Zamiast nadmuchiwania żaby

Budzący duże kontrowersje system siatkarskich rozgrywek młodzieżowych można poprawić na kilka sposobów. Oto jeden z nich, wykorzystujący metody stosowane przez AZS i UEFA.

Pisaliśmy już przy okazji zakończenia ćwierćfinału mistrzostw Polski juniorek TUTAJ, że obecnie przyjęte rozwiązanie jest niewłaściwe nie ze względu na jego konkretne efekty, lecz przyjętą zasadę. Nie może mieć wpływu na sportową rywalizację losowanie przeprowadzone w taki sposób (bez różnicowania zespołów), bo to stwarza niebezpieczeństwo niesprawiedliwego układu tejże rywalizacji.
A efekty swoją drogą – w poniedziałek przeprowadzono losowanie ćwierćfinałów juniorów i juniorek, które przyniosło jedno drastyczne rozstrzygnięcie. W Bełchatowie spotkają się trzy zespoły – Skra, AKS Rzeszów, Norwid Częstochowa – które w ubiegłym sezonie były w czołowej czwórce w tej kategorii (a czwarty de facto – wtedy Jastrzębski Węgiel II, teraz JW I – był w czołowej szóstce). Na dodatek dwa z tych klubów to mistrz i wicemistrz sprzed roku w kategorii kadetów. Dużo silniejsza od pozostałych wydaje się też grupa C juniorek, w której zmierzą się Developres MKS V LO Rzeszów, Gedania, AZS UMCS Lublin i PTPS Piła. A Developres i AZS UMCS wpadły na siebie już po raz drugi w ciągu dwóch tygodni, gdyż rywalizowały również w ćwierćfinale.
Czekają nas jeszcze losowania w kategorii kadet i młodzik (dziewcząt i chłopców)…

Przypomnijmy, że rozgrywki młodzieżowych mistrzostw Polski przez lata toczyły się według ustalonego schematu, w który wpasowywało się po dwóch reprezentantów danego województwa; ćwierćfinały odbywały się według podziału terytorialnego (po cztery województwa), dalej kluby prowadził schemat, w zależności, czy zajęły 1. czy 2. miejsce w turnieju 1/4.
W sezonie 2009/10 wprowadzono turnieje 1/8 finału, aby dopuścić do rozgrywek trzecie drużyny z województw, wychodząc ze słusznego założenia, że często są one silniejsze, niż mistrzowie innych województw.
W tym sezonie z tego zrezygnowano, argumentując, że klubów nie stać na udział w dodatkowej fazie. Z tym trudno się spierać; wiadomo, jaka jest sytuacja finansowa w siatkówce młodzieżowej. Warto jednak zauważyć, że turniej 1/8 był dla wielu klubów jedynym, podobnie jak jedynym będzie dla części z nich ćwierćfinał (rozgrywany jako pierwsza faza ogólnopolska). Jeśli nie stać ich na 1/8 to nie będzie stać też na 1/4.
Pojawiały się też twierdzenia, że w starym systemie kluby mogły manipulować wynikami, żeby w następnej fazie trafić lub nie trafić do konkretnego turnieju. Brak jednak przykładów dowodzących, że to zjawisko/proceder, a nie incydenty. Poza tym w czterodrużynowych turniejach nie tak łatwo manipulować, a także – przy dwóch drużynach awansujących w kolejnej fazie – unikanie pewnych rywali nie musi być opłacalne.

