Zahartowany przez los

Reportaż ukazał się w „Przeglądzie Sportowym” z 9 maja 2006 roku

– Przychodził utaplany w błocie jak dzik – wspomina Teresa Gancarczyk, mama Seweryna. – Narzekałam, bo nie można było tego doczyścić. „Jeszcze zobaczysz, mamuś, jakiego będziesz mieć synka piłkarza” – odpowiadał.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Seweryn uśmiecha się, słuchając tych opowieści. Przed tygodniem wybiegł w podstawowym składzie reprezentacji Polski w towarzyskim spotkaniu z Litwą. Mama usiadła na trybunie. – Mazurka Dąbrowskiego grają, syna na boisku widzę, a łzy po policzkach mi płyną jak rzeka – opisuje. – Córka mnie uspokajała: „Mamuś, czemu ty płaczesz, ciesz się”. „To właśnie moja radość” – tłumaczyłam. Tylko żeby lepiej zagrali… No, na mundial to oni się nie nadają. Nic nie pokazali.
Nie nadają, zaraz nie nadają; zobaczysz, że będzie lepiej – przekonuje Seweryn.
Mam nadzieję, bo strasznie słaby ten mecz był – nie ustępuje pani Teresa.

Pustynia, wioska na obrzeżach Dębicy. Domek tuż obok szkoły („Miało to też złe strony, bo jak tylko coś zbroiłem, od razu mnie wysyłali po mamę„). Ładnie odnowiona elewacja, ściany wewnątrz pomalowane w ciepłych, pastelowych kolorach. Kiedyś wyglądało to gorzej. W trzech pokoikach siódemka rodzeństwa mieszkała razem z rodzicami. Gdy Seweryn miał pięć lat, tata umarł na raka. – Ostatni rok leżał w domu – opowiada pani Teresa. – Wie pan, co to było? Opiekować się chorym, posprzątać, ugotować, uprać dla siódemki dzieci. A po śmierci męża wyżyć z renty rodzinnej? Człowiek ciągle się zastanawiał, czy uda się przetrzymać.
Seweryn wyremontował dom, teraz chce kupić mieszkanie w Rzeszowie, w którym mogłaby się zatrzymywać studiująca tam najmłodsza siostra. – To był mój główny cel, kiedy wyjeżdżałem za granicę: zarobić pieniądze, żeby pomóc mamie – zwierza się. – Staram się jej odwdzięczyć, że tak długo dźwigała tak ogromny ciężar.

Kłótnie w parach

Skórzane meble, dobry sprzęt audio, markowy telewizor, komputer. Na regałach mnóstwo pamiątek. Zdjęcie Seweryna w koszulce Metalista Charków, dyplomy, proporczyki, drobiazgi. – Tak zawsze marzył, żeby mieć własny, przestronny pokój, a kiedy wyjechał, znowu jest zagracony – śmieje się mama.
Kiedyś dom rozbrzmiewał gwarem rozmów, niekiedy sporów. – Kłócili się parami. Sewciu z trzy lata starszym bratem, Grześkiem – wspomina pani Teresa. – Tylko Elwira została spokojna, bo nigdy nie miała się z kim kłócić

Bywało to denerwujące, ale teraz mi tego brakuje – zwierza się świeżo upieczony reprezentant Polski. Rodzeństwo rozjechało się na wszystkie strony. Trójka jest aż w hiszpańskiej Segovii, z mamą została 21-letnia Elwira, ale i ona gości w domu tylko w weekendy. – Dawniej lepiło się dwieście pierogów, a teraz dwudziestu nie ma kto zjeść – wzdycha mama. – Już nawet nie pamiętam, kiedy spotkaliśmy się wszyscy przy stole.
No, może na moje wesele się zjawią – podsuwa syn. Od sześciu lat spotyka się z Karoliną, która niedługo kończy w Rzeszowie studia. – Gdy obroni pracę, to wreszcie będziemy stale razem – wierzy. – A w przyszłości chcę wybudować dom. Gdzieś tu, niedaleko. Tu jest moje miejsce.

