Zające nie poszły w las

Roman Kołodziej od 45 lat prowadzi zajęcia lekkoatletyczne. Często zajmuje się tym, czego ktoś inny nie chciał robić, a już po raz czwarty jest trenerem w Cracovii.

Już na starcie los przypisał mu taką rolę. W 1969 roku trener miotaczy w Cracovii, Piotr Jeleń chciał przyjąć ciekawszą ofertę. W klubie usłyszał: „Odejdziesz, jak znajdziesz dla siebie zastępstwo„. Znalazł Kołodzieja, będącego wtedy świeżo po studiach. – I tak ćwierć wieku straciłem, stojąc przy rzutniach. Te konkurencje są najbardziej techniczne, uciążliwe dla trenerów. Nie to co teraz: zające puścisz w las i niech sobie biegają – żartuje pan Roman. – A Piotrek zajął się narciarstwem. Prowadził między innymi reprezentację kanadyjskich alpejek, współpracował z Bachledą.
W 1973 r. szkoleniowcy w Cracovii dostali wypowiedzenia, a za chwilę mieli być przyjmowani na powrót w ramach reorganizacji. Kołodziej nie czekał, odszedł do Hutnika, który opuszczał po siedmiu latach również z nienajlepszym nastroju. – Może jestem trochę kapryśny, ale nie mogłem się pogodzić z postępowaniem władz; najpierw Cracovii, a potem Hutnika. W tym drugim w pewnym momencie zaczęto stawiać na zawodników ściąganych z zewnątrz, a wychowankowie przestali się liczyć. A przewinęło się tam bardzo dobrych szkoleniowców; proszę popatrzeć choćby tutaj: Kaduszkiewicz, Zapart, Salamonowicz, to wszystko ludzie Hutnika – pokazuje znanych trenerów prowadzących właśnie zajęcia na stadionie krakowskiej AWF.

Za następnym podejściem spędził w „Pasach” dwanaście sezonów (1980-1992), musiał odejść, kiedy sekcja lekkoatletyczna praktycznie przestała istnieć. Zanim ją reaktywował w 1996 roku, przez pewien czas pracował w Sokole, gdzie jednak trudno było o coś więcej poza rekreacją. Przez jedenaście lat trzeciego pobytu w Cracovii wyłowił sporo zdolnych dzieciaków, medalistów mistrzostw Polski w różnych kategoriach wiekowych. Na czele z Katarzyną Broniatowską, obecnie ćwicząca w AZS AWF Kraków pod opieką Zbigniewa Króla, mającą szansę na występ na igrzyskach w Rio de Janeiro. – Przyszła do nas będąc ośmioletnim skrzatem. Jest jednocześnie przykładem zawodniczki, o którą w pozytywnym sensie potrafili zadbać rodzice – podkreśla.
Niezależnie od wszelkich utyskiwań, bez ukochanej dyscypliny nie mógłby chyba żyć. W 2007 r. opuścił Cracovię („Denerwował mnie minimalizm”), ale po paru latach założył sekcję „Królowej sportu” na Politechnice Krakowskiej, gdzie przez lata był nauczycielem WF. A kiedy i ta, bez wsparcia, zaczęła usychać, Lech Pankiewicz i Ryszard Szpar ściągnęli go do Wieliczanki.

Do powrotów do Cracovii zawsze ktoś go namawiał. Najpierw słynny czterystumetrowiec Jan Balachowski, potem prezes klubu Kazimierz Zawrotniak, a za trzecim razem członek Rady Seniorów, Jerzy Łudzik. I tak, na stulecie lekkoatletyki w klubie, w ubiegłym roku znowu został w nim trenerem. Obok niego w sekcji pracuje Krzysztof Janik. – Dla mnie wartościowe szkolenie, to postawienie na jak największą ilość młodzieży i startowanie na wszystkich możliwych zawodach – deklaruje Kołodziej. – Chciałbym, żebyśmy w ciągu dwóch lat wystąpili w drużynowych mistrzostwach Polski.
Opowiada, że ma wyróżniającą się grupkę w kategorii młodzików, ale nie zamyka drzwi przed nikim. Zaczęła ćwiczyć u niego 25-letnia absolwentka medycyny. – Powtarzam jej: „czemu, dziewczyno, wcześniej do mnie nie przyszłaś?”
Trening lekkoatletyczny zawodników, którzy póki co nie zarabiają na uprawianiu tej dyscypliny, jest specyficzny. Pojawiają się wtedy, kiedy mogą; ktoś dojeżdża z daleka, ktoś ma lekcje do g. 17, ktoś nie pobiega w Parku Lotników Polskich, bo się boi samemu. A trener siedzi na stadionie i zajmuje się kolejnymi „interesantami”. – W obecnej rzeczywistości szanuję to, że przychodzą – zwierza się.
Był prezesem Krakowskiego Okręgowego Związku Lekkiej Atletyki w czasie, gdy w 1999 i 2000 r. odbywały się ostatnie, jak dotąd, w Krakowie mistrzostwa Polski seniorów. Wspomina, że pierwsze z nich organizowali praktycznie w szóstkę, w tym żony – jego i Edwarda Stawiarza. Jednym z celów po powrocie do Cracovii było przypomnienie zasłużonego działacza jej i okręgowego związku – wznowienie Memoriału dr. Aleksandra Moroza. Po sześciu latach przerwy odbędzie się 5 października.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.