Tak czy siak – wprowadzono obecne 6-zespołowe ćwierćfinały, z których wychodzą po dwa kluby bez ustalania kolejności, a dalej są losowane.
Zdarzają się reformy rozgrywek, w różnych dyscyplinach (kłania się np. ekstraklasa piłkarska), które podobnie jak obecna w siatkówce młodzieżowej przypominają dziecięce nadmuchiwanie żaby przez słomkę. „Albo będzie fruwać, albo się rozpuknie, ale coś się będzie działo, będzie ciekawie. A skakać tak jak do tej pory i tak nie mogła”. Taką mniej więcej ideę można z tego wyprowadzić.
Zmiany pewnie były konieczne, skoro kluby nie chciały grać w fazie 1/8, która zresztą nie była doskonała (o czym niżej). Można ich było jednak dokonać inaczej. Można również na przyszłość usprawnić system losowania, dodając elementy rankingu i rozstawienia, ale losowanie i tak jest czymś nienaturalnym, właściwym bardziej hazardowi niż sportowi. Czym innym jest losowanie eliminacji, a później grup mistrzostw, pucharów, gdzie są zespoły z całego świata bądź kontynentu. Losowanie odbywające się przed kamerami telewizyjnymi, stanowiące dodatkowy szoł i platformę dla sprzedaży reklam. A czym innym – losowanie lokalnych rozgrywek młodzieżowych, którego nawet zainteresowane kluby nie mogą obserwować. Nie szukamy nieprawidłowości, po prostu sytuacji dwuznacznych należy unikać, kiedy się tylko da.
Poniżej pomysł na system rozgrywek młodzieżowych w siatkówce, łączący dotychczasowe rozwiązania. Przedstawiamy go w dwóch rozdziałach, dotyczących sposobu wyłaniania reprezentantów poszczególnych województw oraz rozgrywania ćwierćfinału.

I. DLA KOGO KWALIFIKACJE

Główną zasadą jest zróżnicowanie ilości drużyn, które z poszczególnych województw przechodziłyby do fazy ogólnopolskiej. Od pięciu sezonów gremialnie kwalifikuje się po trzy, co też nie jest właściwe, bo dysproporcje są olbrzymie. W niedawnym ćwierćfinale juniorek w Wieliczce uczestniczył mistrz województwa świętokrzyskiego, który w całym turnieju zdobył jednego seta, w meczu bez stawki. Nie chodzi tu o dyskredytowanie danego klubu czy województwa, zresztą jedna drużyna z każdego musi się znaleźć w ćwierćfinale, ale o każdej następnej – przy tak znacznej różnicy sił – powinny decydować wymierne kwestie.
Akademicki Związek Sportowy rozgrywki akademickich mistrzostw Polski prowadzi najpierw w województwach, a potem w turniejach strefowych – półfinałowych – gromadzących po cztery województwa. Ilość uczelni reprezentujących dane województwo w dyscyplinach zespołowych (ale i indywidualnych, np. w siatkówce plażowej) jest uzależniona od ilości uczelni/zawodników, biorących udział w rozgrywkach wojewódzkich.
Drugi sposób to ten w jaki UEFA ustala ilość klubów z danego państwa, które mogą brać udział w europejskich pucharach. Jest to uzależnione od wyników uzyskiwanych przez kluby w ciągu pięciu ostatnich lat.

Warto byłoby wykorzystać obie te metody razem. Stworzyć rankingi województw (osobne dla siatkarek i siatkarzy, za to łączące trzy kategorie wiekowe), oparte na zsumowanych średnich wyciągniętych z wyników i rozmiaru rozgrywek młodzieżowych toczących się w poszczególnych województwach.
Ważne, aby była to średnia, bo w przyszłości liczba klubów kwalifikowanych do fazy ogólnopolskiej nie będzie równa.
Ranking powinien obejmować pięć (ewentualnie sześć) ostatnich sezonów – tyle, ile obejmuje cykl startowy: od czternastolatków (ew. trzynastolatków) w kategorii młodzika po dziewiętnastolatków kończących wiek juniora. Co roku ranking byłby aktualizowany, najstarszy sezon wypadałby, najnowszy byłby doliczany. Odzwierciedlałoby to zmiany w układzie sił; jeśli klub/kluby z jakiegoś województwa zapunktowałyby mocno w młodzikach, mogłoby to dać temu regionowi bogatszą reprezentację w fazie ogólnopolskiej w następnych latach. I na odwrót. Przy racjonalnie prowadzonym szkoleniu istnieją bowiem korelacje pomiędzy wynikami w poszczególnych kategoriach wiekowych.
Przy tym, w sferze młodzieżowej zmienia się nie mniej niż w seniorskiej – jedne ośrodki podupadają, inne rozkwitają, co również widać byłoby w rankingu