Strach przed prądem

– Seweryn coś sobie rysował na kartce, a my śmiałyśmy się z Elwirką, że pewnie zostanie znanym piłkarzem, skoro już ćwiczy podpisywanie autografów – wspomina Teresa Gancarczyk. – A potem, gdy na Ukrainie zaczął grać w pierwszej lidze, już poważniej mówiłyśmy: „Może się doczekamy, że do kadry trafi”. Zawsze marzyłam, żeby go w telewizji zobaczyć.
A kiedy wreszcie wystąpił na szklanym ekranie i przed kamerą pozdrawiał bliskich, mama była na trybunie. – Dzieci oglądały mecz w Hiszpanii i co chwilę dzwoniły stamtąd, że właśnie jest wywiad z Sewerynem, albo że komentatorzy go chwalą – opowiada.
Niewykluczone, że Paweł Janas zabierze Gancarczyka na mundial, ale przed laty piłkarz perspektywy miał nieporównanie bardziej przyziemne. Był wyróżniającym się juniorem Podkarpacia Pustynia, lecz chciał zrezygnować z gry i wyjechać do brata, do Hiszpanii. – Odechciało mi się wszystkiego. Kłóciłem się z prezesem, już nawet nie pamiętam o co – tłumaczy.

Brat ma firmę murarsko-malarską, szwagier – hydrauliczną. – Tam bym pracował, chociaż do takich zajęć nie mam drygu, a prądu wręcz się boję – nie owija w bawełnę Seweryn. – Skończyłem zawodówkę o specjalności mechanik samochodowy, ale nie za bardzo się orientuję.
Ja bym nie wsiadła do tego samochodu, który ty byś wyreperował – wybucha śmiechem pani Teresa. – Jego co innego interesowało. Ciągle: „Mamuś, napisz usprawiedliwienie, trening, mecz”.

Serce dla dzieci

Dzień po meczu z Litwą mama poszła do kościoła. – Co kawałek ktoś się kłaniał: „Dzień dobry, gratuluję pani”, aż trochę mnie to śmieszyło – opowiada. – Miłe uczucie, tylko człowiek nieprzyzwyczajony.
Za ciężką pracę i troski zapłaciła chorobą serca. Pięć lat temu miała wszczepianą zastawkę, w grudniu ubiegłego roku usuwano jej siedmiocentymetrowego tętniaka z aorty. – Krucho było – nie ukrywa, ale ciągle emanuje z niej energia, która pomagała przetrwać najtrudniejsze chwile.

Seweryn jest taki jak ona: zahartowany przez przeciwności losu, gotowy stawić czoła największym problemom. – Teraz już nawet nie ma wielu powodów do zmartwień – macha ręką pani Teresa. – Jestem dumna, że wychowałam dzieci: każdy sobie życie ułożył i swoją, dobrą drogą idzie. Zdrowia sobie jedynie życzę, żeby móc się z tego cieszyć.
PAWEŁ FLESZAR

TRZEBA SIĘ BYŁO POSTAWIĆ
Seweryn Gancarczyk urodził się 22 listopada 1981 roku. Gdy występował w juniorach Podkarpacia Pustynia, drużyna plasowała się w czołówce ligi makroregionalnej. Zanim skończył 18 lat, zaproponowano mu testy w II-ligowym Hetmanie Zamość. – Z czystej ciekawości poszedłem na zajęcia. Chciałem się przekonać, o ile mnie przerastają – zwierza się.
Hetman pozyskał go, ale przez pierwsze pół roku siedział na ławce. Po trzech sezonach przeżywający kłopoty finansowe klub sprzedał Gancarczyka do Arsenału Kijów. – Początki były trudne, bo Ukraińcy są nieżyczliwi dla cudzoziemców chcących zająć ich miejsce – opisuje. – Zdarzały się ostre momenty na treningach, omal nie dochodziło do bójek. Trzeba było się postawić, bo by człowieka zadeptali.

W pierwszym meczu w Kijowie wszedł na 25 minut, przed drugim odniósł kontuzję kolana, leczenie zajęło wiele miesięcy. – Był pomysł wypożyczenia mnie do Legii, ale trener Kubicki stwierdził, że potrzebuje obrońcy do gry, a gdy ja dojdę do formy, to będą mnie musieli oddać – opowiada.
Wypożyczono go więc do Wołynia Łuck. Zespół utrzymał się w ekstraklasie, w następnej rundzie zajął niespodziewanie czwarte miejsce. Seweryn musiał jednak wrócić do Arsenału, gdzie miał już miejsce w składzie. Potem trener Metalista Charków namówił go, żeby nie odnawiał kontraktu, tylko przyszedł do jego zespołu. – Na Ukrainie też można zrobić karierę – przekonuje. – Interesował się mną już Mircea Lucescu, szkoleniowiec Szachtara Donieck. Temat chyba nie jest zakończony.

Skomentuj