Zając, który zjadł całą potrawkę

W dosyć niecodziennych okolicznościach zwycięzcą XI Cracovia Maraton został Kenijczyk Peter Kariuki Wanjiru. Z kolei wśród kobiet, gdzie walka była dramatyczna, triumfowała jego rodaczka, występująca w barwach Bośni i Hercegowiny, Lucia Kimani.

Wanjiru miał być pacemakerem dzisiejszego biegu do 32. kilometra, pomóc kilku innym zawodnikom w pobiciu rekordu Cracovia Maraton. I swoją rolę spełniał świetnie, bo narzucił szybkie tempo dla czteroosobowej grupki. Problem w tym, że partnerzy zaczęli… słabnąć i odstawać. – Tempo spadało, Peter się oglądał na nich, trzeba było podjąć decyzję – wyjaśnia Dariusz Kaczmarski, który w krakowskiej imprezie odpowiada za start zawodników tzw. Elity, a czołówkę nadzorował jadąc za nią samochodem. Stał się kimś rodzaju reżysera. – Byliśmy w samochodzie z menedżerami zawodników – opowiada. – Wiadomo, że są konflikty interesów, ale postanowiłem, że jeśli Wanjiru jest najsilniejszy, to trzeba dać mu możliwość udowodnienia tego.

I „zając” – jak w slangu lekkoatletycznym określa się zawodnika robiącego bieg dla innych – tę możliwość wykorzystał. Połknął całą stawkę, prowadząc już do końca z minimum kilkusetmetrową przewagą. Wygrał Fiata Punto za około 60 tysięcy złotych, o ponad minutę pobił swój rekord życiowy, a kilkudziesięciu sekund brakło mu do rekordu Cracovia Maraton. – W drugiej części trasy był lekki przeciwny wiatr i to mnie trochę spowolniło – tłumaczył potem Kenijczyk. – Jak się przygotowywałem do tego występu? Jak zawsze: biegam 20 kilometrów rano i dwadzieścia kilometrów wieczorem. Wrażenia? Ścięło mnie z nóg.

Niezwykły spektakl przedstawił jego rodak, Denis Mwanzia Mussau. Już kilka dni temu Kaczmarski charakteryzował go jako zawodnika ciekawego, bo „nieco szalonego”. I Kenijczyk spełnił oczekiwania, gdyż na ostatnich dwóch kilometrach odrobił ponad minutę straty do Sammy Kipkorira Kibeta i na prostej przed metą na ulicy Reymana pod stadionem Wisły urządził finisz jak w biegu na 800 metrów. Przegrał o włos, z takim samym czasem jak rywal.
Mussau chyba się przeliczył z siłami już wcześniej; stać go było nawet na zwycięstwo dzisiaj – analizował Kaczmarski.

Natomiast najlepszy z Polaków, Grzegorz Czyż przybiegł do mety razem z… najlepszą z kobiet – Lucią Kimani, która padła mu wówczas w ramiona i ucałowała z wdzięczności. Czyż pociągnął ją za sobą przez całą trasę. – Czy mnie o to prosiła? Nie, tak się po prostu ułożyło – kluczył trochę, pytany czy był umówionym „zającem”. – Mogę biec szybciej, ale za dziesięć dni mam kolejny start, więc postanowiłem zaoszczędzić siły o przy okazji komuś pomóc.
Pomocy nie da się przecenić, gdyż Kimani, która przyjęła obywatelstwo Bośni i Hercegowiny, startując w jej barwach, uzyskała minimum swojego przybranego kraju na igrzyska olimpijskie i w sierpniu wystartuje w Londynie.

O igrzyskach marzy również Agnieszka Ciołek, która dzisiaj zagrała va banque, pokazując jednocześnie jak piękny i straszny może być maraton, w którym do walki nie potrzeba przeciwnika. Metę minęła na trzecim miejscu słaniając się i szlochając, potem omdlewała. Wcześniej, przez 28 kilometrów, prowadziła wśród kobiet na trasie rozpoczynającej się przy Błoniach a biegnącej Alejami niemal do Podgórza, a potem do Nowej Huty i z powrotem. – Kiedy mijała mnie Lucia, miałam już taką „bombę”, że nie byłam w stanie zareagować – opowiadała Agnieszka, kiedy po godzinie doszła do siebie. – Przyszły kolki, bóle, nie wiadomo co.
Ma 27 lat, jest wielokrotną medalistką mistrzostw Polski w biegach długich, brązową medalistką drużynowych mistrzostw Europy w przełajach, w maratonie wystąpiła po raz pierwszy w życiu. I zawzięła się, żeby go skończyć. – Nauczyłam się dzisiaj, jak się cierpi na trasie i to mi się przyda, w przyszłości będę wiedziała jak przygotować się psychicznie – zwierza się. – Człowiek nie spodziewa się, jak to może wyglądać, póki tego nie przeżyje.

Wiąże przyszłość zawodniczą z maratonem, mówi, że będzie walczyć o minimum na igrzyska w Rio de Janeiro w 2016 roku, ale naciskana przyznaje, iż myślała o tym już dzisiaj. – Dla mnie i mojego trenera był to debiut, może zabrakło nam doświadczenia, ale postanowiłam ryzykować od początku – tłumaczy. – W sporcie wygrywają tylko ci, którzy ryzykują. Dość wcześnie okazało się, że nie ma szansy na czas 2:30, ile wynosi minimum w Polsce, ale jestem szczęśliwa, że ten pierwszy maraton mam za sobą. Po prostu szczęśliwa.
PAWEŁ FLESZAR

Kobiety: 1. Lucia Kimani (Bośnia i Hercegowina) 2:36:54, 2. Anastazja Zujewa (Rosja) 2:40:41, 3. Agnieszka Ciołek (Polska) 2:41:32, 4. Volha Reżkaja (Białoruś) 2:46:05, 5. Natalia Sołowejewa (Rosja) 2:50:37, 6. Maria Małyszewa (Rosja) 2:58:19.
Mężczyźni: 1. Peter Kariuki Wanjiru (Kenia) 2:12:11, 2. Edwin Kirui (Kenia) 2:12:37, 3. Faustin Mussa Starehe (Tanzania) 2:13:02, 4. Andriej Siergiejew (Rosja) 2:17:46, 5. Sammy Kipkorir Kibet (Kenia) 2:20:54, 6. Denis Mwanzia Mussau (Kenia) 2:20:54.

Wyniki Cracovia Maraton we wszystkich kategoriach można znaleźć TUTAJ

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*