Za te osiem lat, spadku przyszedł czas

W 185. Derbach Krakowa Wisła pokonała na własnym stadionie Cracovię 1:0. Katem „Pasów” stał się Maor Melikson, a dzisiejsza porażka przesądziła o ich degradacji z T-Mobile Ekstraklasy na dwie kolejki przed końcem sezonu.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Izraelski pomocnik zdobył jedynego gola, przepięknie wykonując rzut wolny: miał piłkę na 20. metrze, na wprost prawego słupka bramki i miękko kopnął ją nad murem w bliższe  „okienko”. – Naoglądałem się najlepszych piłkarzy świata egzekwujących wolne, zaczynałem jeszcze w czasach wideo. Maor nie powstydziłby się tego strzału wśród nich; Michel Platini robił to podobnie – zachwycał się Mirosław Szymkowiak, który kiedyś sam był niezgorszym specjalistą w tej dziedzinie.
Melikson był dzisiaj dla przeciwników zbyt szybki. Być może chcieli go też zastraszyć, bo gros fauli na nim wydarzyło się na początku każdej z części. W każdym razie złapali na nim pięć żółtych kartek, z czego dwie Vladimir Boljević – i od 70. minuty Cracovia grała w dziesiątkę. Dwadzieścia minut później było ich już dziewięciu, bo Andraż Struna zasłabł na murawie (zszedł na własnych nogach, ale za chwilę podjechała do niego, do ławki rezerwowych, karetka), a limit zmian był już wyczerpany. Po kolejnych dwóch minutach zostało ich ośmiu, gdyż drugą żółtą, a w efekcie czerwoną kartkę zobaczył Marcin Budziński, który pracował na to niespełna pół godziny.
I w tak kadłubowym składzie goście… omal wyrównali. Wywalczyli rzut rożny, a po dośrodkowaniu dobrą pozycję miał Koen van der Biezen, lecz w precyzyjnej główce nieco przeszkodził mu skaczący razem z nim Saidi Ntibazonkiza.

Szanse jakichś zdobyczy i prolongatę nadziei na utrzymanie zawodnicy z ul. Kałuży mieli jednak przede wszystkim we wstępnych dwudziestu minutach meczu. Znakomitą większość z nich spędzili na połowie Wisły, czy to w ataku, czy w pressingu – nie pozwalając im zawiązać akcji. Już w 1. minucie Ntibazonkiza dostał podanie w pole karne od van der Biezena, ale najpierw się potknął, a potem zbyt długo nie mógł zdecydować jak postąpić. Za to niedługo zrewanżował się Holendrowi dokładną centrą, a ten ładnie złożył się do główki, nieznacznie chybiając.

Później już wiślacy przejęli inicjatywę, coraz częściej wstrzeliwali futbolówkę pod bramkę rywali, a wspomniany wolny Meliksona został podyktowany po szybkim rozegraniu, za którym nie nadążył Krzysztof Nykiel, przewracając Gervasio Nuneza.
„Biała Gwiazda” sprawowała kontrolę również po przerwie. Kilka szarż zaprezentował Ivica Iliev, ale brakło im wykończenia podobnie jak dynamicznym wejściom jego kolegów, które gubiły się w nadmiarze kombinacji. Świetnie bronił Wojciech Kaczmarek, o czym przekonał się zwłaszcza Patryk Małecki, w doliczonym czasie zaś spudłowali Łukasz Garguła (sprytnie wypuszczony sam na sam przez Tomasa Jirsaka) i Cwetan Genkow.

Aktywa Cracovii to uderzenia z dystansu van der Biezena i Hesdeya Suarta, które padły łupem Siergieja Pareiki, ale przede wszystkim podwójna okazja Ntibazonkizy. Sprokurował ją Jirsak, praktycznie zostawiając piłkę w polu karnym Sebastianowi Szałachowskiemu, ten wycofał do Burundyjczyka, który najpierw w nią… nie trafił, a przy ponownej wrzutce źle ją przyjął.
Niestety, nie obyło się bez ekscesów na trybunach; najpierw kibice gości rzucali petardami na stronę fanów Wisły, a przed startem drugiej odsłony miejscowi podobną amunicją obrzucili pole karne Cracovii.

Kiedy w 2004 roku ekipa z ul. Kałuży wchodziła do ekstraklasy, jej kibice mogli podśpiewywać piosenkę, którą – w różnych wersjach – współdzielą z Polonią Warszawa i Koroną Kielce: „Za te dwadzieścia lat, za trzeciej ligi gorzki smak, awansu przyszedł czas„. Teraz przyszedł czas spadku, choć w minionych ośmiu latach „Pasy” dały odczuć smak efektownego futbolu – głównie dotyczy to zespołu prowadzonego przez Wojciecha Stawowego, który od razu w pierwszym sezonie o mało nie zakwalifikował się do pucharów europejskich (tamten okres można przypomnieć sobie TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ). Później jednak zbyt wiele, kompletnie niepotrzebnych, zmian w klubie prowadziło na gorsze.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – CRACOVIA 1:0 (1:0)
Bramka: Melikson 29. Sędziował: Robert Małek (Zabrze). Żółte kartki: Núnez, Wilk, Czekaj – Boljević, Nykiel, Szeliga, van der Biezen, Struna, Żytko, Budziński, Ntibazonkiza. Czerwone: Boljević (70. – za drugą żółtą), Budziński (90. – za drugą żółtą). Widzów: 23 215.
WISŁA: Pareiko – Jirsák, Czekaj, Jaliens, Paljić – Wilk, Núnez (59. Sobolewski) – Iliev, Melikson (88. Garguła), Kirm (66. Małecki) – Genkow. Trener: Michał Probierz.
CRACOVIA: Kaczmarek – Żytko, Nykiel (69. Steblecki), Radomski, Puzigaća (46. Szałachowski) – Struna, Szeliga (64. Budziński) – Ntibazonkiza, Boljević, Suart – van der Biezen. Trener: Tomasz Kafarski.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Skomentuj