Przyjęliśmy założenie, że w ćwierćfinałach wystartowałoby po 40 zespołów w każdej płci i w każdej kategorii wiekowej. Wiąże się to z systemem rozgrywek, który proponujemy w drugiej części tekstu.
Podział tych czterdziestu miejsc powinien być efektem głębszej analizy sytuacji w województwach. Roboczo proponujemy następujący: 10 województw po 3 zespoły, 4 województwa po 2 zespoły, 2 województwa po 1 zespole. Podział może być nieco inny, np. uwzględniający w jednym przypadku aż 4 zespoły, albo więcej „trójek” i „jedynek”, itp. Podział można byłoby też zmienić w przyszłości.

II. JAKIE ĆWIERĆFINAŁY

Proponujemy pięciozespołowe ćwierćfinały, w których rywalizacja toczyłaby się systemem „każdy z każdym”. Jeszcze jednym mankamentem obecnego systemu jest bowiem fakt, że część zespołów w danym turnieju w ogóle ze sobą nie gra. Powstały jakby dwa mini-turnieje przyspawane do siebie. Rywalizacja „każdy z każdym” najdokładniej ustali klasyfikację w danym turnieju.
Jednocześnie proponujemy, aby ćwierćfinały były czterodniowe – od czwartkowego popołudnia do niedzielnego wczesnego popołudnia. Owszem, koszt jest większy, ale dochodzi tylko jedna dniówka, a nie trzydniowy turniej wraz z przejazdami, jak to było, gdy istniała 1/8 finału. Po drugie, przy pięciu zespołach w każdej turze spotkań ktoś by pauzował, więc jedna drużyna mogłaby dzień później przyjechać, a jedna – dzień wcześniej wyjechać, ograniczając koszty.
Jednego z czterech dni – w piątek lub sobotę – musiałyby odbyć się dwie tury (przy pięciu zespołach tur jest w sumie pięć) – trzy drużyny zagrałyby po dwa mecze.

Z każdego z ośmiu ćwierćfinałów awansowałyby po dwie ekipy. Półfinały byłyby czterozespołowe, a turniej finałowy ośmiozespołowy – te dwie fazy bez zmian. Istotne jest opracowanie odpowiedniego schematu: najpierw kluby z określonych miejsc w danych województwach spotykające się w ćwierćfinałach, dalej – z określonych miejsc w ćwierćfinałach spotykające się w turniejach półfinałowych, a potem w finałach. Plus, rotacyjnie, gospodarze ćwierćfinałów i półfinałów – to prawo przysługiwałoby mistrzom województw, a dalej zwycięzcom ćwierćfinałów. Coś podobnego nieźle funkcjonowało przez wiele lat w przeszłości, teraz musiałoby zostać zmodyfikowane ze względu na nierównomierną liczbę drużyn, kwalifikujących się z województw. Ważne, aby w tym schemacie nie zderzali się w ćwierćfinałach i półfinałach reprezentanci województw posiadających tradycyjnie czołowe drużyny w danej płci – np. pomorskie, kujawsko-pomorskie, mazowieckie i śląskie u siatkarek (to też można modyfikować, wraz ze zmieniającym się układem sił – np. jeszcze w minionej dekadzie bardzo ważną rolę odgrywało dolnośląskie z Gwardią Wrocław).

Na zakończenie jeszcze jeden argument za czterodniowymi ćwierćfinałami. Niezwiązany bezpośrednio z kwestią systemu rozgrywek, ale w przypadku rywalizacji młodzieżowej dosyć istotny. Na tym etapie odpada ponad połowa zespołów. Dla wielu zawodników i zawodniczej jest to jedyny i ostatni poważny turniej w sezonie. W przypadku juniorów – nierzadko ostatni taki turniej w życiu. Niechże mają więc trochę więcej frajdy; wyjadą na trochę dłużej i zagrają więcej meczów.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.