, aż w sprzyjającym momencie sfinalizowali ją łomotem – a Protopsaltis był trudniejszy do odczytania niż jego nazwisko. Dostał długą wystawę na lewą flankę, zamierzył się prawą ręką, jednak nie uderzył, przepuścił piłkę, która minęła wiszących w powietrzu blokujących, po czym strącił ją lewą dłonią na parkiet. Mimo to gospodarze przeważali nieznacznie, dzięki regularności Zbigniewa Bartmana, lecz kiedy serwis przeciekł przez palce od początku mającemu kłopoty z odbiorem Buszkowi, a potem Czarni dołożyli do tego „czapę” – wynik przekręcił się na 15:17.
Asseco Resovia przejęła kontrolę dzięki wejściu Thomasa Rousseaux, który ustabilizował nie tylko jej przyjęcie oraz powiązanej z tym – ze względu na limit trzech obcokrajowców – zmianie Luke Perry’ego na Bartosza Mariańskiego. Tego drugiego wprawdzie goście omijali podaniami (posłali nań zaledwie trzy w trzech partiach), ale zawęzili sobie w ten sposób pole zagrywki, a Bartek poza tym z powodzeniem bronił.
Od 15:17 zbijali Marechal i Bartman, Bartłomiej Lemański zaś dwukrotnie zablokował, w tym na 25:20.

Po spotkaniach z Jastrzębiem, podczas którego słuch raziły przeraźliwe gwizdy rzeszowskich kibiców, a także w Będzinie, które z kolei raniło oczy, zarząd Resovii obniżył ceny bilety na mecze z Zawierciem i Czarnymi do 10 złotych. Dzisiaj przyniosło to przyzwoitą – jak na piątkowe, przedświąteczne popołudnie i relację telewizyjną – frekwencję. A co ważniejsze, rzeszowianie pokazali niezłą siatkówkę. Kawika Shoji we wstępnej fazie trzeciej odsłony huknął przechodzącą piłkę, częściej jednak bywał cichym bohaterem. Dbał dzisiaj o urozmaicenie wystaw, odszukiwał na drugim piętrze Lemańskiego, pomagając mu w zdobyciu nagrody dla MVP.
Jego drużyna przeważała 11:8, 16:11, a przy 17:14 Amerykanin dogonił piłkę przy platformie sędziego głównego i – nie widząc siatki oraz przeciwników – rzucił ją do Bartmana, który uderzył blok-aut. W ten sam sposób „Zibi” atakował na 24:20, a sprawę zamknęło pudło Wojciech Włodarczyka. 25:21.
W czwartej partii w podstawowej szóstce Czarnych wyszło trzech rodowitych rzeszowian (Resovia nie ma obecnie żadnego w ścisłej kadrze…), bo do Mateusza Masłowskiego i Michała Filipa dołączył Michał Kędzierski. Ostatnim remis zdarzył się przy 6:6, dalej 13:9 zapalił nie tyle serwis Kawiki, co challenge, który ujawnił jego asa na początku długo później trwającej akcji. Od 14:10 radomianie zdobyli pięć „oczek” z rzędu, tyle że… dla rywali, psując ataki i zagrywki oraz dotykając siatki. Trafieniem w aut ustalili też ostateczny rezultat na 25:17.

Rzeszowianie w dobrych humorach zaczynają świąteczne urlopy, bo złapali kontakt ze strefą play off – zrównali się z zajmującymi ósme miejsce Czarnymi, a od piątej pozycji dzielą ich 4 pkt. Najbliższy mecz w Plus Lidze, ze względu na turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich, czeka ich dopiero za ponad cztery tygodnie.
Istotne zadanie stoi natomiast przed kibicami. Trwa zbiórka środków na rewitalizację grobu, w którym spoczął Wiesław Radomski, członek jednego z najniezwyklejszych zespołó w historii polskiego sportu, rzeszowskich wirtuozów podwójnej krótkiej. O nim i jego teamie można poczytać TUTAJ, natomiast TUTAJ prowadzona jest zbiórka i można dowiedzieć się znacznie więcej szczegółów o grobowcu, w którym pochowano kilka pokoleń zasłużonych dla Rzeszowa ludzi.
PAWEŁ FLESZAR

ASSECO RESOVIA – CERRAD ENEA CZARNI Radom 3:1 (21:25, 25:20, 25:21, 25:17)
Sędziowali: Paweł Ignatowicz (Kędzierzyn-Koźle) i Sławomir Gołąbek (Opole). Widzów: 3000.
RESOVIA: Shoji 4 pkt, Marechal 17, Lemański 12, Bartman 18, Buszek 3, Kosok 4 oraz Perry (l), Mariański (l), Rousseaux 9. Trener: Piotr Gruszka.
CZARNI: Vincić 3, Protopsaltis 12, Ostrowski 7, Butryn 5, Sander 11, Grzechnik 5 oraz Ruciak (l), Masłowski (l), Filip 14, Kędzierski, Włodarczyk, Pajenk, Firszt. Trener: Robert Prygiel.

Pozostałe wyniki i tabelę Plus Ligi można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.